sobota, 18 października 2014

Od Sayaki

Szłam ścieżką od hangarów w stronę swojego domu.Skończyłam testy więc miałam wiele czasu wolnego.Postanowiłam wstąpić do Kirimi sprawdzić czy niema tam Yukio i Rozalii....w końcu to jedyne osoby które znam...Mieszkam sama więc...Cóż skręciłam w uliczkę i ruszyłam w stronę jej domu.Szłam jakieś 15 minut w końcu doszłam do małego domu w spokojnej dzielnicy.Zapukałam do drzwi.Ciekawe jak zareaguje na mokrą dziewczynę przed drzwiami.
Otworzył mi Yukio. Zaskoczony wpuścił mnie do środka.Okazało się że była tam Rozalia,Kirimi,siostra Rozalii i jakiś chłopak.

Ktoś dokończy?


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Od Grace:

Leżałam na łóżku w swoim nowym pokoju spoglądając na sufit.Moje myśli były rozbiegane.W ciągu ostatniego miesiąca tyle się w moim życiu wydarzyło ,że nie zdążyłam jeszcze wszystkiego ogarnąć.Leżałam jeszcze kilka minut po czym wstałam i skierowałam się w stronę drzwi.
Postanowiłam wyjść na dwór by przewietrzyć swój umysł. Dotknęłam klamki by otworzyć drzwi od pokoju.Sekundę później lśnił na niej lód.Momentalnie zabrałam z klamki dłoń przypominając sobie o włożeniu specjalnych rękawiczek ,ponieważ jeszcze nie dokońca panowałam nad swoją mocą.Szybko podeszłam do biurka ,nałożyłam rękawiczki po czym wyszłam z pomieszczenia i zbiegłam w dół po schodach.Już miałam wyjść z domu kiedy w progu stanęła moja babcia i zapytała :
- Grace ,dokąd idziesz ?
Odwróciłam głowę :
- Idę się trochę przewietrzyć ...pozwiedzać okolicę.
Z tymi słowy wyszłam i udałam się w stronę centrum miasta.Przez dwie godziny kręciłam się po ulicach : oglądałam wystawy sklepów , obserwowałam mieszkańców miasta , przespacerowałam się po parku.O zachodzie słońca ruszyłam w drogę powrotną.Kiedy od domu dzieliło mnie tylko kilka ulic kątem oka zauważyłam kobietę stojącą za mną kilka metrów dalej.Wyglądała na zwykłą mieszkankę miasta choć moja intuicja podpowiadała mi ,że wcale tak nie jest.Przeszłam na drugą stronę ulicy i kucnęłam udając ,że sznuruję buta.Lekko obejrzałam się w stronę kobiety.Nadal stała w jednym miejscu jednak po chwili ruszyła w ślad za mną.
- Czy ona mnie śledzi ? -spytałam samą siebie w myślach.
Przeszłam jeszcze kilka kroków po czym instynktownie skręciłam w ciasną uliczkę ,która po pięćdziesięciu metrach wychodziła na łąkę.Był to skrót dzięki ,któremu chciałam szybciej dotrzeć do celu.Ku mojemu
niezadowoleniu kobieta ruszyła za mną.Nie zamierzałam uciekać przed nią całą drogę do domu.
- Nie wiem czego chce - powiedziałam sama do siebie w myślach -ale zaraz się dowiem.
Zwolniłam kroku i gdy dzieliło nas tylko pięć metrów odwróciłam się dobywając zza pasa saksę.Rzuciłam się na kobietę przyszpilając ją do ziemi ,lecz ta lekkim ruchem mnie odepchnęła.Nie dałam za wygraną.
Wyciągnęłam z kieszeni sztylet i rzuciłam w stronę kobiety.Ta uchyliła się lecz sztylet przebił kołnierz jej płaszcza i wbił się w mur budynku.Przez chwilę kobieta szamotała się ze sztyletem próbując uwolnić swój kołnierz.Nie tracąc chwili podniosłam z ziemi saksę i podeszłam do niej.W chwili gdy kobieta uwolniła swój płaszcz ze sztyletu ja przyłożyłam jej do gardła saksę.
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz ? -spytałam.Kobieta przyjrzała mi się przez chwilę po czym powiedziała :
- Nazywam się profesor Kuyou .Jak już wiesz od swojej babci jesteś jedną z nowego pokolenia łowców.Jeśli chcesz żebym kontynuowała swoją przemowę prosiłabym żebyś zabrała saksę z mojego gardła.
Niechętnie schowałam saksę za pas i podniosłam sztylet chowając go w kieszeni.Profesor Kuyou szybko wytłumaczyła mi swoje pojawienie się i resztę rzeczy ,o których powinnam wiedzieć.Później powiedziała żebym na drugi dzień stawiła się w hangarach by zacząć szkolenie.Po tym wszystkim znużona informacjami wróciłam do domu.

C.D.N.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Kirimi: Prawdziwy Kurai

Po całym zdarzeniu z Kuraiem wybiegłam jak szalona z biblioteki, odechciało mi się czytać książek więc dałam sobie spokój z wypożyczaniem. Wróciłam szybko do domu, sięgnęłam do szafy wyciągnęłam dwie tabletki i połknęłam je wszystkie na raz. Usiadłam w pokoju w kącie wtulając się w swoje kolana. Rozmyślałam nad całym zdarzeniem które zaszło w bibliotece. -pierwszy raz byłam przy nim aż tak blisko - rozmyślałam - czułam zapach jego perfum...on on ...on prawie mnie pocałował! Chwyciłam się za głowę lekko ciągnąc swoje włosy. Po policzku spłynęła mi jedna samotna łza. - on ... jest .... taki ....przyst... głupi! Jest głupi - przerwałam sama sobie. -Nienawidzę go ! ..Nienawidzę! W pewnym momencie przerwał mi dźwięk otwierających się drzwi. Szybko wstałam i się ogarnęłam. - Yukio! - Wykrzyknęłam rzucając się chłopakowi na szyje. -Kirimi - uśmiechnął się.
-Może wejdziecie i zjecie razem ze mną?-zapytałam po chwili namysłu.
-Jeżeli nie sprawimy ci tym kłopotu-odparł cicho chłopak.
-Oczywiście, że nie! Wchodź!
Niestety za Yukio wszedł jak zwykle chłopak o którym przed chwilą myślałam, Kurai. Obok niego kroczyła dumnie Arise której Kurai na pasie trzymał rękę lekko przytulając ją do siebie, co lekko mnie zdziwiło chociaż Kurai już dawno do niej zarywał. Chłopak lekko pocałował ją w policzek po czym odsunął krzesło przy stole, a Arise usiadła na siedzeniu, leciutko rumieniąc się. Szybko poszłam do kuchni a po chwili przyszłam z miskami pełnymi ramen*. Rozdałam już wszystkim oczywiście na końcu Kuraiowi. Dałam mu miskę po czym on chciał ją wziąć "przez przypadek" dotykając mojej ręki. Mocno zarumieniłam się, odwróciłam głowę na bok i usiadłam na Na swoje miejsce. Dobrze że Arise tego nie zauważyła, ponieważ była zajęta rozmową z Yukio.
*pół godziny później* Po skończonym obiedzie odniosłam naczynia do kuchni i z powrotem usiadłam na krześle przy stoliku. Yukio siedział i patrzył w sufit a Kurai znudzony słuchał jak Arise coś do niego mówi. Lecz nie patrzył się na nią, jego wzrok utkwił na mnie. Cały czas byłam czerwona i było mi strasznie gorąco. - Kirimi mogę skorzystać z toalety ? - zapytał nagle Yukio. - Jasne, to tamte drzwi braciszku - odpowiedziałam. - Ja pójdę się przewietrzyć - rzekła Arise po czym wyszła na taras. Miałam zamiar iść do kuchni ale Kurai złapał mnie za bark i obrócił w swoją stronę. Oparłam się plecami o ścianę, a on stanął na przeciwko mnie. -Kurai? Co ty? - Strasznie się przy mnie czerwienisz panienko...- powiedział uwodziciel. - Wcale nie po prostu jest mi strasznie gorąco!- odpowiedziałam -a może po prostu się we mnie... Chciałam go uderzyć pięścią w nos, lecz on złapał moją rękę i przybliżył swoje usta do moich jeszcze bardziej, wytrzeszczyłam tylko oczy. - Jesteś słodka jak się denerwujesz- wyszeptał czerwono-oki . Podejrzewam że chciał mnie pocałować lecz Yukio wyszedł z łazienki, a chłopak oddalił się ode mnie jak oparzony, i wrócił bez słowa na miejsce. Chwile po tym do domu wkroczyła Arise. Wszyscy ponownie usiedliśmy do stolika. Unikałam spojrzenia Kurai'a jak ognia. -Idę do pokoju źle się czuje.. - powiedziałam wstając od stołu. - Może ci w czymś pomóc?-zapytał Yukio.
-Zrobić ci herbaty?- spytała Arise. - Nie, bardzo dziękuje. - odpowiedziałam i poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wtuliłam w miękką pościel. * Zasnęłam *

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kurai: Prawdziwe oblicze uwodziciela.

Wstałem bardzo niewyspany, ponieważ w nocy pomagałem Kirimi. Tak strasznie było mi jej żal gdy łzy spływały jej po bladych policzkach, że musiałem jej pomóc. Popatrzyłem na przerwaną koszule. Ziewnąłem szeroko, po czym spojrzałem na zegarek.
-Co?! Już tak późno!?
Szybko przebrałem się umyłem i uczesałem, po czym jak nienormalny wybiegłem z domu Kirimi aby zdążyć na zajęcia.
Gdy dotarłem na miejsce czekałem przed salą do ćwiczeń.

*Trwający trening*

Profesor podszedł do mnie z poważną miną. -Coś przeskrobałem? Może Kirimi co- -Shikima, jaki chciałbyś mieć pojazd? - zapytał nauczyciel. - J - ja ? -zacząłem mówić jak Yukio - Moooże latającą deskę? Profesor zaczął zapisywać coś w swoim notesie, po czym odszedł dalej. - uffff .... -przetarłem ręką czoło- a już myślałem że coś się stało. Na kolejnych treningach miała być badana siła, moce oraz różne inne umiejętności. *kilka godzin później* - Kurai! - podbiegł do mnie zdyszany Yuki. - aa? - zapytałem obojętny. - Pójdziesz ze mną do biblioteki? Chce wypożyczyć kolejną część mojego ulubionego kryminału. -zapytał Yukki - hmmmm..... Może? - odpowiedziałem. - A wiec chodźmy. - powiedział stanowczo ale nieśmiało. -Kurai.. -Czego? -Tak właściwie jaki pojazd wybrałeś? -jaa?? Ee yy ... noo tenn Noo.... zapomniałem ... - eh do dobrze już nic. Gdy doszliśmy na miejsce Yuki podbiegł jak zwariowany do bibliotekarki. - Prz - przepraszam. G gdzie mogę z znaleźć dział z kryminałami? -zapytał nieśmiało. - Jest tam - odpowiedziała starsza pani wskazując palcem na jeden z regałów. -Yukio, idę się poszlajać między półkami - powiedziałem. -Do-dobrze - odpowiedział chłopak. Błądziłem przez sterty książek szukając czegoś dla siebie. W pewnym momencie ujrzałem znajomą mi osobę która próbowała dosięgnąć książki na najwyższej półce. - Heh kogo moje oczy widzą? Jaśnie panna Kirimi.- przywitałem się "miło". -A to ty .... - odpowiedziała obojętnie, dalej usiłując dosięgnąć celu. -Co? Źle być niskim prawda?-chciałem jej dokuczyć. - Zamknij sie. Jeśli ty tu jesteś to Yukio zapewne też. Idę po niego. - Stój. - Złapałem ją za rękę.-jest zajęty szukaniem. - Weź mnie nie dotykaj idioto! - zaczęła mnie odganiać. Stanąłem przed nią, złożyłem ręce i uniosłem głowę do góry. - Czego ode mnie oczekujesz? -zapytała mrużąc oczy. - Poproś mnie żebym ci zdjął książkę! - zacząłem żartować. - Chyba śnisz... - mruknęła cicho - emmm... p..pro... prosz...proszee? -o-okej ?- odrzekłem zdziwiony jej reakcją (myślałem że dostane w nos czy coś...). Sięgnąłem ręką po książkę zacząłem mocniej ją ciągnąć bo chyba była czymś przyblokowana, po czym cała sterta spadła na mnie i siłą grawitacji upadłem na ziemie. Właściwie to nie na ziemie , upadłem i leżałem prosto na ...Kirimi !!! Nasze usta prawie stykały się ze sobą, zacząłem się rumienić i lekko otworzyłem wargi ( z resztą tak jak i Kirimi).
- Złaź ze mnie zboczeńcu!-krzyknęła zdenerwowana dziewczyna. Wstałem z niej szybko po czym zacząłem drapać się po głowie - Kirimi... ja .. jaa no... przepraszam. W odpowiedzi otrzymałam mordercze spojrzenie. Kirimi jak się dalej potoczy?

Kirimi: Co się zdarzyło w nocy.

Wszyscy udali się do pokoi. Ja musiałam jeszcze coś zrobić więc poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z szafki parę opakowań z tabletkami. Po kolei wyciągnęłam z nich po dwie tabletki, i połknęłam popijając wodą.Weszłam do pokoju. Kurai dalej czarował Arise która była cała czerwona. Byłam zła na Kurai'a że uwodzi dziewczynę którą i tak pewnie żuci. Rzuciłam mu pogardliwe spojrzenie.
-Idę spać-rzuciłam ozięble.
-Nie bądź taka surowa dla swoich gości-odpowiedział złośliwie Kurai.
-Wcale cię nie zapraszałam-dopowiedziałam-Sam się wprosiłeś.
-Oj, oj widzę, że dama jest zła na mnie-dopowiedział niby "szarmancko".
-Oj nie wiesz jak bardzo.
W odpowiedzi zaśmiał się tylko szyderczo. Zignorowałam go i położyłam się. Chwilę potem przemieniłam się w łowcę. W nocy zawsze tak robiłam gdyż było mi tak po prostu wygodniej.Zasnęłam. Nagle znowu przyśnił mi się sen o moim dziadku i domu w płomieniach. Obudziłam się przerażona wstałam i powoli przeszłam nad Arise. Równie cicho chciałam przejść nad następną osobą ale się potknęłam i upadłam rozbijając głowę o kant szafki. Dotknęłam mojej głowy i poczułam coś wilgotnego. To była krew. Oparłam się o ścianę i skuliłam się z bólu.
-Yukio- szepnęłam cicho- Yukio gdzie jesteś? Yukio!
Powoli wstałam, lecz po chwili znów upadłam. Nagle ktoś wstał i podszedł do mnie.
-Cóż się dzieje drogiej damie?-zapytał złośliwie nikt inny jak Kura'i.
Nie miałam zbytnio siły aby mu odpowiedzieć. Nagle łzy same zaczęły mi lecieć z oczu. Po prostu płakałam. -Kirimi,-zapytał łagodniej chwytając moją rękę-Pomóc ci?
-Zostaw mnie-krzyknęłam-Sama sobie poradzę!
Chciałam go odepchnąć ale w tym momencie był silniejszy ode mnie.
-Jestem beznadziejna-powiedziałam sama do siebie zaciskając pięści-Jestem tak słaba...
-Nie jesteś-przerwał mi Krai- Jesteś naprawdę silna. To nie jest twoja wina, że masz słabsze chwile. W każdym...
-Zamknij się!-wrzasnęłam- Nie będziesz mi mówił jaka jestem. Nic o mnie nie wiesz. Jestem silniejsza od ciebie więc teraz zostaw mnie i idź dalej spać. Nie potrzebuję twojej pomocy!
Nagle zrobiło się strasznie cicho. Przerwał do nagle dźwięk rozdzieranej koszulki. Kurai przyłożył ją do mojej rany.
-Zostaw mnie!-powiedziałam spokojniej.
-Nie-dopowiedział czule Kurai.-Nie mogę cię zostawić!
Nie miałam ochoty na dalszą konwersację, więc po prosu pozwoliłam oparzyć sobie ranę. Kiedy Kurai skończył położył się i polecił mi zrobienie tego samego. Ja niestety nie mogłam tego zrobić. Opierając się o ścianę powoli wyszłam z pokoju. Weszłam powoli do kuchni i nerwowo zaczęłam przeglądać szafki w poszukiwaniu odpowiednich tabletek. Kiedy je znalazłam próbując wziąć jedną wysypałam całe pudełko. Trzęsącą się ręką wzięłam jedną i połknęłam. Nagle usłyszałam głosy z pokoju Yukio i Rozalii. Powoli poszłam do ich pokoju. Otworzyłam drzwi.
-Co się dzieje?-zapytałam. Widziałam, że Yukio... płacze?-Stało się coś?
.
-Co się niby miało stać?-odpowiedział Yukio ocierając łzy.
-Sama nie wiem.-odpowiedziałam wzruszając ramionami.-Nie możecie spać?
-T-tak... nic więcej-odparł Yukio  uśmiechając się... Sztucznie?
-Yukio-powiedziałam siadając przy nim- Możesz mi wszystko powiedzieć. Pamiętaj o tym.
-Niby tak...-powiedział tak cicho, że ledwo mogłam to usłyszeć-A-ale naprawdę nic takiego się nie działo-dodał szybko.
Spojrzałam na zegarek. Była dokładnie 2:30. Popatrzyłam na Rozalię. Miała bardzo dziwny wyraz twarzy.
Popatrzyłam z powrotem w oczy Yukio.
-Na pewno wszystko w porządku?-zapytałam słodko.
-T-tak nie musisz się martwić-odpowiedział ledwo słyszalnie.
-Dobrze ja wracam do siebie-powiedziałam całując Yukio w czoło-Dobranoc.
-Dobranoc-odpowiedzieli równocześnie Yukio i Rozalia.
Kiedy wróciłam do pokoju od razu położyłam się i zasnęłam. Obudziłam się koło 6 rano kiedy wszyscy jeszcze spali. Postanowiłam zrobić śniadanie dla wszystkich. Szybko ubrałam się i wzięłam się za przygotowywanie Onigiri* i Dango**. Na szczęście miałam wszystkie produkty więc nie musiałam iść do sklepu. W czasie gdy ryż się gotował ja zdążyłam przygotować sos i masę do Dango. Szybko uformowałam kulki i nadziałam je na wykałaczki, a następnie położyłam na talerzu i oblałam sosem. Nagle w drzwiach pojawił się Yukio i Rozalia.
-Dzień dobry-powiedziałam radośnie.
-Dzień dobry-odparli.
-Siadajcie. Śniadanie zaraz będzie gotowe.
-Dobrze-powiedział Yukio uśmiechając się lekko.
Rozalia i Yukio usiedli przy stole a ja nalałam im soku i wróciłam do przygotowywania Onigiri. Uformowałam spłaszczone stożki i owinęłam je płatami nori***.  Położyłam na dość dużym talerzu i odstawiłam na bok. Rozstawiłam szybko talerze, pałeczki i szklanki. Miałam już zanosić talerz z Dango na stół kiedy w drzwiach pojawił się Kurai i Arise. Dziewczyna od razu usiadła do stołu i zaczęła rozmawiać z Rozalią i Yukio. Kurai podszedł do mnie.
-Pomóc ci?-zapytał.
-Dziękuję.-odparłam szorstko-Poradzę sobie sama.
Kiedy szłam do stołu nagle potknęłam się o dywan. Już myślałam że talerz rozbije się na mnie ale nagle nie wiadomo jak Kurai złapał mnie. Spojrzał mi w oczy. Szybko odwróciłam wzrok i lekko go odepchnęłam.
-Dzięki-podziękowałam krótko.
-Ależ nie ma za co-odpowiedział szarmancko.
Wyrwałam mu z rąk talerz i położyłam go na stole.
-Śniadanie gotowe! Możecie jeść-powiedziałam z sztucznym uśmiechem.
Wszyscy jedli ale ja nie mogłam przełknąć nawet jednego kawałeczka. Po zjedzonym śniadaniu wszyscy zajęci byli rozmową. Powoli podeszłam do okna. Deszcz nieustannie padał. Strasznie działało mi to na nerwy. Nagle podszedł do mnie Yukio.
-Ciągle pada-powiedział smutno-Ale trudno trzeba będzie wracać.
-Braciszku! Nie będziesz wracał w taką pogodę!-zaprotestowałam.
-Kirimi przecież nic mi się nie stanie-odpowiedział spokojnie chłopak.
Wiedziałam, że nie ma sensu ciągnąć tej dyskusji bo Yukio i tak wróci do domu. Nagle wpadłam na pewien pomysł.
-Idę na chwilę na dach-oznajmiłam.
-Po co?-zapytał zdziwiony Kurai który najwyraźniej podsłuchiwał nas.
-Jak chcecie to możecie iść ze mną-zaproponowałam.
Po prostu nie chciało mi się tłumaczyć mojego planu.
-Dobra-odpowiedział Kurai.
Poszliśmy do przedpokoju i ubraliśmy buty.
-Gdzie idziecie?-zapytała nagle Rozalia.
-Na dach-odpowiedziałam krótko.
-Czekajcie idziemy z wami!
-Nie ma po co-mruknęłam cicho.
Kiedy wszyscy się ubrali wsiedliśmy do windy i wyjechaliśmy na dach. Otworzyłam drzwi a naszym oczom ukazał się rozległy dach prawie w całości zalany przez wodę.
-Zostańcie tu.-powiedziałam.
Wyszłam na deszcz i przemieniłam się w łowcę. Moje skrzydła lśniły w kroplach deszczu. Wzięłam głęboki wdech.
-Teraz pokarzę wam co potrafię-powiedziałam sama do siebie.
Zaczęłam powoli wzbijać się w powietrze. Wzięłam jeszcze jeden wdech. Teraz byłam już gotowa. Z prędkością wiatru kilkanaście razy okrążyłam budynek. W końcu wleciałam na wysokość chmur. Stworzyłam wietrzną wersję mojej katany i obróciłam się kilka razy tak aby uzyskać większą siłę ciosu.

Wywołałam huragan który przewiał chmury znad Sakurai. Teraz dopiero zauważyłam ile atatsushi jest w mieście. Chodziły po ulicach, siedziały na ramionach ludzi i chowały się między budynkami. Zleciałam z powrotem na dach i podeszłam do Yukio.
-Teraz już możesz iść-powiedziałam przytulając go.
-D-dobrze-odpowiedział chłopak próbując ukryć zaskoczenie.
-Dobra ja lecę na trening.-oznajmiłam-wam radzę to samo.
Nie czekając na odpowiedź odleciałam w stronę hangarów organizacji.



*Onigiri- Tak zwane kulki ryżowe.
**Dango- Kulki z masy która składa się z tofu i mąki ryżowej
***Płaty Nori- Algi.








czwartek, 31 lipca 2014

Od Yukio: O czym ja wtedy myślałem?

Nie...Po prostu nie wierze...Upadłem na kolana z...Bezradności. Nie mogę zmienić przeszłości.
-Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie....To się nie wydarzyło...Nigdy. Nigdy nic takiego się nie zdarzyło...Nie nic a nic...-próbowałem sobie to wmówić. Wiem, że to nie prawda. Naprawdę wiem! Ale...Ale chce żeby to była nieprawda. Chce zapomnieć. Nagle poczułem uderzenie w głowę.
-Yukio uspokój się!-krzyknęła nieco zirytowana Rozalia. Jednak mimo złości widziałem w niej zdziwienie. Siedzieliśmy przez chwilę cicho.
-Yukio co tam właściwie się stało?-spytała po chwili.
-A jak myślisz?-mruknąłem. Naprawdę tak trudno się domyślić!?
-Chyba nie chcesz powiedzieć, że kogoś...
-Zabiłem?-przerwałem-T-to chyba oczywiste, prawda?-spytałem nieco rozpaczliwie. Tak to prawda...Ja....Kogoś zabiłem. I to nie raz...A czemu? Bo to był łatwiejszy sposób rozwiązanie problemów! Oczywiście! Ale to wszystko potem odbiło się na mnie! I co się dziwić?
-No spoko spoko...-zaczęła-Zaraz...Co?-dodała po chwili pytanie.
-T-to co słyszysz...M-myślisz, że czemu nie chciałem do t-tego wracać? No oczywiście...A-ale zapomnienie nic nie zmieni, prawda? W-wszystko co s-się stało się nie odstanie, prawda? B-błędów nie naprawimy. Niby ze mnie geniusz? Ś-śmieszne...Naprawdę...-powiedziałem. Naprawdę jestem idiotą. Byłem i jestem. Według mnie najłatwiejsze rozwiązanie to po prostu zapomnieć. Czemu? Bo to łatwiejsze! Oczywiście nie ma to jak iść na łatwiznę...
-Prawda... Nie zmienia to faktu, że miałeś powód. Nie jesteś bezdusznym psychopatą...Jak ja... Nic nie mówiłam...
Nie zwróciłem uwagi na to ostanie.
-Miałem powód? N-nie...To nie był żaden powód...T-to raczej coś co...Sam nie wiem...C-co zdawało się łatwiejsze. M-mogłem zrobić coś i-innego...Na pewno było jakieś rozwiązanie! A-ale nie! T-to zdawało się po prostu...Łatwiejsze? I to ma być według Ciebie powód?-zapytałem. Nie wierze w to co mówię. I czemu mówię to Rozalii? Choć lepsze to niż żeby szukała czegoś w moich wspomnieniach. Dopiero mówiąc o tym wszystkim potrafię zrozumieć to jaki naprawdę byłem żałosny. o czym ja w tamtej chwili myślałem!? Teraz o tym nie zapomnę. A tak się starałem.  Nagle do pokoju weszła Kirimi.
-Słyszałam że nie śpicie. Stało się coś?-spytała lekko zaniepokojona zaświecając światło. Nie chciałem teraz jej odpowiadać, ale cóż...Nie chce jej niepokoić. Szybko wytarłem łzy które sam nie wiem kiedy zaczęły spływać po moich policzkach oraz od razu wstałem. Odwróciłem się do Kirimi z lekkim uśmiechem.
-C-co miałoby się stać?-spytałem niby zdziwiony. Najwidoczniej też mam w sobie trochę talentu do aktorstwa...

Kirimi, Rozalia ktoś dokończy?

Od Rozalii

Nie mogłam spać. W pewnym momencie usłyszałam Yukio. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Kompletnie mu odbiło. Po chwili, jednak zrozumiałam co mu jest.
-A no tak...
-O czym ty mówisz?!-w pewnym sensie wykrzyczał.
To było do niego niepodobne.
-Poczekaj...-powiedziałam.
Podniosłam rękę i pstryknęłam palcami. Czas stanął w miejsce. Wstałam z miejsca i wyszłam z mieszkania. Poszłam do apteki. Poszłam przy okazji po akta Kurai'a. Lepiej nie wnikać czemu... Wróciłam z odpowiednimi lekami i puściłam czas dalej. Podałam mu leki. Poczekałam aż się uspokoi.
-Wyjaśnij skąd wiedziałaś, które leki mi podać i skąd je masz? W ogóle skąd tyle o mnie wiesz?-powiedział już cicho.
-Skoro tak to Ci już wyjaśnię...
-Mów...
-Zapamiętaj, dzisiaj Ci zaufam, ale jeśli ktoś się dowie, to ty będziesz martwy...
-D-dobra-powiedział przerażony.
-Niby jesteś takim geniuszem, a się nie domyśliłeś? Mam władzę nad czasem. Czasami go zatrzymuję i przeglądam czyjeś akta. Zaczęłam się tym bawić, po tym incydencie z Kirimi... A! Kurai też jest łowcą!
-Co?!-powiedział jak na niego głośno.
-Tak... Wiem grzebałam w cudzych aktach... I tak ciesz się, że nie w twoich wspomnieniach... Jakby...-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-A-ale K-kurai ł-łowcą?
-Tak...
-Zaraz, jak dużo o mnie wiesz?-powiedział z miną typowego zabójcy.
-Jak chcesz mogę się z tobą bić z miejsca, chociaż... Trochę nie masz szans...
-P-po czym wnioskujesz?
-Po tym wzroku. Też taki mam jak chcę kogoś zabić-powiedziałam przewracając oczami.
-N-nie wiem o czym mówisz...-powiedział odwracając wzrok.-A-ale poważnie: ile o mnie wiesz?
-Jak na razie tyle co jest w aktach... Ale mam w planach wiedzieć trochę więcej...
-Nie chcesz tego...
-Bez znaczenia jaki to będzie szok, chcę się tego dowiedzieć...
-N-na pewno?
Złapałam go za rękę i przyciągnęłam niebezpiecznie blisko do siebie.
-Na pewno...-powiedziałam.
W tym momencie, nie wiem czy to wina moja, czy Yukio, przeniosło nas w czasie.
-Lepiej się nie oddalaj. W przeciwnym razie możesz się zgubić i nigdy nie wrócić
-O n-nie...
-Nie panikuj. Lepiej po prostu nie patrz...
-S-serio?
-Tak!i
Zobaczyłam w jego oczach strach. Tym razem naprawdę poważny.
-Proszę, wynośmy się stąd! Wynośmy się stąd!-mówił zupełnie nie jak on.
-Nie mogę! Moja moc nie chce zadziałać!-mówiłam zupełnie poważnie.
W tym momencie zobaczyłam Yukio... Tego sprzed kilku lat. Byliśmy (najwyraźniej) w jego starym domu. Rozmawiał z rodzicami. Myślałam, że to normalna rozmowa, ale zauważyłam w jego rękach nóż...Było na nim widać krew... Chował go za plecami.





















Chyba już rozumiałam, czemu tak chciał wrócić. Kiedy to zobaczyłam moja moc się odblokowała i wróciliśmy.
-Nic Ci nie jest?-spytałam patrząc na jego minę.

Yukio? Nic Ci nie jest?

Profil Moonlight!

Imię: Moonlight dla przyjaciół Moonli dawniej Ilumene
Nazwisko: Falls
Wiek: 15,5
Płeć: kobieta
Ród: Pierwsza łowczyni w swojej rodzinie.
Charakter: Miła dla niektórych,  Lubi pomagać, skryta w sobie, nie zależna, szybka, Wrażliwa, nie dostępna, nieśmiała.
Historia: Długa.... Bardzo długa...
Broń: Lodowy łuk i kołczan z nieskończonością strzał.
Moc: Władza nad wodą.
Dodatkowe: Niekiedy wodne skrzydła
Rodzeństwo: Nie zna i być może nie pozna.
Współlokator:  Brak
Zwierzak: Zwierze zmienno-kształtne Imię: Himera
Wygląd:















Niekiedy...




















środa, 30 lipca 2014

Od Yukio: Przeszłość zawsze powraca...

Gdy Kirimi poszła westchnąłem cicho i poszedłem znów do kuchni.
Zacząłem robić sobie śniadanie. Po prostu zwykłe kanapki.
-Kurai chcesz coś zjeść?-spytałem odwracając się i patrząc na Kurai'a który stał w kuchni i nad czymś się zastanawiał.
-Nie raczej nie-powiedział krótko. Ja przytaknąłem i zająłem się chowaniem produktów do lodówki. Następnie zjadłem kanapki. Potem zająłem się różnymi codziennymi czynnościami.

*Po paru godzinach*

Byłem zajęty czytaniem książki na łóżku. Był to jakiś kryminał. Co prawda napisany był banalnie bo od razu można było się domyśleć kto jest winny. No...A przynajmniej ja potrafiłem od razu się domyślić.
-Yuki!-zawołał nagle Kurai. Zszedłem z łóżka i poszedłem do salonu.
-M-mówiłem żebyś nie mówił do mnie "Yuki"...-powiedziałem cicho.-O co chodzi...?-spytałem.
-Ta...Em...-zaczął.
-Kirimi?-wtrąciłem.
-Tak! Zostawiła swoją katanę-powiedział i wskazał na katanę leżącą na podłodze. Westchnąłem jednak lekko się uśmiechnąłem.
-Jak zawsze zapominalska...Słodkie-stwierdziłem. Kurai popatrzył na mnie podejrzliwie.
-Czyżbyś się zakochał?-spytał. Myślałem, że żartuje jak zawsze jednak w jego tonie było słychać...Powagę? Od razu się zarumieniłem>
-N-nie no...C-coś ty...P-przecież traktuję j-ją jak s-siostrę...W-więc jak?-spytałem zawstydzony. On zaczął się śmiać.
-Po co się tłumaczysz? Przecież żartuje!-powiedział i wyszczerzył się. Nie wyglądało na to żeby żartował, ale skoro tak sądzi...Podszedłem do katany i podniosłem ją.
-I-idę odnieść ją Kirimi...-powiedziałem cicho.
-Mogę iść z tobą!?-spytał entuzjastycznie Kurai. Zastanowiłem się chwilę. Niby jest jakaś malutka szansa, że Kirimi go polubi aczkolwiek wizytą u niej mogły tylko ją zdenerwować. A co jeśli użyje przy nim mocy łowcy? Właśnie...Kurai przybywa do Sakurai razem z moją siostrą...Tylko po co?
-K-kurai nie żeby mi przeszkadzało, ż-że chcesz tu mieszkać, ale...Czemu przyjechałeś do Sakurai?-spytałem.
-To wszystko skomplikowane. Wątpię żebyś mi uwierzył-odparł wzruszając ramionami. Ryzykować i zadać pytanie o łowców? Nie! Przecież to ryzyko! A ryzyko to niebezpieczeństwo! A niebezpieczeństwo jest...Złe i niebezpieczne!
-Dobra to idziemy?-spytał znudzonym. Przyatknąłem i wyszliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu o czym mieliśmy rozmawiać? Gdy byliśmy pod oknem które było częścią mieszkania Kirimi usłyszeliśmy krzyk. Od razu rozpoznałem, że to ona! Podbiegłem jak najszybciej pod drzwi zapukałem. Kurai pobiegł za mną. Na szczęście po chwili w drzwiach stanęła Kirimi.
-C-coś się stało? Słyszałem na polu jak krzyczałaś. W-wszystko w porządku?-spytałem od razu zaniepokojony.
-Tak. To nic takiego braciszku, nie martw się-odparła ze słodką minką-A co robi z tobą ten idiota?-wskazała na Kurai'a.
-Przyniosłem Ci twoją zabaweczkę księżniczko-odparł wyciągając katanę i lekko pokłaniając się. Kirimi widzą, iż Kurai znów sobie żartuje zaczęła się złościć. Szturchnąłem go lekko i wziąłem katanę z jego rąk. Od razu oddałem ją Kirimi. Zaprosiła nas, a raczej mnie (Kurai musiał się wpraszać) do środka.

*Po ok. 30 minutach*

-D-dobra będziemy iść-powiedziałem. Pewnie posiedziałbym trochę dłużej, ale oczywiście Kurai i Kirimi znów prawie się pozabijali. Kirimi spojrzała przez okno.
-Zaczęło padać-stwierdziła. Wyjrzałem przez okno. Rzeczywiście padało. Ale trudno.
-Damy radę, z cukru nie jesteśmy to się nie roztopimy-odparłem z lekkim uśmiechem-K-kurai idziemy-powiedziałem niby cicho, ale stanowczo. Gdy zmierzaliśmy do wyjścia Kirimi złapała mnie za rękę.
-Braciszku nie będziesz chodził w taką pogodę! A co jak się przeziębisz?-spytała. Poklepałem ją lekko po głowie.
-Dziękuje, że się martwisz, ale naprawdę nic mi nie będzie...
-Nie-przerwała. Ciągnęlibyśmy tą rozmowę o wiele dłużej gdyby nie to, że usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Kirimi otwarła drzwi. Ujrzeliśmy w nich morką Rozalie i...Jakąś brunetkę.
-Co się stało?-spytała Kirimi.
-Cóż...Byłyśmy nie daleko a zaskoczył nas deszcz. Jako, że wiedziałam gdzie mieszkasz...Z tajnych źródeł...Tak czy siak postanowiłyśmy wstąpić. Możemy wejść?-spytała.
-Tak jasne-odparła Kirimi choć nie wyglądało na to żeby było jej to na rękę.
-A...J-jeśli mogę się wtrącić...K-kto to?-spytałem. Chodziło mi o dziewczynę która była z Rozalią.
-A właśnie!-powiedziała Rozalia-To moja siostra Arise.
-To ty masz siostrę-spytała zdziwiona Kirimi.
-I do tego jak widzę przepiękną-zaczął flirciarko Kurai. On chyba nigdy nie odpuści.
-Naprawdę? Dziękuje...-powiedziała rumieniąc się.
-Ależ nie ma za co-i znów szarmancki głos i mały pokłon. Zauważyłem Rozalie która przewraca oczami.
-To co? M-mamy całe towarzystwo, nie...-spytałem.
-No niby tak-odparła Rozalia-Tylko ktoś wyjaśni mi: Kto to jest?-wskazała na Kurai'a flirtującego z Arise-Jeszcze nie widziałam jego akt...To znaczy nic!
Nie zwróciłem zbytnio uwagi na to co dodała.
-T-to mój przyjaciel, Kurai-przedstawiłem. Nie żeby on to słyszał. W końcu był zajęty uwodzeniem kolejnej dziewczyny. Trochę mi jej żal...Wiadomo, że ją rzuci. Trudno, nie powinienem się wtrącać. Zaczęliśmy dyskutować na różne tematy. Dość długo nam to zeszło.

*Ok. godziny 22*

Wyjrzałem przez okno. Desz dalej padał. Do tego coraz mocniej. Wśród kropli można było dostrzec parę kulek lodu. Grad. Podeszła do mnie Kirimi.
-To chyba musicie zostać na noc-stwierdziła. Ja przytaknąłem cicho-Chociaż Kurai mógłby wrócić...
-Jeśli ja zostaje, on też-stwierdziłem. Kirimi westchnęła jednak zgodziła się. Potem podeszła do reszty. W końcu trzeba było ustalić kto gdzie śpi. Poprzez różne dyskusje doszło do takiego podziału: Ja i Rozalia w jednym pokoju, Kirimi Kurai i Arise w drugim. Jak do tego doszło? Mieliśmy genialną kłótnie typu:
-Nie wytrzymałabym z Kurai'em
-Tak? To ja nie wytrzymałbym z tobą!
-To ja nie zniosłabym w nocy Ciebie!
-Nie! Ty pewnie byłabyś bardziej denerwująca!
-Zakład!?
-Dobra! Wytrzymasz ze mną całą noc bez problemu!
-No chyba ty ze mną!
I tak dalej. No tak wtrąciło się jeszcze coś od Kurai'a typu: "W takim razie panienka Arise musi spać w pokoju z nami. W końcu taka piękna dziewczyna zasługuje na księcia jakim mogę być"
Mi było to obojętne, zresztą Rozalii chyba też. Tak więc poszliśmy do pokoi. Nic nie mówiłem tylko poszedłem spać. Myślałem, że ten dzień bardziej pokręcony. Myliłem się. Bardzo się myliłem. To co mi się śniło nie było snem. Nie było koszmarem. To były...Sceny. Tak sceny z mojego życia o których tyle razy próbowałem zapomnieć. Jednak przeszłość zawsze do nas powraca prawda? Nie da się o niej zapomnieć...Nigdy. Obudziłem się od razu. Moje myśli mieszały się ze sobą. Myśli, wspomnienia, po prostu wszystko. Czemu muszę sobie przypominać akurat teraz? Czemu w ogóle muszę sobie przypominać!? Z moich oczu same leciały łzy. Szlak. Nie...Nie może teraz mi odbić. Zwinąłem się w kulkę i zacząłem zaciskać lekko pięści na materacu. Przypominałem sobie wszystkie moje błędy. Nie umiałem robić kiedyś nic..Nic a nic! Byłem, jestem i zawsze będę bezużyteczny!














Coraz bardziej zaczynało brakować mi powietrza. Histeria. Dobre określenie. Sięgnąłem z przyzwyczajenia do kieszeni. Jednak...No tak! Miałem kupić nową paczkę leków! Jest źle...Wstałem i zacząłem łazić w kółko.
-Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.-powtarzałem ciągle szeptem. Błagam nie teraz. Nigdy. Czemu wspomnienia muszę się nas uczepiać!? Miałem zapomnieć! Ale się nie da!
-Yukio, co ci jest?-spytała nagle Rozalia która albo wstała, albo w ogóle nie spała. Nie miałem teraz ani siły ani możliwości żeby jej odpowiedzieć.
-A no tak...-usłyszałem nagle jej głos.

Rozalia co dalej?

wtorek, 29 lipca 2014

Kirimi: Rano kłótnia, w południe dziwny sen i co jeszcze?

Obudziły mnie rano czyjeś kroki. Szybko wstałam aby sprawdzić co się dzieje.  Oczywiście tym kogo zobaczyłam był Kurai! Stał obok mojej katany i chyba próbował ją wyciągnąć. Podeszłam do niego wręcz kipiąc z złości.
-Co robisz z moją kataną?- zapytałam jeszcze w miarę spokojnie.
- Widzę że dama już wstała- odpowiedział złośliwie.
-Powtórzę bo chyba niedosłyszałeś mojego pytania.
-Nie trzeba-przerwał mi-Próbuje ją dla ciebie wyciągnąć- odparł szarmancko.
-Nie dasz rady-rzuciłam krótko.
- Ty tym bardziej- dorzucił.
-Założymy się?-zapytałam.
-Dobra jak ty wyciągniesz, to ja wtedy... hmm...  wyprowadzę się od Yukio.
Ucieszyło mnie to bardzo gdyż wygraną miałam w kieszeni.
-A jeżeli ja jej nie wyciągnę to już nigdy nie będę nocować u Yukio. Zgoda?-dorzuciłam.
-Zgoda. Ja pierwszy-powiedział pewnie chłopak.
Mocował się z kataną dłuższą chwilę ale miecz nawet nie drgnął. Przewróciłam oczami i odepchnęłam go.
-Teraz ja!
Chwyciłam za katanę i zamknęłam oczy. Powoli pociągnęłam katanę w górę. Kiedy otworzyłam oczy trzymałam miecz w ręce a w podłodze była dziura po nim.
-Oszustka!-krzyknął Kurai.
-Ja jestem oszustką?-zapytałam przewrotnie.
-Tak!
-Nos już się zagoił?
-A co ci do tego?
-Bo w takim tępię nigdy nie będzie cały!
Już miałam walnąć Kurai'a ale nagle pojawił się Yukio.
-Uspokójcie się!-powiedział.
Ja i Kurai spojrzeliśmy na niego. Podbiegłam do Yukio i przytuliłam się na powitanie.
-O co chodzi?-zapytał spokojnie chłopak.
Przytuliłam się jeszcze mocniej do Yukio i opowiedziałam mu całą historię.
-Kirimi-powiedział-Nikt nie będzie się ode mnie wyprowadzał.
-Ale Yukio! Przegrał więc powinien się wyprowadzić!-próbowałam go przekonać.
-Kirimi, proszę uspokój się-powiedział łagodnie chłopak-Kurai może u mnie zostać dopóki będzie chciał.
Kurai przyglądał się tej całej scenie ale nic nie mówił.Kiedy puściłam Yukio rzuciłam Kurai'owi mordercze spojrzenie. On się jedynie uśmiechnął się szyderczo i poszedł do kuchni. Ja natomiast poszłam do przedpokoju i założyłam buty. Kiedy kończyłam je zakładać nagle w drzwiach prowadzących do kuchni pojawił się Yukio.
-Gdzie ty idziesz?-zapytał jak zwykle cicho.
-Do domu. Czas już na mnie.-odpowiedziałam.
-Nie zjesz śniadania?-zapytał.
-Podziękuję-odpowiedziałam z uśmiechem.
Otworzyłam drzwi.
-Do zobaczenia. Dziękuję za gościnę.-powiedziałam wychodząc.
Kiedy wyszłam na ulicę poczekałam na momęt kiedy nie było nikogo na ulicy. Szybko przemieniłam się w łowcę i poleciałam do siebie. Powoli weszłam do mieszkania i rzuciłam się na łóżko.
-Co by było gdybym pozbyła się Kurai'a?-pomyślałam-Nie, nie mogę. Przecież jest przyjacielem Yukio. A gdyby się tak pokłócili?
Rozmyślałam tak dość długo, aż zasnęłam. Przeniosłam się nagle do mojego rodzinnego miasta Toshi. Byłam małą dziewczynką. Biegałam radośnie po domu. Kiedy wbiegłam do jadalni, dziadek kazał mi usiąść. Powiedział że opowie mi o łowcach.Uważnie słuchałam opowieści. Nagle dziadek w najciekawszym momencie przerwał:
-Dziadku dlaczego przerwałeś?-zapytałam.
-Bo to już koniec-odpowiedział.
-Dlaczego?
-Bo moja opowieść kończy się właśnie w tym momencie.Ale pamiętaj kiedyś będziesz mogła ją kontynuować.
-Jak?
-Sama zobaczysz. Oczywiście w swoim czasie.
Nagle wszystko wokół mnie pochłonął ogień. Nikogo wokół mnie nie było nikogo. Błąkałam się po domu który płoną.Nagle... obudziłam się krzycząc z przerażenia. Ktoś pukał do drzwi. Powoli zwlekłam się z łóżka i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stali w nich Yukio i Kurai.

Yukio?Kurai? Po co przyszliście?

poniedziałek, 28 lipca 2014

Od Yukio: Noc w moim domu...

Po paru dyskusjach, w których zresztą prawie w ogóle nie uczestniczyłem, ustaliliśmy, że Kirimi będzie spała dziś w pokoju gościnnym, a Kurai razem ze mną. W końcu w moim pokoju stało piętrowe łóżko. Moja siostra wysłała mi SMS'a, że zawędrowała "trochę" za daleko więc zostanie w jakimś hotelu. Tyle żeby nic jej się nie stało...W końcu jestem jej bratem. Kurai był już w pokoju tak samo Kirimi. Ja chwyciłem za mop. Katany może nie wyciągnę, ale podłogę umyć mogę. Coś czuje, że to będzie długa noc...Naprawdę długa noc. Gdy już ze wszystkim się uwinąłem szybko umyłem się i przebrany już wszedłem do pokoju. Kurai leżał na łóżku jednak dalej przy zaświeconym świetle.
-T-tak w ogóle...-zacząłem-Musimy o czymś pogadać...-powiedziałem niepewnie. Nie żebym chciał mówić komuś o "problemach" Kirimi jednak...Warto ostrzec o tym Kurai'a...Oczywiście nie powiem mu tego wprost! Jakoś bardziej dyskretnie.
-Hę? O co chodzi?-spytał.
-M-mógłbyś...Jakby to...N-nie zaczepiać akurat Kirimi?-spytałem i zamknąłem drzwi. Wolę nie ryzykować tym, że Kirimi nas usłyszy-U-uwierz mi...Naprawdę nie chcesz jej denerwować.
Kurai jak zawsze wyszczerzył się i zaczął śmiać.
-A co ona niby może mi zrobić?-spytał dalej śmiejąc się.
-W-więcej niż myślisz-powiedziałem krótko gasząc światło w pokoju. Następnie wszedłem na  piętro łóżka jako, że Kurai zajął jego dolną część.
-Ej Yuki ty chyba jej się nie boisz?-zapytał podejrzliwie.
-N-nie to że się boję...Przecież...
-Tylko nie mów, ze nie boisz się niczego bo świetnie wiesz, że to nieprawda-przerwał mi znów cicho się śmiejąc.
-No przecież wiem...-mruknąłem-Nie boje się jej. Traktuje ją jak siostrę tylko...-przerwałem.
-Tylko? Yuki naucz się normalnie wysławiać!
Westchnąłem cicho.
-M-mówiłem sto razy żebyś nie mówił do mnie "Yuki"-upomniałem nieco zirytowany jednak dalej cichy.
-Ale to śmieszne gdy taki niby cichy ty się wkurzasz!
-N-nie jestem niby cichy...Jestem naprawdę cichy choć dobrze wiesz, ze bym tego nie chciał-powiedziałem i znów westchnąłem-Zresztą nieważne. Dobranoc.
-Dobranoc-odparł krótko i oboje, a przynajmniej tak sądzę poszliśmy spać.

*W nocy*

Poczułem, że ktoś łapie delikatnie moją rękę.
-Yukio...-usłyszałem głos Kirimi. Otworzyłem leniwie oczy i spojrzałem na nią. Wstała na którymś ze szczebli drabiny. Spojrzałem na elektryczny zegarek znajdujący się na komodzie. Było coś po pierwszej rano.
-O co chodzi?-spytałem szeptem siadając po turecku.
-Nie mogę spać śnił mi się koszmar-powiedziała ze łzami w oczach. Mogłem je dostrzec ponieważ moje oczy przyzwyczaiły się już do mroku panującego w pomieszczeniu.
-H-hej nie płacz, to tylko zły sen-powiedziałem delikatnie ocierając jej łzy. Nie wiem czy robiła to by wyjśc na słodką czy naprawdę coś się wydarzyło ale...Na mnie to niestety działa.
-Chodź ze mną do tamtego pokoju, proszę-powiedziała ze słodką minką. Zastanowiłem się nad tym. Chociaż...Nad czym się zastanawiać? Jakbym mógł odmówić mojej kochanej "siostrzyce".
-No dobrze..-powiedziałem. Następnie Kirimi zeszła z drabiny. Ja zrobiłem to po niej. Zdjąłem także z łóżka mój materac oraz pościel i przeniosłem je do pokoju gościnnego. Ustawiłem te rzeczy przy łóżku.
-Ja będę spał na materacu, a ty w łóżku dobrze? Jeśli znów ci się coś złego przyśni możesz śmiało mnie budzić-powiedziałem. Naprawdę przy Kirimi robiłem się o wiele odważniejszy. Prawie w ogóle się nie jąkałem. Kirimi przytaknęła. Następnie położyliśmy się. Oczywiście ona na łóżku ja na materacu.
-Dobranoc-powiedziała. Odpowiedziałem jej tym samym.

*Rano*

Obudziły mnie jakieś głosy. Szybko otwarłem oczy i spojrzałem na łóżko na którym powinna spać Kirimi. "Powinna" było dobrym słowem, bo nie było jej tam. Do tego co usłyszałem? Oczywiście Kirimi kłócącą się z Kurai'em. Od razu wstałem i pobiegłem do nich. Znów się bili.
-U-uspokójcie się!-powiedziałem. Jakimś cudem usłyszeli mnie i spojrzeli w moją stronę.

Ktoś mi wytłumaczy o co teraz chodzi?

Od Kurai'a: Bolesne spotkanie

- A więc Yuki pomieszkam sobie troszkę u ciebie, przyjechałem razem z Kotori. –Wytłumaczyłem koledze który był zrozpaczony z powodu podłogi.
-A……A tak właściwie gdzie jest Kotori? – Zapytał
-Poszła na miasto kupić ciuchy, jak to kobiety… - odpowiedziałem przykładając rękę do głowy i lekko wzdychając.
- Nooo no dobrze rozgość się. A ! w.. właśnie Kirimi dzisiaj zostanie u mnie… ekhem –chrząknął- znaczy z na… nami na noc.
Lekko rozszerzyłem oczy i popatrzyłem na niebieskowłosą dziewczynę, która zmarszczyła czoło i popatrzyła się na mnie srogo jakby za chwilę miała mnie zabić.
- A więc zapraszam szanowną panią pod prysznic ponieważ czuję nieprzyzwoity zapach – Przytkałem lekko nos- I prosimy do sypialni na bardzo wygodną kanapę. – powiedziałem do dziewczyny szarmancko i wystawiłem do niej rękę. Wyszczerzyłem do niej zęby i zacząłem się śmiać. Kirimi zaczęła aż kipieć ze złości, a po chwili przyłożyła mi z całej siły pięścią w nos tak że upadłem z hukiem na ziemie.
- Ki.. Kirimi!! Co .. co ..co ty ro.. robisz?? – Aż lekko krzyknął nieśmiały Yuki- Mo…. Moja podłoga jest .. cała we krwi!!
-Kurai a ty …. Przesta..przestań  znowu…. U u…. uwodzić ko.. kobiety..-powiedział w miarę spokojny Yukio.
Mocno zdenerwowany wziąłem swoją  torbę i poszedłem do swojego pokoju.

Kirimi lub Yuki  dokończycie ?

Od Yukio

Byłem zaskoczony po tym co się stało z Kirimi. W końcu nie codziennie widuje się coś takiego, racja? Kirimi się do mnie przytuliła, a ja spojrzałem na profesorów pytająco. Co ja miałem robić? Chcą coś jeszcze ode mnie lub siostrzyczki czy możemy iść? Nagle Profesor Kuyou kiwnęła głową. Było znak że mogę odejść.
-Yukio-zwróciła się do mnie Kirimi- Pójdziemy do ciebie?
Mówiąc to zrobiła tak słodkie oczka że nie mogłem jej odmówić.
-Dobrze...To chodźmy-odparłem z lekkim uśmiechem. Następie ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Rozmawialiśmy uśmiechnięci czego przez te parę dni mi brakowało. Byłoby idealnie gdyby...Nie jedna osoba.
-Kirimi, to ty?-spytał zdziwiony chłopak i podbiegł do nas-Co tu robisz? Mieszkasz w innej okolicy, prawda?-spytał uśmiechnięty. Nie musiałem dłużej myśleć kto to...
-Watashi-wykrzyknęła uradowana dziewczyna-Skąd się tu wziąłeś? Zresztą nie ważne. To jest Yukio mój starszy braciszek.
Uniosłem tylko rękę w geście powitania. Przypatrzyłem mu się nieco dokładniej. Nagle zobaczyłem, że spogląda na rękę Kirimi i jest nieco zdziwiony. Podejrzane, ale nieważne. Może ta ja coś wymyślam?
Miło mi poznać- powiedział chłopak mierząc mnie podejrzliwym spojrzeniem.
-T-tak...Mi też-powiedziałem nieśmiało.  Tak akurat w takich momentach moja nieśmiałość musi się ukazywać-Kirimi to idziemy?-spytałem patrząc na zegarek.
-Dobrze Yukio-odparła radośnie dziewczyna- Tylko coś załatwię.
Później podeszła do Watashiego. Wymienili ze sobą parę zdań i Kirimi z powrotem podeszła do mnie.
-Już możemy iść!-oznajmiła.
-Mhm...-przytaknąłem i ruszyliśmy dalej. Ten cały Watashi wydaje się dziwny...Czemu patrzył zdziwiony na rękę Kirimi? W dodatku skąd wie gdzie Kirimi mieszka? No dobra mogła mu to mówić...Albo ją śledzi! Albo ja mam paranoje. Doszliśmy do domu.
-Tak w ogóle...-zacząłem niepewnie-Jak dużo wiesz o tym...Ekhem "Watashi'm"-zapytałem. Nie chce się kłócić ale...Sam nie wiem.
-Hmm... Niewiele-odparła zamyślona- Ale czy to ważne? Przecież ty jesteś tylko moim braciszkiem! Wchodźmy!
-I dlatego się martwię, prawda?-mruknąłem cicho. Włożyłem klucze do drzwi jednak ku mojemu zaskoczeniu były one otwarte. Nacisnąłem więc lekko klamkę. W przedpokoju zauważyliśmy jakiegoś chłopaka...Czy to był...Kurai!? Kirimi błyskawicznie skoczyła na niego. Przewróciwszy go przyłożyła katanę do jego szyi. Kurai tylko pogorszył sytuację gdyż zaczął z nią walczyć.
-H-hej! U-uspokójcie się!-spróbowałem krzyknąć jednak na marne. No oczywiście krzyczę tylko wtedy gdy nie jest to potrzebne...
Kurai i Kirimi dalej ze sobą walczyli. Nagle Kurai potknął się o podwinięty dywan. Kirimi kożystając z okazji zadała cios. Zamknąłem oczy z przerażenia. Gdy je otworzyłem katana Kirimi tkwiła w podłodze dosłownie centymetr od szyi Kuraia. Próbowała ją wyciągnąć lecz na marne Korzystając z sytuacji podbiegłem tak jak najszybciej.
-K-kirmi uspokój się! To mój przyjaciel!-powiedziałem. Popatrzyłem jeszcze raz na katanę wbitą w podłogę. Co prawda cieszę się, że Kurai'owi nic nie jest, ale...Moja podłoga! Kirimi rzuciła mu pogardliwe spojrzenie ale posłusznie wstała.
-Yukio jesteś pewien? Kto to właściwie jest?--zapytała patrząc cały czas na Kuraia.
-Może sam się damie przedstawię-powiedział niezwykle "szarmancko" witając i chwytając jej dłoń. Nic a nic się nie zmienił. Ciągle tylko żartuje.
-Kurai. Chodziłem z nim do jednej klasy-wytłumaczyłem krótko.
-No wiesz co Yuki? Zawsze psujesz atmosferę nudnymi, prostymi wypowiedziami-odparł lekko śmiejąc się. Dalej trzymał dłoń Kirimi. Jeśli jak zawsze chce podrywać dziewczyny wybrał niewłaściwą...
-Możesz ją puścić?-zacząłem jednak Kirimi chyba tego nie wytrzymała i z całej siły uderzyła Kuraia w twarz tak że upadł na sofę stojącą za nim.
-Żartujesz sobie ze mnie?-krzyknęła wyprowadzona z równowagi dziewczyna. Właśnie...Była wściekła. O nie. Trzeba ją jakoś uspokoić. Rzuciłem Kurai'owi spojrzenie mówiące "Nie wtrącaj się" i stanąłem przed Kirimi.
-Siostrzyczko spokojnie. Nie ma co się nim denerwować-powiedziałem łagodnie. Następnie odwróciłem się do Kurai'a-Tak właściwie co ty tu robisz? I jak się tu dostałeś?-zapytałem nieco zdziwiony myśląc o tym wszystkim.

Kurai olśnisz mnie?

Kirimi: Przemiana

Łzy popłynęły mi z oczu. Yukio mnie właśnie przeprosił! Gdyby był to ktoś inny znając życie zignorowałabym go, ale to był Yukio mój starszy braciszek! Nie wytrzymałam w końcu i rzuciłam się na niego.

-Przepraszam Yukio! Przepraszam!-wybuchłam- To ja powinnam cię przeprosić! Wybaczysz mi?
Popatrzyłam na chłopaka z oczami pełnymi łez. On tylko uśmiechnął się lekko.
-Jak mógłbym ci nie wybaczyć?- spytał łagodnie.
W odpowiedzi wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
-Yukio-wyszeptałam cichutko-Mój starszy braciszek.
-Co mówiłaś?- spytał chłopak.
-Nic-odpowiedziałam cicho-już nic.
Nic nie zmąciło by tej cudownej chwili, lecz nagle moja prawa ręka zaczęła straszliwie piec. Odskoczyłąm od Yukio i upadłam na ziemię. Szybko ściągnęłam rękawiczkę. Ręka była czarna (tak jak wcześniej) i na dodatek cała pulsowała. Ból był nie do zniesienia. Zaczęłam krzyczeć i wić się z bólu. Yukio szybko doskoczył do mnie i próbował mnie uspokoić. Niestety. Ból z każdą sekundą stawał się silniejszy. Profesorowie zbiegli się i odsunęli ode mnie Yukio. Chłopak przestraszony siedział teraz pod ścianą.
-Kirimi!-krzyknęła profesor Kuyou- Co się dzieje?
-Ręka!-wykrztusiłam-Prawa ręka! Boli!
-Ale co ci się w nią stało?-pytała dalej zdezorientowana profesor.
-Atatsushi!-krzyknęłam- Atatsushi mnie ugryzł!
Profesorowie wymienili się przerażonymi spojrzeniami. W końcu ktoś krzykną:
-Szybko podajcie Kusuri!
Profesor Doroshi pobiegła gdzieś a kiedy wróciła trzymała małą szczykawkę. Podeszła z nią do mnie i wbiła w moją rękę. Ból nagle ustał ale wszystko wokół  poczerniało. Wstałam powoli i chwiejąc się zaczęłam iść w stronę Yukio. Profesorowie zbledli ale odsunęli mi się z drogi. Yukio patrzył na mnie ze strachem. Je tylko szłam do niego. Kiedy byłam już tak nie daleko, przewróciłam się. Upadłam na Yukio już chciałam go przeprosić ale nagle moje ciało zaczęło lśnić. Coś powoli jakby podciągnęło w górę i przemieniło w łowcę.

Moje skrzydła lśniły bielą a na rękach nie było śladu czerni. Powoli  opadłam na ziemię. Yukio patrzył na mnie zaskoczony. Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Nie bój się Yukio-powiedziałam promiennie- Już wszystko w porządku.

Yukio? Dokończysz?


Profil Grace

Imię : Grace ( czyt. Grejs )
Nazwisko : Llewellyn
Wiek : 15 lat
Płeć : kobieta
Ród : nie wiadomo , to dość skomplikowane
Charakter : zazwyczaj miła i pomocna , często chodzi zamyślona ,lepiej nie wchodzić jej w drogę kiedy ma zły humor ,również uparta , mało przyjacielska , trudno zdobyć jej zaufanie
Historia : Jej historia jest bardzo długa ,ale w skrócie :
Mieszkałam razem z rodzicami na wschodzie Kanady.Rodzice okropnie się kłócili ,ale ja miała własne problemy.Często widywałam przedziwne potwory ,które nawiedzały mnie dniami i nocami.Powiedziałam o tym rodzicom lecz oni uznali mnie za wariatkę.Kiedy byli już po rozwodzie do domu weszła starsza pani ,przez chwilę rozmawiała o czymś z moimi rodzicami po czym zabrała mnie ze sobą i obie pojechałyśmy do miasta Sakurai. Na miejscu opowiedziała mi ,że jest moją babcią ,a moi ,,rodzice'' to rodzina zastępcza. Byłam bardzo wstrząśnięta tą wiadomością. Dowiedziałam się również ,że jestem jakimś młodym łowcą potworów zwanych Atsushi i jak najprędzej powinnam zacząć treningi. Zaczęłam wypytywać moją babcię o więcej np. o rodziców , lecz ona milczała i mówiła ,że ,,wszystko w swoim czasie''.
Broń : saksa i nóż do rzucania oraz dwa dodatkowe noże
Moc : potrafi zamrażać wszystko co tylko zechce warstwą grubego lodu
Dodatkowe : -----
Rodzeństwo : nie ma ,a przynajmniej nic o tym nie wie
Zwierzak : na razie go nie ma
Wygląd:

Profil Elise

Imię: Elise
Nazwisko: Jensen (czyt.Dżensen)
Wiek:16
Płeć: Kobieta
Ród: Jestem pierwszym łowcą w swoim rodzie.
Charakter:Miła rozmowna i przyjazna. Czasami uparta...
Historia: Nie wspominam tego miło. Moje życie zaczęło się rozpadać. Rodzice się rozwiedli. Umarła moja babcia. Przeprowadziłam się z mamą do dziwnego miasta. Nowa szkoła = nowe twarze. Nikogo tam nie znałam. W poprzedniej szkole miałam przyjaciół , znałam nauczycieli... Tutaj? Masakra. Każdy mnie mijał. Każdy dzień był dla mnie wyzwaniem. Tydzień po tym poszłam do kawiarni by utopić smutki w kawie. Nagle przysiadła się do mojego krzesła kobieta. Miała czarne włosy i niebieskie oczy. Powiedziała mi zaskakujący fakt ,że jestem... łowcą,
Broń:Mroczna magia.
Moc: Mrok : wtapianie się w cień , otwieranie portali do Niebytu
Dodatkowe: Rogi ;-;
Rodzeństwo: brak

Współlokator: brak
Zwierzak: nie mam
Wygląd:
:
Jako łowca:

niedziela, 27 lipca 2014

Od Yukio: Przeprosiny

Testy skończyły się. Chyba to jak mi poszło jest oczywiste. Przecież nie jestem ani trochę silny, sprawności u mnie brak co dopiero umiejętność prowadzenia pojazdu. Taka prawda, jedynym co potrafię robić jest myślenie. Zresztą nieważne. Miałem zamiar jak zawsze wrócić do domu.
-Yukio czekaj!-zawołał nagle ktoś. Odwróciłem się. Była to profesor Kuyou. Podbiegła do mnie.
-Tak? Coś się stało?-zapytałem cicho i niepewnie. Tak mój cichy ton powrócił i wątpię żebym jeszcze kiedykolwiek w życiu odzywał się głośniej. Przez to zwracam na siebie uwagę...Nienawidzę być w centrum uwagi.
-Co to ma znaczyć, że pokłóciłeś się z Kirimi!?-spytała trochę zmartwiona jednak także trochę zła. Ja wbiłem wzrok w ziemie i stałem nic nie mówiąc-Co się tak właściwie stało?-znów spytała.
-Sam nie wiem...-odparłem dalej patrząc w ziemie. Głupio się czułem. Czułem się też trochę...Winny? Ale...Przecież to nie moja wina! Mam dośc tego że ciągle zgadzam się z innymi. Profesor westchnęła.
-Możesz ją przeprosić?-zapytała łagodnie. No tak w końcu to Yukio jest ten zawsze przepraszający i ulegający. Nie mówię że nie chce się pogodzić z Kirimi, ale...
-Ale czemu akurat ja mam zawsze przepraszać?-wydusiłem z siebie. Jak na mnie to był dość śmiałe, nawet jeśli mówiłem to całkiem cicho.
-Yuki pamiętasz co tłumaczył Ci profesor?
-N-no tak..Ale...
-I sądzisz, że w tym wypadku kłócenie się z Kirimi pomoże?
-No nie...A-ale chodzi o to, że...
-Więc co powinieneś zrobić?-popatrzyła na mnie wyczekująco.
-Przeprosić...-powiedziałem niechętnie. Czuje się jakbym był małym dzieckiem które wszyscy pouczają!
-Dobrze-odparła profesor Kuyou z ulgą-Proszę cię, tak samo jak inni profesorzy o jedno. Nawet jeśli będziesz na nią zły bądź dla niej miły, dobrze?-spytała. Ja kiwnąłem tylko głową, a profesor uśmiechnęła się-Kirimi zaraz wyjdzie. Najlepiej będzie jak poczekasz na nią gdzieś przy ulicy-stwierdziła. Ja bez słowa wykonałem polecenie. Po paru minutach zobaczyłem Kirimi. Od razu na mnie popatrzyła.
-H-hej...-powiedziałem cicho i zmusiłem się na lekki uśmiech. Z tego co widziałem na początku chciała coś odpowiedzieć jednak powstrzymała się.
-O co chodzi?-spytała bez kompletnie jakichkolwiek uczuć. Ja wziąłem wdech.
-Kirimi naprawdę nie chciałem wtedy na Ciebie krzyczeć. Po prostu się o Ciebie martwię i chce dla Ciebie jak najlepiej bo jesteś moją słodką siostrczyką choćby nie wiem co. I dla tego też nie wytrzymam jeśli dalej będziesz na mnie zła. Proszę, wybacz mi!-powiedziałem szybko. Tak właściwie to wszystko było prawdą. Teraz już nie ważne, że to ja musiałem przepraszać-Chce żeby wszystko był jak dawniej...-dodałem szeptem.

Kirimi, zgoda?

sobota, 26 lipca 2014

Kirimi: Nadludzka siła.

Powoli dolatywałam do hangarów. W końcu wylądowałam przy wejściu. Nie spiesząc się weszłam do budynku. Profesor Kuyou czekała na mnie zniecierpliwiona.
-Gdzie ty byłaś!-zapytała prawie krzycząc- Zresztą nie ważne. Choć za mną.
Profesorka zaprowadziła mnie do pomieszczenia w którym jeszcze nie byłam.
- Przetestujemy teraz twoją moc. Uderz z jak największą siłą w ten worek-powiedziała wskazując worek na drugim końcu sali.
-To będzie bułka z masłem!-pomyślałam.
Wyciągnęłam katanę i odeszłam oby wziąć rozbieg. Wystartowałam. Biegłam prosto na worek. Zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam w cel.


Nagle oślepiło mnie niebieskie światło. Worka już nie było tak samo jak reszty przyrządów.
-Z wszystko w porządku?-zapytała zaskoczona profesor.
-T-tak-odpowiedziałam równie zdziwiona- znaczy chyba tak.
-Pokłóciłaś się z kimś ostatnio?-zapytała podejrzliwie profesor.
-Tak-odparła smutno.
-Z kim?
-Z Yukio.
Profesor Kuyou zbladła. Wyglądała jakby miała zaraz zemdleć.
-Kirimi idź do profesora Ikimono-powiedziała w końcu- On poprowadzi dalszą część treningu. Ja muszę z kimś porozmawiać.
-Dobrze-odpowiedziałam kierując się w stronę drzwi.

Profesor Ikimono przeprowadził kolejne testy. Jednak cały czas działo się ze mną coś dziwnego. Podczas każdego testu (oprócz logicznego myślenia), gdy uderzyłam w coś lub musiałam zniszczyć atatsushiego następował taki sam wybuch jak podczas pierwszego sprawdzianu (z siły). Gdy skończyłam przedostatnie doświadczenie usiadłam na jednej z ławek. Zdjęłam rękawiczkę. Zaczęłam uważnie oglądać moją rękę. Czerń sięgnęła już moich palców. Usłyszałam czyjeś kroki więc szybko włożyłam rękawiczkę i wstałam. Był to profesor Ikimono.
-Choć za mną-powiedział.
Profesor zaprowadził mnie do jednego z większych hangarów. Światło było zgaszone. Kiedy profesor je zapalił moim oczom ukazał się skład pojazdów.
-Wybierz sobie jeden-powiedział dumnie profesor.
-Dobrze-kiwnęłam tylko głową i pobiegłam szukać czegoś dla siebie.
Przebiegłam hangar w wzdłuż i wszerz aż w końcu znalazłam.
-Panie profesorze!-zawołałam-znalazłam coś w sam raz!
-Co takiego?-zapytał.
-To!-powiedziałam wskazując na motor.

-Spodziewałem się tego po tobie.-powiedział z uśmiechem profesor-No już wsiadaj!
Bez wahania wskoczyłam na motor i założyłam kask który na nim był.
-Teraz wyprowadź go na zewnątrz. I okrąż ten budynek.
Szybko wykonałam polecenie i okrążyłam hangar. Motor był niesamowicie szybki, więc jedno okrążenie zleciało w trymiga.
-Dobrze jutro powtórzmy to-powiedział- ale teraz wprowadź go z powrotem do środka ściemnia się.
-Dobrze-odpowiedziałam z smutkiem i zaprowadziłam motor do hangaru.

C.D.N.



Uwaga!

Dnia 26.07.2014 r. Odbędą się testy sprawnościowe. Każdy łowca zobowiązany jest do punktualnego stawienia się w hangarze nr.3 o godz. 19.30.
Przebieg testów:
-Najpierw sprawdzimy waszą siłę.
-Następnie sprawność w terenie.
-Logiczne myślenie.
-Czas reakcji.
-i umiejętność prowadzenia pojazdów bojowych/oraz wybieranie jednego z nich.
Po zakończeniu i podliczeniu punktów,dobierzemy was w dwuosobowe zespoły uzupełniające. W ramach wynagrodzenia cięższych treningów zostanie również zorganizowany Dzień Integracji. Więcej informacji na ten temat dołączymy do następnego powiadomienia.

                                                          Dowództwo.

Profil Arise!

Imię: Arise
Nazwisko: Night
Wiek: 15
Płeć: kobieta
Ród: Jestem druga. Pierwsza była moja siostra
Charakter: Łatwo ulega, jest romantyczką i czasami wybuchowa. Lubi dużo mówić, ale wie kiedy się uciszyć. Uważa zemstę za coś idiotycznego, ale czasami się zdarza. Nigdy nie przesadza. Umie przyznać się do błędu i rozumie, że ktoś się pomylił. Jeśli coś jej nie idzie, akceptuje to i zostawia.
Historia: Kiedy miałam rok zostałam zabrana od rodziny, ponieważ od samego początku to, że ja będę łowcą było przewidziane. Kiedy byłam w odpowiednim wieku zaczęłam być szkolona do walki z Atsushi, przez organizację, która mnie porwała. Całkiem niedawno zostałam wysłana, żeby szpiegować inną organizację. Kiedy specjalnie pokazałam, że jestem łowcą pojawił się człowiek, który mnie tam zabrał. Przestałam szpiegować, kiedy...(Reszty dowiecie się w przyszłości)
Broń: Kosa
Moc: Czas
Dodatkowe:
Rodzeństwo: Bliźniaczka Rozalia i brat, który nie jest łowcą
Współlokator: Rozalia
Zwierzak: Pies Jester
Wygląd:

czwartek, 24 lipca 2014

Profil Kurai'a!

Imię: Kurai
Nazwisko: Shikima
Wiek: 16 lat
Płeć: mężczyzna
Ród: Jest drugim łowcą w rodzinie. Pierwszym był jeden mężczyzna z jego rodziny  który żył ok. 500 lat temu.
Charakter: Jest typowym buntownikiem i cwaniakiem. Uwielbia irytować  innych ludzi. Jest także niezwykłym uwodzicielem.  Mimo tego że jest uwodzicielem flirtuje z dziewczynami tylko po to żeby je wkurzyć.  Jest też świetnym aktorem.
Historia: Kurai wiódł spokojne życie razem ze swoimi rodzicami. Jednak okazało się, że prezydent miasta wyrzucił jego i jego rodzinę z domu. Musieli się przeprowadzić gdzie indziej. Jakiś tydzień po tym gdy dom został rozkopany Kurai otrzymał jakąś dziwną paczkę zaadresowaną do niego. Otworzył ją. W środku znalazł skrzynkę oraz kartkę. Pisało na niej:
"Znalezione w starym domu rodziny Shikima. Oddać właścicielom". Jako, że był sam w domu otworzył tajemniczą skrzynkę. Znalazł tam zwój. Chciał go przeczytać jednak w momencie gdy go dotknął oślepił go dziwny blask. Zamknął skrzynie i wrócił do domu. Dopiero po paru dniach otrzymał list od organizacji informujący o łowcach i jego mocach. Był zdziwiony. Zwłaszcza, że nie zauważył żadnych mocy! Postanowił jednak spróbować. Okazało się, że potrafi kontrolować wodę! Dowiadując się o tym, że siostra jego przyjaciela ze szkoły, Yukio który sam wyjechał, miała udać się do Sakurai i mieszkać u Yukio zabrał się razem z nią.
Broń: Shuriken (gwiazdki ninja)
Moc: Woda
Dodatkowe: Brak
Rodzeństwo: Raczej brak
Współlokator: Yukio, Kotori
Zwierzak: Brak
Wygląd:

Kirimi: Spotkanie z Watashim

 Wstałam dość późno. Odruchowo popatrzyłam na telefon. Na ekranie widniało nieodebrane połączenie... od Yukio! Chciałam natychmiast oddzwonić, ale coś mnie powstrzymało.
-Wczoraj na mnie nakrzyczał- powiedziałam powoli spuszczając głowę.
Odłożyłam komórkę i weszłam do łazienki. Kiedy chciałam umyć ręce przestraszyłam się. Moja prawa ręka była czarna z fioletowymi plamami.  Przerażona cofnęłam się i upadłam. Kiedy otrząsnęłam się z szoku spojrzałam na zegarek. Była punkt 12. Nagle przypomniałam sobie o spotkaniu z Watashim. Jak burza wpadłam do pokoju i otwarłam szafę. Nerwowo zaczęłam przeglądać wieszaki. W końcu chwyciłam jeden na którym wisiała czarna sukienka i rzuciłam go na łóżko. Następnie pobiegłam na korytarz do szafki z butami. Chwyciłam moje baletki na lekkim obcasie i odłożyłam je na bok. Szybko wróciłam do pokoju i wzięłam sukienkę. Spojrzałam znowu na zegarek. Była 12:30.
-Jeszcze mam trochę czasu-powiedziałam do siebie i poszłam da łazienki.
Gdy ubrałam sukienkę spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się. Byłam zadowolona z tego jak dobrałam strój. Ale nagle coś zmąciło mój zachwyt. Oto moja prawa dłoń była czarna. Skrzywiłam się, ale po chwili na mojej twarzy zagościł uśmiech. Weszłam znowu do pokoju i otworzyłam jedną z szuflad. Wyjęłam z niej rękawiczki. Nałożyłam je tak aby nie było zupełnie widać czarno-fioletowych plam. Jednak dalej mi czegoś brakowało. W końcu zauważyłam to i wyciągnęłam z szafy zakolanówki. Następnie założyłam je i wolnym krokiem przeszłam do przedpokoju. Zam włożyłam buty i wyszłam z mieszkania.

                                                           ***

Bez przeszkód dotarłam na most Iwa. Watashiego jeszcze nie było. więc usiadłam koło jednego z słupów.

Nie czekałam dłużej jak dziesięć minut a na rogu ulicy pojawił się Watashi. Kiedy podszedł do mnie wstałam i uściskałam go na przywitanie.
-Witaj Kirimi-powiedział-Wyglądasz słodziutko.
-Dz-dziękuję-odpowiedziałam zawstydzona.
Teraz zauwarzułam że chłopak jest jeszcze przystojniejszy niż wczoraj.

-To na co masz dziś ochotę?-zapytał przerywając ciszę- Co byś powiedziała na spędzenie popołudnia w moim towarzystwie?
-Z miłą chęcią-odpowiedziałam radośnie.
Następnie poszliśmy razem do miasta.
 Popołudnie było cudowne. Byliśmy razem z Watashim na lodach w kawiarence,w parku i ogrodzie botanicznym. Nic nie zmąciło by tych cudownych chwil gdyby nagle nie zdzwonił mój telefon. Przeprosiłam na chwilę Watashiego i odebrałam.
-Gdzie ty jesteś!?-zapytał profesor Kouyou.
-Na mieście-odpowiedziałam obojętnie.
-Dzisiaj są cotygodniowe ogłoszenia!
-Dowiem się od Yu... Sayaki co się działo.
-Masz się tu za chwilę zjawić!-powiedziała poirytowana pani profesor.
-Dobrze- odpowiedziałam.
Uznałam że nie ma co dyskutować z profesorką więc podeszłam do Watashiego i wyjaśniłam mu sprawę.
-Nie będziesz się gniewał jeśli pójdę już?-zapytałam.
-Nie ma przecież o co-odpowiedział - Mam jeszcze dla ciebie mały prezent. Zamknij oczy.
Posłusznie wykonałam polecenie chłopaka. Poczułam coś niezwykle delikatnego i cienkiego. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam na mojej szyi piękny wisiorek. Lecz zaczął mnie parzyć więc szybko go zerwałam i rzuciłam na ziemię.
-Przepraszam,-powiedziałam spuszczając głowę-pójdę już.
-Nie masz za co przepraszać. Do zobaczenia- odpowiedział śmiejąc się lekko.
Odpowiedziałam mu tym samym a następnie odleciałam w stronę hangarów.

C.D.N


czwartek, 17 lipca 2014

Od Yukio: Parę przemyśleń

Odszedłem z tamtego miejsca zarzucając na siebie kaptur. Spuściłem głowę w dół. Słyszałem, że Kirimi płakała. Chciałem zawrócić, ale...Jak? Tak właściwie czemu krzyczałem? Nawet nie wiedziałem, że potrafię podnieśc głos. Naprawdę jestem idiotą. Tak właśnie idąc i myśląc o tym wszystkim doszedłem pod drzwi mojego mieszkania. Szybko otworzyłem drzwi. Następnie wchodząc do domu od razu rzuciłem się na łóżko. Na moich policzkach od razu poczułem coś wilgotnego. Gdy "to coś" dotarło do moich ust było słone. Nie trzeba było długo myśleć by uświadomić sobie, że to łzy.
-I ja chcę obraniać Kirimi, co? Śmieszne-powiedziałem sam do siebie chowając głowę w poduszki. I taki ktoś jak ja nadaje się na łowce? Czemu akurat ja? Nienawidzę tego wszystkiego...Do tego kłótnia z Kirimi, ale...Ja chcę dla niej tylko jak najlepiej! Tak trudno to zrozumieć? W końcu ona nawet nie zna tego...Nawet nie wiem jak ma na imię.  A może zbyt się martwię? Po prostu...Boje się, tak? Nic dziwnego. Zawsze się boje. Obróciłem się na plecy i wyjąłem ze spodni telefon. Wybrałem szybko numer Kirimi...Po co!? Co jej powiem!? Co ja w ogóle robię! Ze słuchawki słyszałem powolne sygnały łączenia.

Kirimi? Możesz odebrać lub nie

Kirimi: "Głupi Yukio!Głupi!Głupi!Głupi!"

Po treningu postanowiłam pójść z Sayaką i Yukio. Nagle przypomniałam sobie o Watashim. W końcu nie zdecydowałam czy powiem Yukio o nim.
-E... tam powiem mu później-pomyślałam.
Następnie pobiegłam razem z Yukio do Sayaki. Szliśmy razem rozmawiając i śmiejąc się. W końcu Sayaka musiała wrócić do domu więc ja i Yukio zostaliśmy sami. Uznałam, że jest to dobry moment aby powiedzieć mu o Watashim.
-Yukio-zaczęłam-wiesz nie wiem jak ci to powiedzieć ale... chyba znalazłam chłopaka w sam raz dla mnie no i...
-I chciała byś mi go przedstawić-dokończył jak zwykle cicho.
-W sumie to... tak. Tylko czy ty byś chciał...
-Nie-przerwał mi nagle dość głośno Yukio-Nie, nie chcę go poznać! I mam nadzieję, że ty też nie będziesz chciała więcej się z nim spotykać!
-Jak tak możesz mówić?!-zapytałam z wyrzutem.
-Normalnie!-wykrzyknął Yukio- Jesteś moją siostrzyczką! Zawsze to ja byłem przy tobie a nie ten, ten... chłopak!
-Ale przecież nadal będziesz miał słodziutką siostrzyczkę-powiedziałam- Tylko nie będę ją ja.
-A niby kto?-zapytał jeszcze głośniej.
-A niby twoja prawdziwa siostra!-krzyknęłam.
Nastała chwila ciszy. Mina Yukio mówiła sama za siebie był zaskoczony a jednocześnie smutny. W końcu nie wytrzymałam i po prostu łzy same zaczęły mi spływać po policzkach. Yukio chyba chciał mnie pocieszyć ale duma mu nie pozwoliła. Odwrócił się tylko i odszedł. Ja niestety nie mogłam się opanować i dalej płakałam.
-Głupi Yukio- powiedziałam szeptem-Głupi!
Teraz postanowiłam dać upór swoim emocjom. Chwyciłam katanę i krzycząc zaczęłam rozwalać co popadnie.
-Głupi Yukio! Głupi! Głupi! Głupi!-krzyczałam.
W końcu wyczerpana upadłam. Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Nagle usłyszałam trzask, odwróciłam się ale był to tylko mały atatsushi. Zignorowałam go ale zaczęło pojawiać się ich więcej. Postanowiłam podjąć walkę z nimi. Niestety poprzez rozpacz i może troche... gniew nie mogłam się skoncentrować. Atatsushich było coraz więcej. W końcu otoczyły mnie. Jeden z potworów podszedł do mnie chciałam go przeciąć, ale gdy zamachnęłam się atatsushi skoczył i ugryzł mnie w rękę. Rana natychmiast zaczęła czernieć. Przeraziłam się, wcześniej nic takiego nie wystąpiło. Nagle atatsushie rozeszły się. Było to dziwne, ale nie mogłam czekać więc wstałam szybko i ruszyłam do domu.

Po powrocie zmęczona padłam na łóżko i zasnęłam.

C. D. N.

Od Sayaki: Trening

Stałam nad dziewczyną z dużymi białymi skrzydłami.W prawe skrzydło miała wbitą jedną z moich strzał.Podałam jej rękę i pomogłam wyciągnąć pocisk.Przeprosiłam i wyjaśniłam że celowałam w latającego atsushiego ,a ona znalazła się na linii strzału.Użyłam Łaski Niebios i wyleczyłam jej ranę.Zapytałam czemu latała w mieście.Jednak nie odpowiedziała.Przeczułam że jest łowczynią.
-Jestem Kirimi,a ty?-zapytała gdy już złożyła skrzydła.
-Sayaka Kamisama.Przybyłam do Sakurai na służbę jako łowca...ale nie mogłam znaleźć hangaru...-odpowiedziałam
-Jak chcesz to cię zaprowadzę-powiedziała
-Dzięki

***

Doszłyśmy do hangarów kiedy akurat zaczynał się trening.Wszyscy zbierali się przy kontenerze.Jakiś mężczyzna przycisnął guzik na ścianie i zwykły hangar przerobił się na małą wysepkę na morzu.Miasteczko było ruiną wszędzie były Atsushi.Latały,pełzały i oblepiały cały ląd.Wszyscy od razu wyciągnęli broń i rzucili się do walki.Ja tylko stałam i przyglądałam się obliczając czy wystarczy jedna strzałka na wszystko...chyba tak..Jednak na początek muszę ostrzec Kirimi ponieważ mogę ją także zranić.Widziałam że leciała z jakimś chłopakiem w stronę budynku centralnego.Użyłam Łaski Niebios i zaczęłam się teleportować w powietrzu.Dotarłam do niej i powiedziałam.
-Jeśli nie chcesz stracić skrzydeł to lepiej się schowaj
-Jak chcesz-odpowiedziała i przekazała swojemu koledze.Oboje polecieli się schować.Przebiegłam obok dziewczyny z białymi włosami i ostrzegłam ją.
-Uważaj na ogon,Wilczyco.
Stanęłam na środku wyspy i wyciągnęłam miecz,od razu zamienił się w łuk,a ja wzięłam strzałkę w dłoń.

-Ja.Tancerka Wojny Najwyższego Pana i żołnierz w służbie Lwa błagam.Uczynny Enku,szczęśliwy Qilinie władcy niebios i błyskawic,ześlijcie swój gniew i przeszyjcie dusze pomiotów piekielnych!-wyrecytowałam i wypuściłam strzałę.

Na wyspę spadł deszcz błękitnych strzał zabijając prawie wszystkie Atsushi.Gdy reszta wyszła z ukrycia zaczęli dobijać ostatnie potwory.Gdy nie było już żadnego profesor przywrócił dawny wygląd hangaru.Powiedział że trening był udany i wszyscy udali się do domów.Gdy szłam chodnikiem podbiegła do mnie Kirimi,jej kolega i białowłosa dziewczyna.

Coś się stało? Kirimi,Yukio,Rozalia?

wtorek, 15 lipca 2014

Kirimi: Tajemniczy chłopak

 Odbiegłam od Yukio i Rozalii. Nie mogłam w to uwierzyć! Siostra Yukio ma przyjechać! Kiedy tutaj będzie spadnę na drugie miejsce! Nie będę już najsłodszą siostrzyczką Yukio, ona nią będzie! Niedoczekanie! Nagle z moich oczu popłynęły duże łzy. Z mojej zadumy obudziły mnie czyjeś kroki. Szybko otarłam łzy i odwróciłam się. Przede mną stała Rozalia. Przeszyłam ją morderczym spojrzeniem.
-Czego chcesz?-zapytałam ozięble.
-Niczego-odparła obojętnie.
-To czemu za mną szłaś?
-Bo... chciałam z tobą porozmawiać.
-Mhm... tak na pewno.
-Jak nie wierzysz to trudno-wzruszyła obojęnie ramionami.
Dziewczyna chciała coś jeszcze powiedzieć,ale ja przybrałam postać łowcy i odleciałam. Po co miałam z nią rozmawiać? Jestem dla niej miła tylko w towarzystwie Yukio. Tak to rozmawiałam z  nią może jeden, albo dwa razy. Leciałam tak chwilę kiedy nagle na ulicy zauważyłam chłopaka, ale nie był on normalny. Miał czarne skrzydła, więc mógł być łowcą. Zleciałam w duł aby się z nim przywiać. Choć normalnie nie zwróciła bym na niego uwagi to teraz coś jakby mi kazało zlecieć do niego.

Stanęłam na przeciw niego, moje serce nagle zaczęło bić szybciej. Chłopak był niezwykle przystojny, a do tego chyba się w nim... a z resztą nie ważne. Nagle podszedł do mnie.
-Witaj-zaczął-Nazywam się Watashi Ikatteiru. Czy mogła byś mi pomóc?Jak się nazywasz?
-T-tak oczywiście-odpowiedziałam onieśmielona-Nazywam się Kirimi Saiko. Powiedz o co chodzi?
-Widzisz nie mogę znaleźć budynku A-C 48. Zaprowadziła byś mnie tam?
-Tak oczywiście-odparłam żywo-Tylko to jest na drugim końcu miasta i...-nagle zasyczałam z bólu. Spojrzałam na moją nogę. Był na niej ślad szczęki. Krew spływała po mojej nodze a mały atatsushi zlizywał ją. Nagle Watashi odepchną go swoim mieczem, a zniechęcony potwór odszedł.
-Pokaż mi to-powiedział czule chłopak- Wygląda paskudnie. Opatrzę ci to. Dobrze?
-T-tak.
Chłopak szybko i zręcznie opatrzył mi ranę. Niestety dalej bolała. Kiedy spróbowałam stanąć na obu nogach przewróciłam się. Watashi Nic nie mówiąc wziął mnie na barana.
-C-co ty robisz?!-zapytałam zaskoczona.
-Nie możesz przecież chodzić, a ja muszę dotrzeć na drugi koniec miasta.-odpowiedział uśmiechając się.
-Ahh... tak faktycznie prawie zapomniałam.
Ruszyliśmy przed siebie.
Moje serce z każdą sekundą biło szybciej, najwyraźniej zakochałam się w Watashim. Obchodził się ze mną nad wyraz delikatnie i czule. W ogóle to był niesamowity!

<Jakiś czas później>

W końcu doszliśmy do budynku A-C 48. Chłopak postawił mnie na ziemię ale cały czas podtrzymywał mnie abym się nie przewróciła.
-Choć ze mną, chcę ci coś pokazać-powiedział nagle.
-Dobrze-odpowiedziałam uśmiechając się.
Chłopak zaprowadził mnie pod wielkie drzewo na którym, było pełno delikatnych kwiatów wiśni.
-Piękne-powiedziałam- A do tego ten zachód słońca.
-Tak.
-Ja już będę szła-powiedziałam odwracając się.
Ale Watashi chwycił mnie za rękę i szybkim ruchem przyciągną do siebie. Nim się zorientowałam byłam w jego ramionach.
-Jesteś wyjątkowa -wyszeptał- Nie myśl, że o tym nie wiem.
Po tych słowach zamarłam. Znaliśmy się ledwo jeden dzień, a on już mnie w sobie rozkochał. Nagle nasze oczy znalazły się naprzeciwko siebie. Watashi zbliżył swoje usta do moich. Nie mogłam pozwolić aby mnie pocałował więc uderzyłam go w policzek. Odsunął się ode mnie a ja upadłam.
-Przepraszam-powiedziałam cicho-Pójdę już.
Rozłożyłam skrzydła gdy nagle chłopak zawołał:
-Może się jeszcze zobaczymy?
-Może...-odpowiedziałam.
-Co powiesz na jutro o 13.00?
-Dobrze.-mówiąc to odleciałam.
Usłyszałam jeszcze jak Watashi krzykną "Na moście Iwa" a później zniknął.

 Kiedy tak leciałam rozmyślałam czy warto by było mówić Yukio o Watashim. Nagle ktoś zaczął do mnie strzelać. Strzałów było tak dużo, że nie mogłam ich ominąć. Parę z nich trafiło mnie w skrzydło. Zaczęłam szybko spadać w dół. Wylądowałam w parku. Ostatkiem sił doczołgałam się do jednego z drzew i oparłam się o nie. Zaczęłam oglądać skrzydło. Nie wyglądało dobrze, krew lała się z rany. Próbowałam się przemienić, ale nie dałam rady.
-Czy to tak umrę?-zapytałam sama siebie- Z powodu wykrwawienia?
W sumie nie zostało mi nic innego jak siedzenie i czekanie na pomoc. Czas płynął, a zmrok był coraz bliżej. Nikt nawet nie przechodził obok mnie. Nagle z drzewa zeskoczyła mała wiewiórka. Ruszając podejrzliwie pyszczkiem podeszła do mnie. Wyciągnęłam rękę aby ją pogłaskać, ale ona przestraszyła się i uciekła. Kiedy odwróciłam głowę naprzeciwko mnie stała dziewczyna. Miała zielone oczy i brązowe włosy.Wyglądała na poważną i mądrą, a co dziwne miała w sobie też coś z łowczyni.
-Pomożesz?-zapytałam.

Sayaka?








czwartek, 3 lipca 2014

Od Yukio:

Zastanowiłem się na propozycją Rozalii. To miłe, że chciała pomóc...
-L-lepiej nie...Wiesz nie chce zrzucać na Ciebie tego obowiązku...-powiedziałem cicho. Ona tylko uśmiechnęła się lekko.
-Przecież to nie problem, nie?-odparła. Ja przytaknąłem tylko głową. Wtedy podbiegła do nas Kirimi.
-Co robisz braciszku?-zapytała słodko, jednak podejrzliwie.
-N-ic...Rozmawiam z Rozalią-odparłem.
-Mhm...-mruknęła. Jednak po chwili na jej twarz wrócił promienny uśmiech-Pójdziemy potem gdzieś? Ostatnio nam nie wyszło...-powiedziała smutno.
-Sam nie wiem...Za niedługo ma przyjechać do mnie siostra, z którą zresztą mam mieszkać więc muszę załatwić parę spraw...Zawsze mówi wszystko na ostatnią chwilę-powiedziałem i westchnąłem.
-Zaraz. Siostra!?-spytała zdziwiona.
-No tak...Wiesz, że mam rodzeństwo, prawda?
-Tak, ale tutaj? Odwołaj ją-powiedziała z poważną miną.
-K-kirimi nie da się tak...
-Ale to ja jestem twoją siostrzyczką!
-Tak a-ale...-zanim skończyłem Kirimi gdzieś pobiegła.
-No nieźle..-skomentowała Rozalia. Ja tylko westchnąłem.
-I co ja mam zrobić?-spytałem sam siebie.
-Jak chcesz mogę z nią porozmawiać
-Naprawdę? Masz na takie sprawy czas?-spytałem. Ona tylko kwinęła głową i pobiegła za moją "siostrzyczką".

Rozalia, Kirmi?

piątek, 27 czerwca 2014

Od Rozalii:

Stałam na ulicy wypatrując Yukio. Chciałam z nim pogadać na temat Kirimi. Musiałam z niego wycisnąć informacje na temat tego co powiedział mu profesor. "Poprosiłam" go na swój sposób o spotkanie. Na swój sposób, czyli: Na początku się nie zgodził, więc... Zagroziłam mu bronią. W końcu ( co się dziwić ) zgodził się. W końcu przyszedł w umówione miejsce spotkania. Potem poszliśmy do lasu.
- Powiesz mi po co chciałaś się ze mną spotkać?
- Powiedz, co Ci powiedział profesor na temat Kirimi? - spytałam.
- Nie mogę - odpowiedział.
- Ja się nie patyczkuję. Jeśli mi nie powiesz sama się tego dowiem!
- Hmm...No ...
- Czekaj! Ktoś podsłuchuje! - przerwałam chłopakowi.
- Co ty gadasz...? - chłopak jak zwykle cicho mówił.
- Kirimi! Wyjdź z za drzewa!
- Masz mnie...
Dziewczyna pokazała się. Chyba było jej trochę głupio.
- Co tu robisz z moim braciszkiem ?!
- Musiał mi coś powiedzieć, ale chyba dowiem się tego w inny sposób...
- Yyy... Dobra
- Żegnam szanownych państwa!
Poszłam do bazy. Chciałam jeszcze potrenować. Po około godzinie do sali w której trenowałam wszedł profesor.
- Ciężko trenujesz
- Nie mam nic ciekawego do roboty
- Rzadko zdarzają się tacy
- Prawda jest taka, że muszę się czegoś dowiedzieć i czekam aż inni pójdą sobie
- W takim razie nie przeszkadzam - wyszedł z sali.
Jakiś czas potem nie było już nikogo. Poszłam w miejsce, gdzie to Yukio dowiedział się co jest z Kirimi. Użyłam mojej mocy i zobaczyłam co się tam stało ( i usłyszałam ):
~O-o co chodzi?-spytał niepewnie.
~Musimy porozmawiać o Kirimi - objaśnił. - Widzisz...- kontynuował - Ma ona pewnego rodzaju problemy psychiczne. Można powiedzieć, że ma w sobie coś z psychopatki, która jest na skraju szaleństwa.
~Ż-że niby Kirimi?-spytał. -Niezbyt rozumiem...
~Przy tobie nigdy taka nie jest ponieważ jesteś jakby...Hm...Jej podporą  psychiczną. Dlatego też chciałbym abyś spędzał z nią dużo czasu, a w razie czego ją uspokajał, dobrze?-wyjaśnił i spytał.
~T-tak...Chyba...-powiedział.
Wróciłam do siebie ( w tym do mieszkania ). Szczerze powiedziawszy sama nie sądziłam, że ona może być psychopatką. Następnego dnia spotkałam ich. Wzięłam Yukio na stronę.
- Już wszystko wiem...
- Co? Skąd? Jak to?
- Ma się swoje sposoby. Jak chcesz mogę Ci trochę pomóc w pilnowaniu jej, co ty na to?

Yukio?

czwartek, 26 czerwca 2014

Kirimi: Mgła

 -Dryyyyyń...-rozległ się odgłos budzika.
Powoli podniosłam się i zmiażdżyłam budzik. Byłam w paskudnym nastroju. Wyglądnęłam przez okno. Była okropna mgła, a do tego padał deszcz.
-Super-powiedziałam sama do siebie- świetna pogoda na ćwiczenia.
Nagle mój telefon zadzwonił. To był Yukio.
-Halo?-odebrałam.
-Cześć Kirimi!-zaczął chłopak dość entuzjastycznie- Chciałem ci przekazać, że dziś jest trening.
-To świetnie...-odpowiedziałam oschle.
Mimo że dla Yukio byłam zawsze miła to teraz stałam się dla niego surowa i zimna.
-Dobrze to tyle pa..-zakończył rozłączając się.
Odłożyłam telefon i zaczęłam się ubierać. Nie minęła chwila kiedy telefon znowu zadzwonił.
-CZEGO ZNOWU?!-huknęłam.
-Widzę że nie masz humoru.-usłyszałam głos profesor Kuyou.
-Przepraszam, dzień dobry-poprawiłam się cicho.
-Tak lepiej, posłuchaj teraz uważnie. Pójdziesz za chwilę do mieszkania na ul. Seek 11, mieszka tam atatsushi który wygląda jak człowiek. Jest to mężczyzna, popełnił ostatnio zabójstwo więc nie może pozostać dłużej w naszym wymiarze. Chyba wiesz co masz zrobić?-zakończyła.
-Tak-odpowiedziałam krótko.
-A i jeszcze jedno. Mężczyzna nazywa się Kamiru Kimyona.
-Dobrze-podziękowałam rozłączając się.
Szybko założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania.

<Jakiś czas później>

Zapukałam do drzwi z numerem 11. Otworzył mi wysoki mężczyzna.
-Dzień dobry- zaczęłam- Czy pan to Kamiru Kimyona?
-Tak a o co chodzi ?-zapytał podejrzanie.
Ta informacja wystarczyła mi aby podjąć odpowiednie działania. Wyciągnęłam miecz a mężczyzna chyba skojarzył o co chodzi bo zaczął uciekać.Weszłam powoli do mieszkania. Czułam jak podłoga się trzęsła od kroków uciekającego atatsushiego. Szłam coraz szybciej. Nagle usłyszałam zatrzaskające się drzwi. Przyspieszyłam. Otworzyłam pokój i weszłam do niego. Na pierwszy rzut oka nikogo nie było,ale ja wiedziałam że atatsushi tu jest. Wzięłam katanę i trzasnęłam nią o biurko. Nic. Zamachnęłam się znowu i walnęłam o szafę. Drzwiczki otworzyły się a w środku siedział mężczyzna. Wymierzyłam w niego mieczem.
-Za zbrodnię przeciwko człowiekowi wymierzam ci karę...-powiedziałam chłodno-śmierci.
Mężczyzna przybrał postać atatsushiego.
-Przepra...-zaczął ale w tej chwili zadałam cios.
Potwór zamienił się w proch, a ja powoli wyszłam zamykając za sobą drzwi. Nagle zobaczyłam na środku ulicy... Rozalię?! W tym momencie zamarłam. Mój miecz ociekał krwią, a ja stałam wpatrując się w dziewczynę.

Rozalia?


sobota, 14 czerwca 2014

Kirimi: Walka i ostateczne cięcie.

 Nagle wylądowaliśmy w dziwnym miejscu. Spojżałam na Yukio. Stał przerażony i wpatrywał się w atatsushiego. Cały trząsł się ze strachu. Dziewczyna patrzyła na nas zdziwiona. Dlaczego nas tu zabrała?
- O co ci chodzi?-wykrzyczałam a w moim głosie było słychać drżenie. Ona jednak nic nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami i otwarła biały portal. Ja i Yukio popatrzyliśmy na nią ze zdziwieniem.
-P-po prostu..N-nas wypuszczasz?-Yukio zwrócił się do dziewczyny ledwo słyszalnym, wystraszonym głosem.
-Tak, więc powiem grzecznie...WYNOCHA!-krzyknęła po czym mamrocząc coś do samej siebie wrzuciła mnie i chłopaka do portalu. Znaleźliśmy się w tym samym miejscu, co wcześniej, a dziewczyna...Nie, a Atsushi zniknęła. Yukio siedział na ziemi niedaleko mnie. Dalej się trząsł...Było widać, że jest w szoku. Podbiegłam do niego i przytuliłam jak najmocniej się dało,a on odwzajemnił uścisk.
- Spokojnie-powiedziałam czule- już po wszystkim. Następnym razem zabiję ją i będzie po sprawie.
-Nie musisz-wydusił cicho chłopak.
-Ale przecież ona cię...
-Nic takiego się nie stało. Tylko się przestraszyłem...-odpowiedział dalej trzęsącym się głosem.
-Ale...
-Żadnych ale, Kirimi proszę cię tamta dziewczyna po prostu wkurzyła się na nas. Zresztą ona wyglądała prawie jak my. Wiec można powiedzieć że to był jakby człowiek a ich nie możemy krzywdzić!-chłopak odepchnął mnie i wstał.
-Yukio!- w moich oczach pojawiły się łzy.
-Proszę przestań płakać nic się nie stało-powiedział znowu cichym głosem.
-Dobrze-odpowiedziałam pociągając nosem.
-Chodźmy już zaczyna robić się późno-zwrócił się do mnie cicho.
-Mhm...
Następnie poszliśmy razem w stronę naszych domów. W końcu nadszedł czas rozstania. Yukio poszedł w swoją stronę ja w swoją.
 Weszłam w ciemną uliczkę prowadzącą do mojego domu. Minęłam "ciemny zakątek" który zawsze wywoływał u mnie lęk.  Usłyszałam trzask.Odwróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Nagle Ktoś chwycił mnie za ręce i  wykręcając je powalił mnie na ziemię.
-Puszczaj mnie!-wykrzyczałam.
-Chyba śnisz!-odpowiedział mi ochrypły głos-Takiej wyjątkowej dziewczyny jak ty nigdy nie wypuścimy.
Nie wiedziałam co robić. Moja katana leżała jakieś 5 metrów ode mnie. Nagle któryś z oprychów zerwał mi naszyjnik. To było moim ratunkiem. Momentalnie rozłożyłam skrzydła strącając przeciwnika z moich pleców. Wzleciałam w górę i wylądowałam chwytając katanę. Teraz przybrałam moją poprzednią postać.















Ale zauważyłam pewne zmiany. Moje włosy były o wiele dłuższe tak samo jak miecz.Ale nie miałam teraz czasu żeby przejmować się wyglądem. Bandyci stali patrząc na mnie. Jeden z nich nagle rzucił we mnie nożem, ale ja z łatwością odbiłam to. Moim nowym mieczem walczyło się o wiele lepiej niż poprzednim. Nagle tamci ludzie zaczęli przemieniać się w... atatsushi!? Bezkształtne potwory kroczyły teraz w moją stronę. Nie wiedziałam czy znowu przemienić się w łowcę czy po prostu walczyć z nimi za pomocą katany. Wybrałam jednak drugą opcję. Ruszyłam przed siebie rozcinając potwory. One jednak po zadanym ciosie regenerowały się.  Więc nie zostało mi nic innego jak ciągłe zadawanie im ran.
Nagle przypomniało mi się co mówiła profesor Kuyou.

'' (...) Atatsushie można zniszczyć jedynie jedynie cięciem ostatecznym czyli-Saigo no Katto''

Więc nie tracąc czasu przybrałam postać łowcy, wzleciałam w powietrze i wykonałam cięcie ostateczne.
Kiedy spojrzałam z powrotem na atatsushie został z nich tylko czarny pył.
-I po co wam to było?-powiedziałam cicho, lądując na ziemi.
Następnie odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę mojego domu.

piątek, 13 czerwca 2014

Profil Sayaki!

Imię: Sayaka

Nazwisko: Kamisama

Wiek: 16 lat

Płeć: kobieta

Ród: Jestem 20-tym pokoleniem łowców w mojej rodzinie.Praktycznie zostałam wychowana na łowczynię.

Charakter: Poważna,rozsądna,opanowana,sprawiedliwa,spokojna,
małomówna,odpowiedzialna,w miarę,przyjazna,czasem się ,,wywyższa",odważna,romantyczna,przyjacielska,cierpliwa,dojrzała,pomysłowa,czasem surowa,waleczna.Nienawidzi gdy inni widzą w niej tylko ,,zadufaną księżniczkę",a nie prawdziwego łowcę.

Historia:Jestem Sayaka Kamisama od zawsze mieszkałam z rodziną na obrzeżach miasta Sakurai,mieszkaliśmy w bardzo dużej willi.Od początku nauki nie słuchałam się i nie wykonywałam poleceń trenera.Rodzicie zmieniali ich bardzo często ponieważ nie trafili na równie dobrego co cierpliwego.Powiedziano mi że zostanę odesłana do Lasu Najwyższego Pana w pobliskim mieście.Ćwiczyłam się w posługiwaniu mieczem ,a z czasem dowiedziałam się że jest on także Magicznym Łukiem.Na zakończenie każdy uczeń dostawał imię wybrane przez Pana.Zostałam mianowana ,,Tancerką Wojny",od tego czasu gdy chcę użyć magii muszę wypowiedzieć formułę na łaskę Pana:

Ja.Tancerka Wojny Najwyższego Pana i żołnierz w służbie Lwa*.Błagam.Uczynny Enku,szczęśliwy Qilinie władcy niebios i błyskawic,ześlijcie swój gniew i przeszyjcie dusze pomiotów piekielnych!

Gdy wróciłam do rodzinnej willi dowiedziałam się że moi bracia także wyrośli na łowców.Gdy doszły nas słuchy że w mieście Sakurai zaczęły pojawiać się Atsushi wtedy dostałam list od Organizacji że wzywają mnie.Miałam się stawić o 22:00 przy starych hangarach.Od teraz jestem Sayaka Kamisama,Tancerka Wojny,Łowca Błyskawicy.

*żołnierz w służbie Lwa-Lew oznacza znak zodiaku ,bardzo ważny w Lesie.

Broń: Koukarin/Der Freischutz, Miecz/Łuk

Moc: Elektryczność/Łaska Niebios


Dodatkowe:Poświata nazywana ,,Łaską Niebios" ma kolor raz złoty,błękitny lub biały.

Rodzeństwo: 7 braci

Współlokator: Brak

Zwierzak:Brak

Wygląd: