Stałam na ulicy wypatrując Yukio. Chciałam z nim pogadać na temat Kirimi. Musiałam z niego wycisnąć informacje na temat tego co powiedział mu profesor. "Poprosiłam" go na swój sposób o spotkanie. Na swój sposób, czyli: Na początku się nie zgodził, więc... Zagroziłam mu bronią. W końcu ( co się dziwić ) zgodził się. W końcu przyszedł w umówione miejsce spotkania. Potem poszliśmy do lasu.
- Powiesz mi po co chciałaś się ze mną spotkać?
- Powiedz, co Ci powiedział profesor na temat Kirimi? - spytałam.
- Nie mogę - odpowiedział.
- Ja się nie patyczkuję. Jeśli mi nie powiesz sama się tego dowiem!
- Hmm...No ...
- Czekaj! Ktoś podsłuchuje! - przerwałam chłopakowi.
- Co ty gadasz...? - chłopak jak zwykle cicho mówił.
- Kirimi! Wyjdź z za drzewa!
- Masz mnie...
Dziewczyna pokazała się. Chyba było jej trochę głupio.
- Co tu robisz z moim braciszkiem ?!
- Musiał mi coś powiedzieć, ale chyba dowiem się tego w inny sposób...
- Yyy... Dobra
- Żegnam szanownych państwa!
Poszłam do bazy. Chciałam jeszcze potrenować. Po około godzinie do sali w której trenowałam wszedł profesor.
- Ciężko trenujesz
- Nie mam nic ciekawego do roboty
- Rzadko zdarzają się tacy
- Prawda jest taka, że muszę się czegoś dowiedzieć i czekam aż inni pójdą sobie
- W takim razie nie przeszkadzam - wyszedł z sali.
Jakiś czas potem nie było już nikogo. Poszłam w miejsce, gdzie to Yukio dowiedział się co jest z Kirimi. Użyłam mojej mocy i zobaczyłam co się tam stało ( i usłyszałam ):
~O-o co chodzi?-spytał niepewnie.
~Musimy porozmawiać o Kirimi - objaśnił. - Widzisz...- kontynuował - Ma ona pewnego rodzaju problemy psychiczne. Można powiedzieć, że ma w sobie coś z psychopatki, która jest na skraju szaleństwa.
~Ż-że niby Kirimi?-spytał. -Niezbyt rozumiem...
~Przy tobie nigdy taka nie jest ponieważ jesteś jakby...Hm...Jej podporą psychiczną. Dlatego też chciałbym abyś spędzał z nią dużo czasu, a w razie czego ją uspokajał, dobrze?-wyjaśnił i spytał.
~T-tak...Chyba...-powiedział.
Wróciłam do siebie ( w tym do mieszkania ). Szczerze powiedziawszy sama nie sądziłam, że ona może być psychopatką. Następnego dnia spotkałam ich. Wzięłam Yukio na stronę.
- Już wszystko wiem...
- Co? Skąd? Jak to?
- Ma się swoje sposoby. Jak chcesz mogę Ci trochę pomóc w pilnowaniu jej, co ty na to?
Yukio?
piątek, 27 czerwca 2014
czwartek, 26 czerwca 2014
Kirimi: Mgła
-Dryyyyyń...-rozległ się odgłos budzika.
Powoli podniosłam się i zmiażdżyłam budzik. Byłam w paskudnym nastroju. Wyglądnęłam przez okno. Była okropna mgła, a do tego padał deszcz.
-Super-powiedziałam sama do siebie- świetna pogoda na ćwiczenia.
Nagle mój telefon zadzwonił. To był Yukio.
-Halo?-odebrałam.
-Cześć Kirimi!-zaczął chłopak dość entuzjastycznie- Chciałem ci przekazać, że dziś jest trening.
-To świetnie...-odpowiedziałam oschle.
Mimo że dla Yukio byłam zawsze miła to teraz stałam się dla niego surowa i zimna.
-Dobrze to tyle pa..-zakończył rozłączając się.
Odłożyłam telefon i zaczęłam się ubierać. Nie minęła chwila kiedy telefon znowu zadzwonił.
-CZEGO ZNOWU?!-huknęłam.
-Widzę że nie masz humoru.-usłyszałam głos profesor Kuyou.
-Przepraszam, dzień dobry-poprawiłam się cicho.
-Tak lepiej, posłuchaj teraz uważnie. Pójdziesz za chwilę do mieszkania na ul. Seek 11, mieszka tam atatsushi który wygląda jak człowiek. Jest to mężczyzna, popełnił ostatnio zabójstwo więc nie może pozostać dłużej w naszym wymiarze. Chyba wiesz co masz zrobić?-zakończyła.
-Tak-odpowiedziałam krótko.
-A i jeszcze jedno. Mężczyzna nazywa się Kamiru Kimyona.
-Dobrze-podziękowałam rozłączając się.
Szybko założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania.
<Jakiś czas później>
Zapukałam do drzwi z numerem 11. Otworzył mi wysoki mężczyzna.
-Dzień dobry- zaczęłam- Czy pan to Kamiru Kimyona?
-Tak a o co chodzi ?-zapytał podejrzanie.
Ta informacja wystarczyła mi aby podjąć odpowiednie działania. Wyciągnęłam miecz a mężczyzna chyba skojarzył o co chodzi bo zaczął uciekać.Weszłam powoli do mieszkania. Czułam jak podłoga się trzęsła od kroków uciekającego atatsushiego. Szłam coraz szybciej. Nagle usłyszałam zatrzaskające się drzwi. Przyspieszyłam. Otworzyłam pokój i weszłam do niego. Na pierwszy rzut oka nikogo nie było,ale ja wiedziałam że atatsushi tu jest. Wzięłam katanę i trzasnęłam nią o biurko. Nic. Zamachnęłam się znowu i walnęłam o szafę. Drzwiczki otworzyły się a w środku siedział mężczyzna. Wymierzyłam w niego mieczem.
-Za zbrodnię przeciwko człowiekowi wymierzam ci karę...-powiedziałam chłodno-śmierci.
Mężczyzna przybrał postać atatsushiego.
-Przepra...-zaczął ale w tej chwili zadałam cios.
Potwór zamienił się w proch, a ja powoli wyszłam zamykając za sobą drzwi. Nagle zobaczyłam na środku ulicy... Rozalię?! W tym momencie zamarłam. Mój miecz ociekał krwią, a ja stałam wpatrując się w dziewczynę.
Rozalia?
Powoli podniosłam się i zmiażdżyłam budzik. Byłam w paskudnym nastroju. Wyglądnęłam przez okno. Była okropna mgła, a do tego padał deszcz.
-Super-powiedziałam sama do siebie- świetna pogoda na ćwiczenia.
Nagle mój telefon zadzwonił. To był Yukio.
-Halo?-odebrałam.
-Cześć Kirimi!-zaczął chłopak dość entuzjastycznie- Chciałem ci przekazać, że dziś jest trening.
-To świetnie...-odpowiedziałam oschle.
Mimo że dla Yukio byłam zawsze miła to teraz stałam się dla niego surowa i zimna.
-Dobrze to tyle pa..-zakończył rozłączając się.
Odłożyłam telefon i zaczęłam się ubierać. Nie minęła chwila kiedy telefon znowu zadzwonił.
-CZEGO ZNOWU?!-huknęłam.
-Widzę że nie masz humoru.-usłyszałam głos profesor Kuyou.
-Przepraszam, dzień dobry-poprawiłam się cicho.
-Tak lepiej, posłuchaj teraz uważnie. Pójdziesz za chwilę do mieszkania na ul. Seek 11, mieszka tam atatsushi który wygląda jak człowiek. Jest to mężczyzna, popełnił ostatnio zabójstwo więc nie może pozostać dłużej w naszym wymiarze. Chyba wiesz co masz zrobić?-zakończyła.
-Tak-odpowiedziałam krótko.
-A i jeszcze jedno. Mężczyzna nazywa się Kamiru Kimyona.
-Dobrze-podziękowałam rozłączając się.
Szybko założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania.
<Jakiś czas później>
Zapukałam do drzwi z numerem 11. Otworzył mi wysoki mężczyzna.
-Dzień dobry- zaczęłam- Czy pan to Kamiru Kimyona?
-Tak a o co chodzi ?-zapytał podejrzanie.
Ta informacja wystarczyła mi aby podjąć odpowiednie działania. Wyciągnęłam miecz a mężczyzna chyba skojarzył o co chodzi bo zaczął uciekać.Weszłam powoli do mieszkania. Czułam jak podłoga się trzęsła od kroków uciekającego atatsushiego. Szłam coraz szybciej. Nagle usłyszałam zatrzaskające się drzwi. Przyspieszyłam. Otworzyłam pokój i weszłam do niego. Na pierwszy rzut oka nikogo nie było,ale ja wiedziałam że atatsushi tu jest. Wzięłam katanę i trzasnęłam nią o biurko. Nic. Zamachnęłam się znowu i walnęłam o szafę. Drzwiczki otworzyły się a w środku siedział mężczyzna. Wymierzyłam w niego mieczem.
-Za zbrodnię przeciwko człowiekowi wymierzam ci karę...-powiedziałam chłodno-śmierci.
Mężczyzna przybrał postać atatsushiego.
-Przepra...-zaczął ale w tej chwili zadałam cios.
Potwór zamienił się w proch, a ja powoli wyszłam zamykając za sobą drzwi. Nagle zobaczyłam na środku ulicy... Rozalię?! W tym momencie zamarłam. Mój miecz ociekał krwią, a ja stałam wpatrując się w dziewczynę.
Rozalia?
sobota, 14 czerwca 2014
Kirimi: Walka i ostateczne cięcie.
Nagle wylądowaliśmy w dziwnym miejscu. Spojżałam na Yukio. Stał przerażony i wpatrywał się w atatsushiego. Cały trząsł się ze strachu. Dziewczyna patrzyła na nas zdziwiona. Dlaczego nas tu zabrała?
- O co ci chodzi?-wykrzyczałam a w moim głosie było słychać drżenie. Ona jednak nic nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami i otwarła biały portal. Ja i Yukio popatrzyliśmy na nią ze zdziwieniem.
-P-po prostu..N-nas wypuszczasz?-Yukio zwrócił się do dziewczyny ledwo słyszalnym, wystraszonym głosem.
-Tak, więc powiem grzecznie...WYNOCHA!-krzyknęła po czym mamrocząc coś do samej siebie wrzuciła mnie i chłopaka do portalu. Znaleźliśmy się w tym samym miejscu, co wcześniej, a dziewczyna...Nie, a Atsushi zniknęła. Yukio siedział na ziemi niedaleko mnie. Dalej się trząsł...Było widać, że jest w szoku. Podbiegłam do niego i przytuliłam jak najmocniej się dało,a on odwzajemnił uścisk.
- Spokojnie-powiedziałam czule- już po wszystkim. Następnym razem zabiję ją i będzie po sprawie.
-Nie musisz-wydusił cicho chłopak.
-Ale przecież ona cię...
-Nic takiego się nie stało. Tylko się przestraszyłem...-odpowiedział dalej trzęsącym się głosem.
-Ale...
-Żadnych ale, Kirimi proszę cię tamta dziewczyna po prostu wkurzyła się na nas. Zresztą ona wyglądała prawie jak my. Wiec można powiedzieć że to był jakby człowiek a ich nie możemy krzywdzić!-chłopak odepchnął mnie i wstał.
-Yukio!- w moich oczach pojawiły się łzy.
-Proszę przestań płakać nic się nie stało-powiedział znowu cichym głosem.
-Dobrze-odpowiedziałam pociągając nosem.
-Chodźmy już zaczyna robić się późno-zwrócił się do mnie cicho.
-Mhm...
Następnie poszliśmy razem w stronę naszych domów. W końcu nadszedł czas rozstania. Yukio poszedł w swoją stronę ja w swoją.
Weszłam w ciemną uliczkę prowadzącą do mojego domu. Minęłam "ciemny zakątek" który zawsze wywoływał u mnie lęk. Usłyszałam trzask.Odwróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Nagle Ktoś chwycił mnie za ręce i wykręcając je powalił mnie na ziemię.
-Puszczaj mnie!-wykrzyczałam.
-Chyba śnisz!-odpowiedział mi ochrypły głos-Takiej wyjątkowej dziewczyny jak ty nigdy nie wypuścimy.
Nie wiedziałam co robić. Moja katana leżała jakieś 5 metrów ode mnie. Nagle któryś z oprychów zerwał mi naszyjnik. To było moim ratunkiem. Momentalnie rozłożyłam skrzydła strącając przeciwnika z moich pleców. Wzleciałam w górę i wylądowałam chwytając katanę. Teraz przybrałam moją poprzednią postać.

Ale zauważyłam pewne zmiany. Moje włosy były o wiele dłuższe tak samo jak miecz.Ale nie miałam teraz czasu żeby przejmować się wyglądem. Bandyci stali patrząc na mnie. Jeden z nich nagle rzucił we mnie nożem, ale ja z łatwością odbiłam to. Moim nowym mieczem walczyło się o wiele lepiej niż poprzednim. Nagle tamci ludzie zaczęli przemieniać się w... atatsushi!? Bezkształtne potwory kroczyły teraz w moją stronę. Nie wiedziałam czy znowu przemienić się w łowcę czy po prostu walczyć z nimi za pomocą katany. Wybrałam jednak drugą opcję. Ruszyłam przed siebie rozcinając potwory. One jednak po zadanym ciosie regenerowały się. Więc nie zostało mi nic innego jak ciągłe zadawanie im ran.
Nagle przypomniało mi się co mówiła profesor Kuyou.
'' (...) Atatsushie można zniszczyć jedynie jedynie cięciem ostatecznym czyli-Saigo no Katto''
Więc nie tracąc czasu przybrałam postać łowcy, wzleciałam w powietrze i wykonałam cięcie ostateczne.
Kiedy spojrzałam z powrotem na atatsushie został z nich tylko czarny pył.
-I po co wam to było?-powiedziałam cicho, lądując na ziemi.
Następnie odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę mojego domu.
- O co ci chodzi?-wykrzyczałam a w moim głosie było słychać drżenie. Ona jednak nic nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami i otwarła biały portal. Ja i Yukio popatrzyliśmy na nią ze zdziwieniem.
-P-po prostu..N-nas wypuszczasz?-Yukio zwrócił się do dziewczyny ledwo słyszalnym, wystraszonym głosem.
-Tak, więc powiem grzecznie...WYNOCHA!-krzyknęła po czym mamrocząc coś do samej siebie wrzuciła mnie i chłopaka do portalu. Znaleźliśmy się w tym samym miejscu, co wcześniej, a dziewczyna...Nie, a Atsushi zniknęła. Yukio siedział na ziemi niedaleko mnie. Dalej się trząsł...Było widać, że jest w szoku. Podbiegłam do niego i przytuliłam jak najmocniej się dało,a on odwzajemnił uścisk.
- Spokojnie-powiedziałam czule- już po wszystkim. Następnym razem zabiję ją i będzie po sprawie.
-Nie musisz-wydusił cicho chłopak.
-Ale przecież ona cię...
-Nic takiego się nie stało. Tylko się przestraszyłem...-odpowiedział dalej trzęsącym się głosem.
-Ale...
-Żadnych ale, Kirimi proszę cię tamta dziewczyna po prostu wkurzyła się na nas. Zresztą ona wyglądała prawie jak my. Wiec można powiedzieć że to był jakby człowiek a ich nie możemy krzywdzić!-chłopak odepchnął mnie i wstał.
-Yukio!- w moich oczach pojawiły się łzy.
-Proszę przestań płakać nic się nie stało-powiedział znowu cichym głosem.
-Dobrze-odpowiedziałam pociągając nosem.
-Chodźmy już zaczyna robić się późno-zwrócił się do mnie cicho.
-Mhm...
Następnie poszliśmy razem w stronę naszych domów. W końcu nadszedł czas rozstania. Yukio poszedł w swoją stronę ja w swoją.
Weszłam w ciemną uliczkę prowadzącą do mojego domu. Minęłam "ciemny zakątek" który zawsze wywoływał u mnie lęk. Usłyszałam trzask.Odwróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Nagle Ktoś chwycił mnie za ręce i wykręcając je powalił mnie na ziemię.
-Puszczaj mnie!-wykrzyczałam.
-Chyba śnisz!-odpowiedział mi ochrypły głos-Takiej wyjątkowej dziewczyny jak ty nigdy nie wypuścimy.
Nie wiedziałam co robić. Moja katana leżała jakieś 5 metrów ode mnie. Nagle któryś z oprychów zerwał mi naszyjnik. To było moim ratunkiem. Momentalnie rozłożyłam skrzydła strącając przeciwnika z moich pleców. Wzleciałam w górę i wylądowałam chwytając katanę. Teraz przybrałam moją poprzednią postać.
Ale zauważyłam pewne zmiany. Moje włosy były o wiele dłuższe tak samo jak miecz.Ale nie miałam teraz czasu żeby przejmować się wyglądem. Bandyci stali patrząc na mnie. Jeden z nich nagle rzucił we mnie nożem, ale ja z łatwością odbiłam to. Moim nowym mieczem walczyło się o wiele lepiej niż poprzednim. Nagle tamci ludzie zaczęli przemieniać się w... atatsushi!? Bezkształtne potwory kroczyły teraz w moją stronę. Nie wiedziałam czy znowu przemienić się w łowcę czy po prostu walczyć z nimi za pomocą katany. Wybrałam jednak drugą opcję. Ruszyłam przed siebie rozcinając potwory. One jednak po zadanym ciosie regenerowały się. Więc nie zostało mi nic innego jak ciągłe zadawanie im ran.
Nagle przypomniało mi się co mówiła profesor Kuyou.
'' (...) Atatsushie można zniszczyć jedynie jedynie cięciem ostatecznym czyli-Saigo no Katto''
Więc nie tracąc czasu przybrałam postać łowcy, wzleciałam w powietrze i wykonałam cięcie ostateczne.
Kiedy spojrzałam z powrotem na atatsushie został z nich tylko czarny pył.
-I po co wam to było?-powiedziałam cicho, lądując na ziemi.
Następnie odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę mojego domu.
piątek, 13 czerwca 2014
Profil Sayaki!
Imię: Sayaka
Nazwisko: Kamisama
Wiek: 16 lat
Płeć: kobieta
Ród: Jestem 20-tym pokoleniem łowców w mojej rodzinie.Praktycznie zostałam wychowana na łowczynię.
Charakter: Poważna,rozsądna,opanowana,sprawiedliwa,spokojna,
małomówna,odpowiedzialna,w miarę,przyjazna,czasem się ,,wywyższa",odważna,romantyczna,przyjacielska,cierpliwa,dojrzała,pomysłowa,czasem surowa,waleczna.Nienawidzi gdy inni widzą w niej tylko ,,zadufaną księżniczkę",a nie prawdziwego łowcę.
Historia:Jestem Sayaka Kamisama od zawsze mieszkałam z rodziną na obrzeżach miasta Sakurai,mieszkaliśmy w bardzo dużej willi.Od początku nauki nie słuchałam się i nie wykonywałam poleceń trenera.Rodzicie zmieniali ich bardzo często ponieważ nie trafili na równie dobrego co cierpliwego.Powiedziano mi że zostanę odesłana do Lasu Najwyższego Pana w pobliskim mieście.Ćwiczyłam się w posługiwaniu mieczem ,a z czasem dowiedziałam się że jest on także Magicznym Łukiem.Na zakończenie każdy uczeń dostawał imię wybrane przez Pana.Zostałam mianowana ,,Tancerką Wojny",od tego czasu gdy chcę użyć magii muszę wypowiedzieć formułę na łaskę Pana:
Ja.Tancerka Wojny Najwyższego Pana i żołnierz w służbie Lwa*.Błagam.Uczynny Enku,szczęśliwy Qilinie władcy niebios i błyskawic,ześlijcie swój gniew i przeszyjcie dusze pomiotów piekielnych!
Gdy wróciłam do rodzinnej willi dowiedziałam się że moi bracia także wyrośli na łowców.Gdy doszły nas słuchy że w mieście Sakurai zaczęły pojawiać się Atsushi wtedy dostałam list od Organizacji że wzywają mnie.Miałam się stawić o 22:00 przy starych hangarach.Od teraz jestem Sayaka Kamisama,Tancerka Wojny,Łowca Błyskawicy.
*żołnierz w służbie Lwa-Lew oznacza znak zodiaku ,bardzo ważny w Lesie.
Broń: Koukarin/Der Freischutz, Miecz/Łuk
Moc: Elektryczność/Łaska Niebios
Dodatkowe:Poświata nazywana ,,Łaską Niebios" ma kolor raz złoty,błękitny lub biały.
Rodzeństwo: 7 braci
Współlokator: Brak
Zwierzak:Brak
Wygląd:
Nazwisko: Kamisama
Wiek: 16 lat
Płeć: kobieta
Ród: Jestem 20-tym pokoleniem łowców w mojej rodzinie.Praktycznie zostałam wychowana na łowczynię.
Charakter: Poważna,rozsądna,opanowana,sprawiedliwa,spokojna,
małomówna,odpowiedzialna,w miarę,przyjazna,czasem się ,,wywyższa",odważna,romantyczna,przyjacielska,cierpliwa,dojrzała,pomysłowa,czasem surowa,waleczna.Nienawidzi gdy inni widzą w niej tylko ,,zadufaną księżniczkę",a nie prawdziwego łowcę.
Historia:Jestem Sayaka Kamisama od zawsze mieszkałam z rodziną na obrzeżach miasta Sakurai,mieszkaliśmy w bardzo dużej willi.Od początku nauki nie słuchałam się i nie wykonywałam poleceń trenera.Rodzicie zmieniali ich bardzo często ponieważ nie trafili na równie dobrego co cierpliwego.Powiedziano mi że zostanę odesłana do Lasu Najwyższego Pana w pobliskim mieście.Ćwiczyłam się w posługiwaniu mieczem ,a z czasem dowiedziałam się że jest on także Magicznym Łukiem.Na zakończenie każdy uczeń dostawał imię wybrane przez Pana.Zostałam mianowana ,,Tancerką Wojny",od tego czasu gdy chcę użyć magii muszę wypowiedzieć formułę na łaskę Pana:
Ja.Tancerka Wojny Najwyższego Pana i żołnierz w służbie Lwa*.Błagam.Uczynny Enku,szczęśliwy Qilinie władcy niebios i błyskawic,ześlijcie swój gniew i przeszyjcie dusze pomiotów piekielnych!
Gdy wróciłam do rodzinnej willi dowiedziałam się że moi bracia także wyrośli na łowców.Gdy doszły nas słuchy że w mieście Sakurai zaczęły pojawiać się Atsushi wtedy dostałam list od Organizacji że wzywają mnie.Miałam się stawić o 22:00 przy starych hangarach.Od teraz jestem Sayaka Kamisama,Tancerka Wojny,Łowca Błyskawicy.
*żołnierz w służbie Lwa-Lew oznacza znak zodiaku ,bardzo ważny w Lesie.
Broń: Koukarin/Der Freischutz, Miecz/Łuk
Moc: Elektryczność/Łaska Niebios
Dodatkowe:Poświata nazywana ,,Łaską Niebios" ma kolor raz złoty,błękitny lub biały.
Rodzeństwo: 7 braci
Współlokator: Brak
Zwierzak:Brak
Wygląd:
od Jennifer:
Obudził mnie budzik.Strąciłam go ze stołka i usiadłam uderzając w głową o górne łóżko należące do siostry.Rozmasowałam głowę i przetarłam oczy po czym kopiąc i depcząc urządzenie doprowadziłam do jego wyłączenia.Podniosłam się ospale i zerknęłam na łóżko Mikki. Było puste, a Zuki'ego nie było w jego pokoju.
~Łowcy...-pomyślałam przewracając oczami.
Zeszłam na dół po schodach i zerknęłam na leżący na parapecie kalendarzyk.Sobota,a kartka wskazuje na zeszłą niedzielę.Wyjrzałam przez okno.Mgła okrywała ulicę.Nie poprawiając nawet błędu niedbalstwa mej ,,rodziny'' poszłam do kuchni.Zjadłam kanapkę i zakładając buty wyszłam na zewnątrz.
Dotarłam na miejsce spotkania z jakimś profesorkiem.Weszłam do małego,dobrze oświetlonego pomieszczenia wyłożonego materacami.Sam stał na jego środku przyglądając mi się.
-Zaczniemy teraz naukę panowania nad mocą.
Rozejrzałam się dookoła i znów spojrzałam na mężczyznę.Naglę świat pobladł.Znałam już przyczynę.Zamknęłam prawe oko by się upewnić.Tak,wszystko było białe i widziałam tylko niewyraźne czarne kontury.Zamknęłam lewe i otworzyłam prawe.Wszystko wróciło do normy.
-Może pan wyłączyć kilka lamp?-spytałam zirytowana.
Światło było zdecydowanie zbyt jasne.
-Dobrze...-powiedział spokojnie całkiem wyłączając oświetlenie-Otwórz oko.
O dziwo teraz wszystko widziałam dokładnie i w miarę jasno.
Zerknęłam na niego.Od tylko podał mi małe lusterko.Z mojego oka ulatywało niebieskie,,światło''.
*po dwóch godzinach*
Profesor nauczył mnie jeszcze wstępnie korzystania z moich pozostałych zdolności.W drodze powrotne dostrzegłam grupkę innych młodych łowców.Ominęłam ich jednak tak,że mnie nie spostrzegli.
Powoli szłam chodnikiem kopiąc kamyk.Wtem drogę przebiegł mi znajomy zwierzak,Zmrużyłam oczy i pobiegłam z anim na boisko.Grało tam już kilku chłopców.Kojarzyłam ich ze szkoły.Jedni rok młodsi ode mnie ,a reszta chodziła ze mną do klasy.Przywitali mnie pojedynczymi okrzykami po czym wrócili do gry.Rozejrzałam się.Gdzieś na przeciwko stał kot.Ten bezdomny sierściuch ,który jak na złość zawsze zabiera drugie śniadanie właśnie mnie.On zdawał się prawie nie zwracać uwagi na moją osobę.
Tupnęłam na niego by przepędzić pchlarza,ale nic z tego.Stał jak stał.Wykrzywiłam się w grymasie niezadowolenia i
podeszłam do chłopaków,którzy najwyraźniej zrobili sobie krótką przerwę.
-Hej!-zawołałam do jednego z młodszych zlanych potem cherlaków.
Obejrzał się na nie zdziwiony.
-Ja nic nie zrobiłem!-krzykną zasłaniając się rękami gdy podeszłam bliżej.
-Oj,ja chcę tylko żebyś mi pożyczył na ziarna słonecznika.
Otworzył szeroko oczy i podał mi kilka monet.Podziękowałam mu i poszłam do sklepu.Usiadłam na murku przy drodze i otworzyłam paczkę.Usłyszałam ciche miauknięcie.-Serio?-spytałam sama siebie unosząc głowę ku niebu i spojrzałam na swoją lewą stronę.
Kot lampił się na mnie i mruczał.
-Spadaj!
On tylko wlazł mi na kolana i wyciągną przysuną pyszczek do opakowania.Przewróciłam oczami i strąciłam go na chodnik.Od kiedy koty coś takiego jedzą?Wstałam i ruszyłam ku centrum miasta.Usłyszawszy coś w bocznej uliczce zerknęłam kątem oka na trójkę ludków z czego dwoje kojarzyłam.Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam wędrówkę.Pchlarz dalej maszerował za mną.Starałam się go ignorować,ale on ciągle zawodził.Nudziło mnie to...Wtedy zadzwonił telefon w mojej kieszeni.
-Co jest?-spytałam ze znudzeniem zakrywając drugie ucho by kot nie zagłuszał mi rozmówcy.
-Gdzie się znowu szlajasz?-głos był spokojny i wyraźnie męski.
-Dziadek?Skąd wiesz,że...
-Powiadomiła mnie o tym Mikka.
-Ja tylko spaceruję....-mruknęłam odrobinę żałośnie.
-Tu chodzi o ogół-powiedział z naganą w głosie,a potem zaczął rozprawiać o tym jak się odseparowałam od reszty rodziny,że to tamto.Znałam ten ochrzan na pamięć więc kłapałam dłonią w rytm gadaniny dziadka.
~Łowcy...-pomyślałam przewracając oczami.
Zeszłam na dół po schodach i zerknęłam na leżący na parapecie kalendarzyk.Sobota,a kartka wskazuje na zeszłą niedzielę.Wyjrzałam przez okno.Mgła okrywała ulicę.Nie poprawiając nawet błędu niedbalstwa mej ,,rodziny'' poszłam do kuchni.Zjadłam kanapkę i zakładając buty wyszłam na zewnątrz.
Dotarłam na miejsce spotkania z jakimś profesorkiem.Weszłam do małego,dobrze oświetlonego pomieszczenia wyłożonego materacami.Sam stał na jego środku przyglądając mi się.
-Zaczniemy teraz naukę panowania nad mocą.
Rozejrzałam się dookoła i znów spojrzałam na mężczyznę.Naglę świat pobladł.Znałam już przyczynę.Zamknęłam prawe oko by się upewnić.Tak,wszystko było białe i widziałam tylko niewyraźne czarne kontury.Zamknęłam lewe i otworzyłam prawe.Wszystko wróciło do normy.
-Może pan wyłączyć kilka lamp?-spytałam zirytowana.
Światło było zdecydowanie zbyt jasne.
-Dobrze...-powiedział spokojnie całkiem wyłączając oświetlenie-Otwórz oko.
O dziwo teraz wszystko widziałam dokładnie i w miarę jasno.
Zerknęłam na niego.Od tylko podał mi małe lusterko.Z mojego oka ulatywało niebieskie,,światło''.
*po dwóch godzinach*
Profesor nauczył mnie jeszcze wstępnie korzystania z moich pozostałych zdolności.W drodze powrotne dostrzegłam grupkę innych młodych łowców.Ominęłam ich jednak tak,że mnie nie spostrzegli.
Powoli szłam chodnikiem kopiąc kamyk.Wtem drogę przebiegł mi znajomy zwierzak,Zmrużyłam oczy i pobiegłam z anim na boisko.Grało tam już kilku chłopców.Kojarzyłam ich ze szkoły.Jedni rok młodsi ode mnie ,a reszta chodziła ze mną do klasy.Przywitali mnie pojedynczymi okrzykami po czym wrócili do gry.Rozejrzałam się.Gdzieś na przeciwko stał kot.Ten bezdomny sierściuch ,który jak na złość zawsze zabiera drugie śniadanie właśnie mnie.On zdawał się prawie nie zwracać uwagi na moją osobę.
Tupnęłam na niego by przepędzić pchlarza,ale nic z tego.Stał jak stał.Wykrzywiłam się w grymasie niezadowolenia i
podeszłam do chłopaków,którzy najwyraźniej zrobili sobie krótką przerwę.
-Hej!-zawołałam do jednego z młodszych zlanych potem cherlaków.
Obejrzał się na nie zdziwiony.
-Ja nic nie zrobiłem!-krzykną zasłaniając się rękami gdy podeszłam bliżej.
-Oj,ja chcę tylko żebyś mi pożyczył na ziarna słonecznika.
Otworzył szeroko oczy i podał mi kilka monet.Podziękowałam mu i poszłam do sklepu.Usiadłam na murku przy drodze i otworzyłam paczkę.Usłyszałam ciche miauknięcie.-Serio?-spytałam sama siebie unosząc głowę ku niebu i spojrzałam na swoją lewą stronę.
Kot lampił się na mnie i mruczał.
-Spadaj!
On tylko wlazł mi na kolana i wyciągną przysuną pyszczek do opakowania.Przewróciłam oczami i strąciłam go na chodnik.Od kiedy koty coś takiego jedzą?Wstałam i ruszyłam ku centrum miasta.Usłyszawszy coś w bocznej uliczce zerknęłam kątem oka na trójkę ludków z czego dwoje kojarzyłam.Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam wędrówkę.Pchlarz dalej maszerował za mną.Starałam się go ignorować,ale on ciągle zawodził.Nudziło mnie to...Wtedy zadzwonił telefon w mojej kieszeni.
-Co jest?-spytałam ze znudzeniem zakrywając drugie ucho by kot nie zagłuszał mi rozmówcy.
-Gdzie się znowu szlajasz?-głos był spokojny i wyraźnie męski.
-Dziadek?Skąd wiesz,że...
-Powiadomiła mnie o tym Mikka.
-Ja tylko spaceruję....-mruknęłam odrobinę żałośnie.
-Tu chodzi o ogół-powiedział z naganą w głosie,a potem zaczął rozprawiać o tym jak się odseparowałam od reszty rodziny,że to tamto.Znałam ten ochrzan na pamięć więc kłapałam dłonią w rytm gadaniny dziadka.
czwartek, 12 czerwca 2014
Powrót
Jako, iż obie założycielki wróciły blog zostaje odwieszony ;D! Od dnia dzisiejszego znów można wysyłać opowiadania.
Yukio
Yukio
niedziela, 8 czerwca 2014
Uwaga!
Z powodu nieobecności założycielek bloga zostaje on tymaczasowo zwieszony. Nie martwcie się opowiadania i profile można wysyłać do nas ponownie od 12 czerwca, ponieważ wyjeżdżamy na parę dni.
Dziękuję za uwagę
Yukio
Dziękuję za uwagę
Yukio
Od Anarchii; Jak zabrałam turystów do niebytu
Młodzi łowcy stali naprzeciwko mnie z małym zaułku pozbawionym miejskiej krzątaniny.
Chłopak bał się bardziej zapach jego strachu wypełniał moje nozdrza, niemal odurzał.
Wiem już co czują moi pobratymcy zmuszając ludzi do robienia złych rzeczy.
Teraz spojrzałam na dziewczynę.
Nerwowo zaciskała dłoń na rękojeści miecza.
Nawet razem nie stanowią zbyt dużego zagrożenia.
Spojrzałam w górę ściany budynków niemal dotykały nieba.
Odwrót możliwy ale trudny.
Moje rozważania trwały tylko chwilę.
Łowcy dalej stali na swoim miejscu próbując nawiązać kontakt wzrokowy.
-Dobrze bardzo dobrze-powiedziałam cicho gładząc ostrze noża .
Wiem że nie powinnam atakować tych którzy nic mi nie zrobili.
Stali tam bezbronni jak pisklęta wyciągnięte z gniazda bez treningu nie mają nawet szans
Spojrzałam w oczy chłopaka.
To czego się spodziewałam nikt nie jest w stanie patrzeć w oczy dłużej niż kilka sekund.
Przeszłam kilka kroków i wyciągnęłam noże.
Zalśniły jakby się tym ciesząc.
-Nie tym razem -wyszeptałam- żadnej krwi
Wyrzuciłam noże w powietrze nad łowcami.
Cofnęli się przerażeni nagłym atakiem.
Broń przeleciała nad ich głowami wbijając się w asfalt po drugiej stronie ulicy.
Zmieniłam postać i popędziłam w kierunku łowców warcząc dziko.
Wyhamowałam tuż przed nimi zatapiając pazury w podłożu.
Obrzuciłam ich pogardliwym spojrzeniem po czym przeskoczyłam im nad głowami lądując po drugiej stronie.
Chwyciłam noże i wykroiłam okrąg w ziemi.
Krawędzie zaświeciły się na biało.
Przejście było otwarte.
Chwilę później oddychałam ciężkim powietrzem niebytu.
Ale coś się nie zgadzało.
Ktoś jeszcze tu był....
Yukio? Kirimi ? Jeśli pozwolicie wolałam bym was radośnie ignorować.
Chłopak bał się bardziej zapach jego strachu wypełniał moje nozdrza, niemal odurzał.
Wiem już co czują moi pobratymcy zmuszając ludzi do robienia złych rzeczy.
Teraz spojrzałam na dziewczynę.
Nerwowo zaciskała dłoń na rękojeści miecza.
Nawet razem nie stanowią zbyt dużego zagrożenia.
Spojrzałam w górę ściany budynków niemal dotykały nieba.
Odwrót możliwy ale trudny.
Moje rozważania trwały tylko chwilę.
Łowcy dalej stali na swoim miejscu próbując nawiązać kontakt wzrokowy.
-Dobrze bardzo dobrze-powiedziałam cicho gładząc ostrze noża .
Wiem że nie powinnam atakować tych którzy nic mi nie zrobili.
Stali tam bezbronni jak pisklęta wyciągnięte z gniazda bez treningu nie mają nawet szans
Spojrzałam w oczy chłopaka.
To czego się spodziewałam nikt nie jest w stanie patrzeć w oczy dłużej niż kilka sekund.
Przeszłam kilka kroków i wyciągnęłam noże.
Zalśniły jakby się tym ciesząc.
-Nie tym razem -wyszeptałam- żadnej krwi
Wyrzuciłam noże w powietrze nad łowcami.
Cofnęli się przerażeni nagłym atakiem.
Broń przeleciała nad ich głowami wbijając się w asfalt po drugiej stronie ulicy.
Zmieniłam postać i popędziłam w kierunku łowców warcząc dziko.
Wyhamowałam tuż przed nimi zatapiając pazury w podłożu.
Obrzuciłam ich pogardliwym spojrzeniem po czym przeskoczyłam im nad głowami lądując po drugiej stronie.
Chwyciłam noże i wykroiłam okrąg w ziemi.
Krawędzie zaświeciły się na biało.
Przejście było otwarte.
Chwilę później oddychałam ciężkim powietrzem niebytu.
Ale coś się nie zgadzało.
Ktoś jeszcze tu był....
Yukio? Kirimi ? Jeśli pozwolicie wolałam bym was radośnie ignorować.
sobota, 7 czerwca 2014
Profil Kotori!
Imię: Kotori
Nazwisko: Morris
Wiek: 16
Ród: Tylko ona i jej brat Yukio są łowcami w rodzinie.
Charakter: Można powiedzieć, ze posiada ona 2 charaktery. Czasem jest miłą, słodka dziewczynką. Innym razem jest jednak złą demonicą. Choć najczęściej zachowuję się po prostu normalnie.
Historia: W dzieciństwie mieszkała w Sakurai, jednak cała jej rodzina przeprowadziła się do spokojniejszego miasta. Niedługo po tym gdy Yukio wrócił do Sakurai, zaczęły pojawiać się u niej dziwne moce. Dostała także tajemniczy list, jak się okazało od organizacji. Było wytłumaczone tam to, ze ona i jej brat są łowcami. Na początku myślała, że to jakiś głupi żart, jednak zadzwoniła do Yukio który wszystko jej dokładnie opowiedział. Wyjechała więc tak jak jej brat do Sakurai.
Broń: Sztylety
Moc: Cień
Dodatkowe: Krucze, czarne skrzydła
Rodzeństwo: Yukio
Współlokator: Yukio
Zwierzak: Brak
Wygląd:
Jako łowca
Nazwisko: Morris
Wiek: 16
Ród: Tylko ona i jej brat Yukio są łowcami w rodzinie.
Charakter: Można powiedzieć, ze posiada ona 2 charaktery. Czasem jest miłą, słodka dziewczynką. Innym razem jest jednak złą demonicą. Choć najczęściej zachowuję się po prostu normalnie.
Historia: W dzieciństwie mieszkała w Sakurai, jednak cała jej rodzina przeprowadziła się do spokojniejszego miasta. Niedługo po tym gdy Yukio wrócił do Sakurai, zaczęły pojawiać się u niej dziwne moce. Dostała także tajemniczy list, jak się okazało od organizacji. Było wytłumaczone tam to, ze ona i jej brat są łowcami. Na początku myślała, że to jakiś głupi żart, jednak zadzwoniła do Yukio który wszystko jej dokładnie opowiedział. Wyjechała więc tak jak jej brat do Sakurai.
Broń: Sztylety
Moc: Cień
Dodatkowe: Krucze, czarne skrzydła
Rodzeństwo: Yukio
Współlokator: Yukio
Zwierzak: Brak
Wygląd:
Jako łowca
piątek, 6 czerwca 2014
Od Yukio: Atsushi, prawie jak człowiek?
-W mieście jest pewna dobra kafejka. Myślałem, że możemy tam pójść...Pasuje Ci to?-spytałem. Ona przytaknęła a ja uśmiechnąłem się. Czułem się przy niej teraz trochę zakłopotany...W końcu na mnie spadł obowiązek pilnowania jej. Nie przeszkadza mi to ale...Po prostu jak mam teraz żyć spokojnie z wiedzą, która była dla mnie niczym słodka, mała siostrzyczka tak naprawdę jest psychopatką? Tak naprawdę można też powiedzieć że się jej trochę...Bałem? Tak właściwie wszystkie się boję, ale jej? Do czego to doszło...Jestem beznadziejny.
-Halo, Yukio idziemy?-wyrwała mnie z zamyślenia Kirmi.
-T-tak! C-chodźmy!-odparłem. Musiałem zachowywać się jak najbardziej naturalnie...Nawet jeśli w tej chwili było to trudne. Kirimi uśmiechnęła się radośnie i złapała mnie za rękę. Ja odwzajemniłem nieśmiało uśmiech i ruszyliśmy w stronę kafejki. Cóż znajdowała się ona w bardziej zaludnionej części miasta. Zresztą jak wszystko oprócz domów i ewentualnie jakiś małych sklepów. Byliśmy w końcu przy kafejce. Weszliśmy razem do środka i usiedliśmy przy stoliku.
-To...Co chcesz? Ja kupię-zaproponowałem. Dziewczyna spojrzała na menu a ja oparłem się na łokciu i wyjrzałem za okno. Ujrzałem coś...Co najmniej dziwnego. W jednym miejscu zebrało się coś w stylu małego czarnego tornada...Czy to nie coś takiego miało być gdy pojawiały się Atsushi!? Zanim Kirimi zdążyła coś powiedzieć wskazałem w tamtym kierunku.
-C-chyba powinniśmy to sprawdzić...Nie sądzisz?-spytałem jednak nieco zaniepokojony. Przecież do tego czasu mieliśmy tylko jeden dzień ćwiczeń. Kirimi ze zrezygnowaniem kiwnęła głową. Najwidoczniej zrozumiała że musimy przerwać nasz spotkanie. Eh...Cały świat przeciwko nam. Wyszliśmy z kafejki i pobiegliśmy w tamto miejsce. Dziwiło mnie tylko jedno...Atsushi w dzień? No, ale cóż trzeba było to sprawdzić. Nie wierze, ze moje nogi nie odmówiły mi posłuszeństwa...Choć bałem się i to okropnie. Dobiegliśmy do jakiejś osamotnionej uliczki i dostrzegliśmy...Dziewczynę z kocimi uszami i ogonem? I to miał być Atsushi? Niemożliwe...Jak to?
Anarchia, zareagujesz na nas?
-Halo, Yukio idziemy?-wyrwała mnie z zamyślenia Kirmi.
-T-tak! C-chodźmy!-odparłem. Musiałem zachowywać się jak najbardziej naturalnie...Nawet jeśli w tej chwili było to trudne. Kirimi uśmiechnęła się radośnie i złapała mnie za rękę. Ja odwzajemniłem nieśmiało uśmiech i ruszyliśmy w stronę kafejki. Cóż znajdowała się ona w bardziej zaludnionej części miasta. Zresztą jak wszystko oprócz domów i ewentualnie jakiś małych sklepów. Byliśmy w końcu przy kafejce. Weszliśmy razem do środka i usiedliśmy przy stoliku.
-To...Co chcesz? Ja kupię-zaproponowałem. Dziewczyna spojrzała na menu a ja oparłem się na łokciu i wyjrzałem za okno. Ujrzałem coś...Co najmniej dziwnego. W jednym miejscu zebrało się coś w stylu małego czarnego tornada...Czy to nie coś takiego miało być gdy pojawiały się Atsushi!? Zanim Kirimi zdążyła coś powiedzieć wskazałem w tamtym kierunku.
-C-chyba powinniśmy to sprawdzić...Nie sądzisz?-spytałem jednak nieco zaniepokojony. Przecież do tego czasu mieliśmy tylko jeden dzień ćwiczeń. Kirimi ze zrezygnowaniem kiwnęła głową. Najwidoczniej zrozumiała że musimy przerwać nasz spotkanie. Eh...Cały świat przeciwko nam. Wyszliśmy z kafejki i pobiegliśmy w tamto miejsce. Dziwiło mnie tylko jedno...Atsushi w dzień? No, ale cóż trzeba było to sprawdzić. Nie wierze, ze moje nogi nie odmówiły mi posłuszeństwa...Choć bałem się i to okropnie. Dobiegliśmy do jakiejś osamotnionej uliczki i dostrzegliśmy...Dziewczynę z kocimi uszami i ogonem? I to miał być Atsushi? Niemożliwe...Jak to?
Anarchia, zareagujesz na nas?
Kirimi: Nowa szkołą i kłótnia
-Nie zbliżaj się nigdy więcej do niego-powiedziałam mierząc kataną w Rozalię
-Nie bądź taka nerwowa. To przecież nic takiego.-tłumaczyła się dziewczyna- Odłóż ten miecz i rozmawiajmy tak jak przed chwilą.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z jednej strony chciałam ją zabić bo przytuliła się do Yukio, a z drugiej nie mogłam bo chłopak by się na mnie wściekł a kto wie? I może tak by się na mnie pogniewał że nie odzywał by się do mnie?
-Dobrze-powiedziałam ze skruchą.
Yukio uśmiechną się do mnie a ja odpowiedziałam mu tym samym. Nagle do sali weszła pani profesor.
-Posłuchajcie-zaczęła- Nasza organizacja otwiera szkołę dla łowców. Nie będzie ona dostępna dla zwykłych ludzi. Z waszych dawnych szkół już zostaliście wypisani więc w poniedziałek przychodzicie tutaj.Dziękuję za uwagę!-zakończyła
Kiedy tylko pani profesor wyszła chwyciłam Yukio za rękę i zaczęłam biegać wokół niego.
-Spokojnie.-powiedział zakłopotany chłopak-o co chodzi?
-Będziemy razem w klasie! Będziemy razem w klasie!-powtarzałam nie przestawając biegać.
-Też się cieszę ale przestań mnie już obracać!
-Dobrze-powiedziałam ze smutkiem.
-Nie rób takiej smutnej minki. Pamiętasz co ci obiecałem?
-Nie.
-A więc po treningu pójdziemy razem do miasta. No chyba że nie chcesz?-zapytał ironicznie
-Oczywiście że chcę iść!
-To przyjdę po ciebie około 15.00 dobrze?
-Dobrze.
Nie wiem czemu wydawało mi się że Yukio jest jakiś dziwny. Ale nie miałam czasu dalej rozmyślać nad tym gdy nagle w drzwiach pojawił się profesor i oznajmił że na dzisiaj już tyle i możemy iść do domu.
<Około 3 godziny potem>
Yukio czekał na mnie przed domem. Kiedy wyszłam powiedział że wyglądam słodko. Ten komplement ucieszył mnie jak żaden inny.
-To w końcu gdzie idziemy?-zapytałam chłopaka.
Yukio?
-Nie bądź taka nerwowa. To przecież nic takiego.-tłumaczyła się dziewczyna- Odłóż ten miecz i rozmawiajmy tak jak przed chwilą.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z jednej strony chciałam ją zabić bo przytuliła się do Yukio, a z drugiej nie mogłam bo chłopak by się na mnie wściekł a kto wie? I może tak by się na mnie pogniewał że nie odzywał by się do mnie?
-Dobrze-powiedziałam ze skruchą.
Yukio uśmiechną się do mnie a ja odpowiedziałam mu tym samym. Nagle do sali weszła pani profesor.
-Posłuchajcie-zaczęła- Nasza organizacja otwiera szkołę dla łowców. Nie będzie ona dostępna dla zwykłych ludzi. Z waszych dawnych szkół już zostaliście wypisani więc w poniedziałek przychodzicie tutaj.Dziękuję za uwagę!-zakończyła
Kiedy tylko pani profesor wyszła chwyciłam Yukio za rękę i zaczęłam biegać wokół niego.
-Spokojnie.-powiedział zakłopotany chłopak-o co chodzi?
-Będziemy razem w klasie! Będziemy razem w klasie!-powtarzałam nie przestawając biegać.
-Też się cieszę ale przestań mnie już obracać!
-Dobrze-powiedziałam ze smutkiem.
-Nie rób takiej smutnej minki. Pamiętasz co ci obiecałem?
-Nie.
-A więc po treningu pójdziemy razem do miasta. No chyba że nie chcesz?-zapytał ironicznie
-Oczywiście że chcę iść!
-To przyjdę po ciebie około 15.00 dobrze?
-Dobrze.
Nie wiem czemu wydawało mi się że Yukio jest jakiś dziwny. Ale nie miałam czasu dalej rozmyślać nad tym gdy nagle w drzwiach pojawił się profesor i oznajmił że na dzisiaj już tyle i możemy iść do domu.
<Około 3 godziny potem>
Yukio czekał na mnie przed domem. Kiedy wyszłam powiedział że wyglądam słodko. Ten komplement ucieszył mnie jak żaden inny.
-To w końcu gdzie idziemy?-zapytałam chłopaka.
Yukio?
Od Yukio: Prawdziwa Kirimi?
Po spotkaniu Rozalii spojrzałem na zegarek. Było już późno.
-Kirimi...Powinniśmy wracać do domów-stwierdziłem cicho. Ona popatrzyła na mnie ze smutkiem.
-Ale mieliśmy gdzieś iść!-odparła. Czułem się niezręcznie. To ja będę tym złym? To moja wina że dawno powinniśmy być w domach? Westchnąłem.
-Kirimi, proszę jestem zmęczony. Jutro gdzieś pójdziemy, ok?-spytałem patrząc na nią z nadzieję.
-Niech będzie-mruknęła obrażona.
-Kirimi naprawdę...
-Pa-odparła mi i pobiegła w kierunku swojego domu...Tak sądzę.
-Da sobie radę, prawda?-spytałem sam siebie.-Co jeśli ktoś ją napadnie i...-wtedy potrząsnąłem przecząco głowo aby odgonić od siebie te myśli. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie na mnie zła...Skierowałem się w stronę mojego domu. Musiałem przejść przez główne miasto. Różniło się bardzo od mojego miejsca zamieszkania. Po mimo późnej pory światła oślepiały swoimi barwami, a wszędzie było słychać rozmowy innych. Czy ci ludzie nie mają co robić po nocach? Nareszcie doszedłem do mojego domu który postawiony był w cichym, spokojnym miejscu. Wchodząc do niego odetchnąłem z ulgą. Miejski koszmar nareszcie się skończył.
*Następny dzień*
Tym razem w hangarze organizacji mieliśmy spotkać się rano. Wstając zjadłem śniadanie, umyłem się, ubrałem i wyszedłem. Na miejscu spotkałem Kirimi. Gdy mnie zobaczyła była ucieszyła się.
-Yukio!-krzyknęła radośnie i momentalnie uściskała mnie.
-T-to znaczy, że nie jesteś zła?-spytałem cicho nieco zdezorientowany.
-Zależy...Pójdziemy gdzieś dzisiaj?-sporzjała na mnie ze słodką minką.
-Jeżeli skończymy wcześniej to tak...A-a teraz choć!-powiedziałem. Ona odsunęła się ode mniei otwarła drzwi przez które weszliśmy. Stróż tym razem nie zareagował. W końcu już nas znał. Niedługo po tym jak weszliśmy na salę dołączyła do nas Rozalia.
-Cześć!-przywitała nas.
-Cześć...-powiedziałem cicho, nieśmiało machając ręką w odróżnieniu od Kirmi która odpowiedziała jej radośnie. Potem dziewczyny zaczęły o czymś rozmawiać, a ja po prostu stałem cicho. Na salę wszedł profesor przez co i one umilkły.
-Witajcie!-powitał nas-Yukio, mogę z tobą o czymś porozmawiać?-zapytał. Zdziwiłem się. O co mogło chodzić? Bez słowa wyszedłem za nim z sali.
-O-o co chodzi?-spytałem niepewnie.
-Musimy porozmawiać o Kirimi-objaśnił. Byłem jeszcze bardziej zdezorientowany. O Kirimi? O co chodzi? I co ja mam z tym wspólnego?
-Widzisz...-kontynuował-Ma ona pewnego rodzaju problemy psychiczne. Można powiedzieć, że ma w sobie coś z psychopatki która jest na skraju szaleństwa.
-Ż-że niby Kirimi?-spytałem zdziwiony. Przecież ona była taka radosna, słodka, niewinna...Jak ktoś taki może być psychopatką!?-Niezbyt rozumiem...
-Przy tobie nigdy taka nie jest ponieważ jesteś jakby...Hm...Jej podporą psychiczną. Daltego też chciałbym abyś spędzał z nią dużo czasu, a w razie czego ją uspokajał, dobrze?-wyjaśnił i spytał. Zaniemówiłem. W ogóle tego nie rozumiałem.
-T-tak...Chyba...-powiedziałem tylko. Następnie wróciłem na salę, a profesor jeszcze gdzieś na chwilę poszedł. Od razu podbiegły do mnie dziewczyny.
-Co się stało?-spytała zaciekawiona Kirimi. Co miałem odpowiedzieć? Nie mogłem powiedzieć prawdy...Dalej w to nie wierzyłem.
-Nic takiego...-powiedziałem cicho.
-Oj no powiedz nam!-powiedziała Rozalia przysuwając się jak dla mnie o wiele za blisko! Zarumniłem się.
-Odsuń się od mojego, braciszka-powiedziała Kirimi przeszywając ją morderczym wzrokiem i powoli wysuwając katanę. Czyli to była prawdziwa ona!?
-K-kirimi uspokój s-się...-powiedziałem nieco zaniepokojony jej zachowanie przechylając głowę, na tyle ile mogłem w jej stronę. Rozalia westchnęła i odsunęła się ode mnie. Uratowany! Tylko co dalej...Patrzyły na siebie w ciszy i nic nie robiły.
Rozalia lub Kirimi, co dalej?
-Kirimi...Powinniśmy wracać do domów-stwierdziłem cicho. Ona popatrzyła na mnie ze smutkiem.
-Ale mieliśmy gdzieś iść!-odparła. Czułem się niezręcznie. To ja będę tym złym? To moja wina że dawno powinniśmy być w domach? Westchnąłem.
-Kirimi, proszę jestem zmęczony. Jutro gdzieś pójdziemy, ok?-spytałem patrząc na nią z nadzieję.
-Niech będzie-mruknęła obrażona.
-Kirimi naprawdę...
-Pa-odparła mi i pobiegła w kierunku swojego domu...Tak sądzę.
-Da sobie radę, prawda?-spytałem sam siebie.-Co jeśli ktoś ją napadnie i...-wtedy potrząsnąłem przecząco głowo aby odgonić od siebie te myśli. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie na mnie zła...Skierowałem się w stronę mojego domu. Musiałem przejść przez główne miasto. Różniło się bardzo od mojego miejsca zamieszkania. Po mimo późnej pory światła oślepiały swoimi barwami, a wszędzie było słychać rozmowy innych. Czy ci ludzie nie mają co robić po nocach? Nareszcie doszedłem do mojego domu który postawiony był w cichym, spokojnym miejscu. Wchodząc do niego odetchnąłem z ulgą. Miejski koszmar nareszcie się skończył.
*Następny dzień*
Tym razem w hangarze organizacji mieliśmy spotkać się rano. Wstając zjadłem śniadanie, umyłem się, ubrałem i wyszedłem. Na miejscu spotkałem Kirimi. Gdy mnie zobaczyła była ucieszyła się.
-Yukio!-krzyknęła radośnie i momentalnie uściskała mnie.
-T-to znaczy, że nie jesteś zła?-spytałem cicho nieco zdezorientowany.
-Zależy...Pójdziemy gdzieś dzisiaj?-sporzjała na mnie ze słodką minką.
-Jeżeli skończymy wcześniej to tak...A-a teraz choć!-powiedziałem. Ona odsunęła się ode mniei otwarła drzwi przez które weszliśmy. Stróż tym razem nie zareagował. W końcu już nas znał. Niedługo po tym jak weszliśmy na salę dołączyła do nas Rozalia.
-Cześć!-przywitała nas.
-Cześć...-powiedziałem cicho, nieśmiało machając ręką w odróżnieniu od Kirmi która odpowiedziała jej radośnie. Potem dziewczyny zaczęły o czymś rozmawiać, a ja po prostu stałem cicho. Na salę wszedł profesor przez co i one umilkły.
-Witajcie!-powitał nas-Yukio, mogę z tobą o czymś porozmawiać?-zapytał. Zdziwiłem się. O co mogło chodzić? Bez słowa wyszedłem za nim z sali.
-O-o co chodzi?-spytałem niepewnie.
-Musimy porozmawiać o Kirimi-objaśnił. Byłem jeszcze bardziej zdezorientowany. O Kirimi? O co chodzi? I co ja mam z tym wspólnego?
-Widzisz...-kontynuował-Ma ona pewnego rodzaju problemy psychiczne. Można powiedzieć, że ma w sobie coś z psychopatki która jest na skraju szaleństwa.
-Ż-że niby Kirimi?-spytałem zdziwiony. Przecież ona była taka radosna, słodka, niewinna...Jak ktoś taki może być psychopatką!?-Niezbyt rozumiem...
-Przy tobie nigdy taka nie jest ponieważ jesteś jakby...Hm...Jej podporą psychiczną. Daltego też chciałbym abyś spędzał z nią dużo czasu, a w razie czego ją uspokajał, dobrze?-wyjaśnił i spytał. Zaniemówiłem. W ogóle tego nie rozumiałem.
-T-tak...Chyba...-powiedziałem tylko. Następnie wróciłem na salę, a profesor jeszcze gdzieś na chwilę poszedł. Od razu podbiegły do mnie dziewczyny.
-Co się stało?-spytała zaciekawiona Kirimi. Co miałem odpowiedzieć? Nie mogłem powiedzieć prawdy...Dalej w to nie wierzyłem.
-Nic takiego...-powiedziałem cicho.
-Oj no powiedz nam!-powiedziała Rozalia przysuwając się jak dla mnie o wiele za blisko! Zarumniłem się.
-Odsuń się od mojego, braciszka-powiedziała Kirimi przeszywając ją morderczym wzrokiem i powoli wysuwając katanę. Czyli to była prawdziwa ona!?
-K-kirimi uspokój s-się...-powiedziałem nieco zaniepokojony jej zachowanie przechylając głowę, na tyle ile mogłem w jej stronę. Rozalia westchnęła i odsunęła się ode mnie. Uratowany! Tylko co dalej...Patrzyły na siebie w ciszy i nic nie robiły.
Rozalia lub Kirimi, co dalej?
Od Rozalii:Te pierwsze dni...
Byłam obok jakiejś... hali. Tam miał być mój pierwszy trening. Jakiś facet zaprowadził mnie gdzie trzeba. Kiedy skończyłam kazali mi iść znowu gdzie indziej. Miałam poznać jeszcze jakiś innych łowców. Wchodząc do pomieszczenia wpadłam na nich.
- Przepraszamy! - krzyknęli razem ( chłopak trochę cicho ).
- N-nic nie szkodzi! - odpowiedziałam nieco zawstydzona.
- Nic Ci nie jest? - spytali oboje, a chłopak pomógł mi wstać.
- Nie, nic - powiedziałam.
- Jestem Kirimi, to Yukio, a ty jak się nazywasz? - powiedziała jednym tchem.
- Rozalia. Witam łowców!
- I my Ciebie też witamy. Jak zgaduje łowca? - spytała.
- Tak. Chyba będziemy na siebie skazani - odpowiedziałam.
- Najwyraźniej - roześmiała się.
- Może nie będziecie tu siedzieć i was wypuszczę? - zapytałam.
- Możesz - zaśmiała się.
Wróciłam do domu. Była 2:00 w nocy. Na szczęście był piątek i następnego dnia nie było szkoły. Nie za wiele spałam. Ciągle myślałam o Kirimi i tym chłopaku... Yukio... Był nawet... Jak to się mówiło? ... Słodki? Nie zaraz! O czym ja myślę! Muszę sobie to wybić z głowy! I tak mam problemy z nauką! Poza tym ja nie umiem ,,lubić" chłopaków. Nie zakocham się i tyle... Dobra nie zaprzyjaźnię, ale też się nie zakocham. Jak już to nie w takiej osobie. Koniec tego tematu.
*Następny dzień*
Dzisiaj zaczynam trenować z innymi. Przyszłam już do tej "hali".
-Cześć! - powitałam ich.
-Cześć! - odpowiedzieli oboje.
Któreś dokończy?
- Przepraszamy! - krzyknęli razem ( chłopak trochę cicho ).
- N-nic nie szkodzi! - odpowiedziałam nieco zawstydzona.
- Nic Ci nie jest? - spytali oboje, a chłopak pomógł mi wstać.
- Nie, nic - powiedziałam.
- Jestem Kirimi, to Yukio, a ty jak się nazywasz? - powiedziała jednym tchem.
- Rozalia. Witam łowców!
- I my Ciebie też witamy. Jak zgaduje łowca? - spytała.
- Tak. Chyba będziemy na siebie skazani - odpowiedziałam.
- Najwyraźniej - roześmiała się.
- Może nie będziecie tu siedzieć i was wypuszczę? - zapytałam.
- Możesz - zaśmiała się.
Wróciłam do domu. Była 2:00 w nocy. Na szczęście był piątek i następnego dnia nie było szkoły. Nie za wiele spałam. Ciągle myślałam o Kirimi i tym chłopaku... Yukio... Był nawet... Jak to się mówiło? ... Słodki? Nie zaraz! O czym ja myślę! Muszę sobie to wybić z głowy! I tak mam problemy z nauką! Poza tym ja nie umiem ,,lubić" chłopaków. Nie zakocham się i tyle... Dobra nie zaprzyjaźnię, ale też się nie zakocham. Jak już to nie w takiej osobie. Koniec tego tematu.
*Następny dzień*
Dzisiaj zaczynam trenować z innymi. Przyszłam już do tej "hali".
-Cześć! - powitałam ich.
-Cześć! - odpowiedzieli oboje.
Któreś dokończy?
czwartek, 5 czerwca 2014
Od Anarchii: Stal i Krew
W jednej chwili to co znałam obróciło się w ruinę.
Gniew przebił się przez przywiązanie jak ostrzę przez ciało.
Wszystko wymaga ofiary nawet zło.
Chłodny metal dotkną mojego karku.
Zarz zginę tak ja inni moja krew posłuży do otwarcia portalu.
Nóż uniósł się by zadać ostateczny cios.
Skupiłam się na betonowej posadce przede mną.
Lśniła od wilgoci i była pokryta siatka drobnych pęknięć.
Przeniosłam wzrok na ścianę równie zniszczoną i wyblakłą.
Potem zobaczyłam krew.
Zdobiła ścianę jak makabryczny gobelin na zamku szaleńca.
-Nie-powiedziałam głosem tak słabym że równie dobrze mogłam wcale tego nie mówić- moje życie należy do mnie
Przewróciłam się na plecy przygniatając oprawcę potem poczułam ból.
Czym jest ból wobec tego?Postawiłam się mam prawo do decydowania o własnym losie.
Wycofałam się.
Potem on skoczył na mnie i przygwoździł mnie do ściany.
Jego zęby połyskiwały w mdłym świetle lampy oddech cuchnął alkoholem.
-Myślisz się twoje życie jest moje i ja zdecyduje jak je zakończyć!
Odepchnęłam go drapiąc i gryząc.
Wycofał się pod gradem ciosów upuszczając nóż.
Przybrałam ludzką postać.
Moje złe oblicze to którego tak nienawidził.
Podniosłam nóż jeszcze ociekający krwią mojej rodziny.
Zaśmiałam się histerycznie mam szansę
-Nigdy więcej.....
Wycofywał się powoli z kierunku drzwi kurczowo ściskają drugi nóż.
Doskoczyłam do niego obnażając zęby.
Spojrzałam mu w oczy pełne teraz strachu.
-Nie ,..proszę-wychlipał demon leżący u moich stóp
-Nigdy więcej ....tato
Wbiłam nóż w jego gardło trysnęła krew czerwona i gęsta.
Dotknęłam wargami ostrza pokrytego gorącą krwią potwora który był moim ojcem.
-Nigdy -słowo zabrzmiało w powietrzu ze zdwojoną mocą
Mam teraz szansę na nowe życie i nie zmarnuje jej
CDN
Gniew przebił się przez przywiązanie jak ostrzę przez ciało.
Wszystko wymaga ofiary nawet zło.
Chłodny metal dotkną mojego karku.
Zarz zginę tak ja inni moja krew posłuży do otwarcia portalu.
Nóż uniósł się by zadać ostateczny cios.
Skupiłam się na betonowej posadce przede mną.
Lśniła od wilgoci i była pokryta siatka drobnych pęknięć.
Przeniosłam wzrok na ścianę równie zniszczoną i wyblakłą.
Potem zobaczyłam krew.
Zdobiła ścianę jak makabryczny gobelin na zamku szaleńca.
-Nie-powiedziałam głosem tak słabym że równie dobrze mogłam wcale tego nie mówić- moje życie należy do mnie
Przewróciłam się na plecy przygniatając oprawcę potem poczułam ból.
Czym jest ból wobec tego?Postawiłam się mam prawo do decydowania o własnym losie.
Wycofałam się.
Potem on skoczył na mnie i przygwoździł mnie do ściany.
Jego zęby połyskiwały w mdłym świetle lampy oddech cuchnął alkoholem.
-Myślisz się twoje życie jest moje i ja zdecyduje jak je zakończyć!
Odepchnęłam go drapiąc i gryząc.
Wycofał się pod gradem ciosów upuszczając nóż.
Przybrałam ludzką postać.
Moje złe oblicze to którego tak nienawidził.
Podniosłam nóż jeszcze ociekający krwią mojej rodziny.
Zaśmiałam się histerycznie mam szansę
-Nigdy więcej.....
Wycofywał się powoli z kierunku drzwi kurczowo ściskają drugi nóż.
Doskoczyłam do niego obnażając zęby.
Spojrzałam mu w oczy pełne teraz strachu.
-Nie ,..proszę-wychlipał demon leżący u moich stóp
-Nigdy więcej ....tato
Wbiłam nóż w jego gardło trysnęła krew czerwona i gęsta.
Dotknęłam wargami ostrza pokrytego gorącą krwią potwora który był moim ojcem.
-Nigdy -słowo zabrzmiało w powietrzu ze zdwojoną mocą
Mam teraz szansę na nowe życie i nie zmarnuje jej
CDN
środa, 4 czerwca 2014
Od Yukio: Moja słodka "siostrzyczka"
Stróż zaprowadził mnie do wielkiej sali. Sadze, ze była to sala w której odbywały się ćwiczenia. Ujrzałem dziewczynę latającą na potężnych, białych skrzydłach. Miała błękitne włosy. Nie mogłem dostrzec koloru jej oczu ponieważ była wysoko. Naglę oplątał ją jakiś łańcuch i spadła prosto w moje ramiona. Gdy spojrzałem w jej oczy zaniemówiłem. Ona przypominała moją jedyną przyjaciółkę z dzieciństwa...Moją słodka "siostrzyczkę"...Czy to naprawdę była...
-K-kirimi?-spytałem cicho zdziwiony.
-Yukio?-odpowiedziała dziewczyna.
-A znasz kogoś kto mówi równie cicho co ja?-zapytałem uśmiechając się delikatnie. Nie wiedziałem czy powinienem płakać czy może się śmiać.
-Nie znam.-odparła dziewczyna ściskając mnie.
-H-hej! Spokojnie-wykrztusiłem z siebie zawstydzony.
-Tęskniłam za tobą-powiedziała słodki głosem Kirimi.
-Tak...Ja za tobą też.-uśmiechnąłem się nieśmiało.
-Zawsze będziesz moim starszym braciszkiem-odparła dziewczyna ściskając mnie coraz mocniej.
-K-kirimi wystarczy...Udusisz mnie-powiedziałem odwracając wzrok. Na moich policzkach zaczęły pojawiać się rumieńce.
-Spokojnie. Gdy jesteś przy mnie nic ci nie grozi.-dziewczyna coraz bardziej mnie ściskała.
-Kirimi...-powiedziałem tylko cicho. Robiło się coraz bardziej niezręcznie, ale nie mogłem jej odepchnąć
-No już, uspokójcie się-przerwał nagle jak sądzę profesor.-Czułość zostawcie na później.
Kirmi na szczęście puściła mnie, a ja odetchnąłem z ulgą.Potem poszliśmy razem za profesorem. Zaczęliśmy ćwiczenia, jednak Kirimi nie dała zabić mi ani jednego Atsushiego. Choć może to nawet lepiej? W końcu nie sądzę żebym się do tego nadawał.
-Yukio patrz jak zabiłam tego Atsushiego!-zawołała do mnie entuzjastycznie.-Ładnie?
Popatrzyłem się na nią nieco zdziwiony, ale po chwilo miałem już normalną minę. No tak...W końcu to była ta słodka Kirimi.
-Tak, dobra robota-odparłem cicho.
-Patrz teraz! Patrz jaki wielki!-krzyczała cały czas dziewczyna, zabijając kolejne demony. Któryś z potworów zaatakował mnie, już miałem go zniszczyć jednak Kirmi była szybsza. Tuż przed moimi oczyma śmignęła jej katana. Dziewczyna nie wiadomo czemu momentalnie odrzuciła miecz w bok, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła przepraszać.
-Przepraszam Yukio. Na pewno nic ci nie jest?-spytała.
-Nie musisz p-przecież przepraszać...T-tak nic mi nie jest-powiedziałem znów zawstydzony-Można nawet powiedzieć, że mnie uratowałaś, prawda?-uśmiechnąłem się nieśmiało i poklepałem ją lekko po głowie.
-Czyi nie jesteś zły?-popatrzyła na mnie robiąc słodką minę.
-Jak mógłbym być na Ciebie zły?-spytałem ironicznie. Ona zaśmiała się i uśmiechnęła.
-Dobrze dziś chyba i tak już nic nie zrobimy...Wracajcie do domu. Widzimy się jutro o tej samej godzinie-powiedział profesor. Ja skinąłem głową i już miałem iść jednak Kirimi pociągnęła mnie za rękę.
-Hm, o co chodzi?-spytałem.
-Chodźmy gdzieś razem...Proszę.-popatrzyła na mnie znów robiąc słodkie oczy. Przewróciłem oczami.
-Jesteś zbyt urocza, wiesz?-spytałem uśmiechając się.-To może pójdziemy do jakiejś kafejki? Jeśli są jeszcze jakieś otwarte.
-Tak! Chodźmy!-ucieszyła się i pociągnęła mnie w stronę wyjścia. Tam jednak wpadliśmy na jakąś dziewczynę. Miała białe włosy oraz dwukolorowe oczy. Jedno było niebieskie, a drugie złote.
-P-przepraszamy!-powiedziałem cicho zawstydzony. Może i przy Kirimi jestem nieco odważniejszy, ale przy innych ludziach boję się odezwać choć jednym słowem. To głupie, tak wiem, ale nic na to nie poradzę.
Rozalia? Kirimi?
-K-kirimi?-spytałem cicho zdziwiony.
-Yukio?-odpowiedziała dziewczyna.
-A znasz kogoś kto mówi równie cicho co ja?-zapytałem uśmiechając się delikatnie. Nie wiedziałem czy powinienem płakać czy może się śmiać.
-Nie znam.-odparła dziewczyna ściskając mnie.
-H-hej! Spokojnie-wykrztusiłem z siebie zawstydzony.
-Tęskniłam za tobą-powiedziała słodki głosem Kirimi.
-Tak...Ja za tobą też.-uśmiechnąłem się nieśmiało.
-Zawsze będziesz moim starszym braciszkiem-odparła dziewczyna ściskając mnie coraz mocniej.
-K-kirimi wystarczy...Udusisz mnie-powiedziałem odwracając wzrok. Na moich policzkach zaczęły pojawiać się rumieńce.
-Spokojnie. Gdy jesteś przy mnie nic ci nie grozi.-dziewczyna coraz bardziej mnie ściskała.
-Kirimi...-powiedziałem tylko cicho. Robiło się coraz bardziej niezręcznie, ale nie mogłem jej odepchnąć
-No już, uspokójcie się-przerwał nagle jak sądzę profesor.-Czułość zostawcie na później.
Kirmi na szczęście puściła mnie, a ja odetchnąłem z ulgą.Potem poszliśmy razem za profesorem. Zaczęliśmy ćwiczenia, jednak Kirimi nie dała zabić mi ani jednego Atsushiego. Choć może to nawet lepiej? W końcu nie sądzę żebym się do tego nadawał.
-Yukio patrz jak zabiłam tego Atsushiego!-zawołała do mnie entuzjastycznie.-Ładnie?
Popatrzyłem się na nią nieco zdziwiony, ale po chwilo miałem już normalną minę. No tak...W końcu to była ta słodka Kirimi.
-Tak, dobra robota-odparłem cicho.
-Patrz teraz! Patrz jaki wielki!-krzyczała cały czas dziewczyna, zabijając kolejne demony. Któryś z potworów zaatakował mnie, już miałem go zniszczyć jednak Kirmi była szybsza. Tuż przed moimi oczyma śmignęła jej katana. Dziewczyna nie wiadomo czemu momentalnie odrzuciła miecz w bok, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła przepraszać.
-Przepraszam Yukio. Na pewno nic ci nie jest?-spytała.
-Nie musisz p-przecież przepraszać...T-tak nic mi nie jest-powiedziałem znów zawstydzony-Można nawet powiedzieć, że mnie uratowałaś, prawda?-uśmiechnąłem się nieśmiało i poklepałem ją lekko po głowie.
-Czyi nie jesteś zły?-popatrzyła na mnie robiąc słodką minę.
-Jak mógłbym być na Ciebie zły?-spytałem ironicznie. Ona zaśmiała się i uśmiechnęła.
-Dobrze dziś chyba i tak już nic nie zrobimy...Wracajcie do domu. Widzimy się jutro o tej samej godzinie-powiedział profesor. Ja skinąłem głową i już miałem iść jednak Kirimi pociągnęła mnie za rękę.
-Hm, o co chodzi?-spytałem.
-Chodźmy gdzieś razem...Proszę.-popatrzyła na mnie znów robiąc słodkie oczy. Przewróciłem oczami.
-Jesteś zbyt urocza, wiesz?-spytałem uśmiechając się.-To może pójdziemy do jakiejś kafejki? Jeśli są jeszcze jakieś otwarte.
-Tak! Chodźmy!-ucieszyła się i pociągnęła mnie w stronę wyjścia. Tam jednak wpadliśmy na jakąś dziewczynę. Miała białe włosy oraz dwukolorowe oczy. Jedno było niebieskie, a drugie złote.
-P-przepraszamy!-powiedziałem cicho zawstydzony. Może i przy Kirimi jestem nieco odważniejszy, ale przy innych ludziach boję się odezwać choć jednym słowem. To głupie, tak wiem, ale nic na to nie poradzę.
Rozalia? Kirimi?
Kirimi: Spotkanie po latach...
-Jeszcze raz! Tylko tym razem się przyłóż!-wykrzyczał profesor.
-Dobrze!-odpowiedziałam w pośpiechu rozwalając kolejnego Atatsushiego.
W sumie bardzo mi się to podobało. Mogłam w końcu uwolnić się od nadmiaru
energii, która już od dłuższego czasu dawała o sobie znaki. Nagle drzwi otworzyły
się a do sali wszedł chłopak. Miał takie same skrzydła jak ja, tylko może trochę
mniejsze. Jego włosy były białe a ręce oplątane łańcuchami. kiedy spojrzałam na
jego oczy wtedy... poznałam go! To był Yukio! Mój przyjaciel z dzieciństwa.
Bawiłam się z nim i Kotori. Nagle z marzeń wyrwał mnie szczęk łańcucha, który
oplątał moje skrzydła co spowodowało że spadłam. Byłam pewna że spadnę
prosto na ziemię ale nic takiego nie nastąpiło. Zamiast zimnej betonowej podłogi,
czułam na sobie dotyk dwóch ciepłych dłoni. Kiedy otworzyłam oczy byłam na
rękach Yukio, a on wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
Yukio?
-Dobrze!-odpowiedziałam w pośpiechu rozwalając kolejnego Atatsushiego.
W sumie bardzo mi się to podobało. Mogłam w końcu uwolnić się od nadmiaru
energii, która już od dłuższego czasu dawała o sobie znaki. Nagle drzwi otworzyły
się a do sali wszedł chłopak. Miał takie same skrzydła jak ja, tylko może trochę
mniejsze. Jego włosy były białe a ręce oplątane łańcuchami. kiedy spojrzałam na
jego oczy wtedy... poznałam go! To był Yukio! Mój przyjaciel z dzieciństwa.
Bawiłam się z nim i Kotori. Nagle z marzeń wyrwał mnie szczęk łańcucha, który
oplątał moje skrzydła co spowodowało że spadłam. Byłam pewna że spadnę
prosto na ziemię ale nic takiego nie nastąpiło. Zamiast zimnej betonowej podłogi,
czułam na sobie dotyk dwóch ciepłych dłoni. Kiedy otworzyłam oczy byłam na
rękach Yukio, a on wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
Yukio?
wtorek, 3 czerwca 2014
Profil Rozalii!
Imię: Rozalia
Nazwisko: Night
Wiek: 15 lat
Płeć: kobieta
Ród: Jestem pierwsza. No chyba, że o czymś nie wiem.
Charakter: Spokojna,uparta,"miła" na swój sposób,zwykle mało mówi jednak kiedy się rozgada to nie ma przebacz,jeśli się z
nią zadrze/obrazi odpłaci z nawiązką,czasami trochę jej "odbija",często twierdzi "Nawet gdy nie mam racji,to ją mam" lub
"Nie odzywaj się jak nie wiesz",we wszystkim chce być dobra albo najlepsza.
Historia: Mieszkałam nie daleko Sakurai. Zmieniło się to kiedy skończyłam 13 lat. Dostałam propozycję dojścia do lepszej szkoły. Nie miałam żadnych problemów. Dopóki... Nie zaczęłam widzieć ich... Przeklętych Atsushi ! Zniszczyły mi życie. Na początku dawało się je znieść, ale potem... zaczęły się pojawiać w trakcie lekcji. Rozpraszały mnie przez co moje stopnie się pogorszyły. Mało brakowało, a trafiłabym do psychiatryka. Nie wiedziałam co robić. Jednego dnia kiedy siedziałam po szkole w moim mieszkaniu ( wynajmuję mieszkanie za stypendium, za zgodą rodziców ) coś uderzyło mnie, wzięłam broń i poszłam na pole. Tam było pełno Atsushi. Nie wiele myśląc zaczęłam do nich strzelać. Kiedy skończyłam zawołałam: Zeit! Bierz ich! Wymordowała ich tyle ile mogła. Wtedy przyszedł jakiś... facet.
- Odłóż to i odwołaj psa - powiedział.
- Niech będzie... - odpowiedziałam, schowałam broń i skinęłam do Zeit by się uspokoiła.
- Nazwijmy to tak... jesteś łowczynią. Z tego co wiemy pierwszą w twoim rodzie - wydusił.
- Normalnie bym cię wyśmiała i powiedziała, że oszalałeś, ale biorąc pod uwagę obecną sytuację wierzę Ci - powiedziałam jednym tchem.
- Jutro o 22:00 masz być w tym miejscu - powiedział dając mi kartkę.
Odszedł. Następnego dnia byłam w tamtym miejscu.
Broń: Broń strzelnicza. ( Zwykle palna, ale z łuku też potrafię strzelać )
Moc: Czas
Dodatkowe: Wilcze uszy i ogon.
Rodzeństwo: Mam brata, ale chyba nie jest łowcą.
Współlokator:
Zwierzak: Wilczyca Zeit ( widoczna na zdjęciu łowcy, ona jest pod wpływem mojej mocy )
Wygląd:
Jako łowca:
Nazwisko: Night
Wiek: 15 lat
Płeć: kobieta
Ród: Jestem pierwsza. No chyba, że o czymś nie wiem.
Charakter: Spokojna,uparta,"miła" na swój sposób,zwykle mało mówi jednak kiedy się rozgada to nie ma przebacz,jeśli się z
nią zadrze/obrazi odpłaci z nawiązką,czasami trochę jej "odbija",często twierdzi "Nawet gdy nie mam racji,to ją mam" lub
"Nie odzywaj się jak nie wiesz",we wszystkim chce być dobra albo najlepsza.
Historia: Mieszkałam nie daleko Sakurai. Zmieniło się to kiedy skończyłam 13 lat. Dostałam propozycję dojścia do lepszej szkoły. Nie miałam żadnych problemów. Dopóki... Nie zaczęłam widzieć ich... Przeklętych Atsushi ! Zniszczyły mi życie. Na początku dawało się je znieść, ale potem... zaczęły się pojawiać w trakcie lekcji. Rozpraszały mnie przez co moje stopnie się pogorszyły. Mało brakowało, a trafiłabym do psychiatryka. Nie wiedziałam co robić. Jednego dnia kiedy siedziałam po szkole w moim mieszkaniu ( wynajmuję mieszkanie za stypendium, za zgodą rodziców ) coś uderzyło mnie, wzięłam broń i poszłam na pole. Tam było pełno Atsushi. Nie wiele myśląc zaczęłam do nich strzelać. Kiedy skończyłam zawołałam: Zeit! Bierz ich! Wymordowała ich tyle ile mogła. Wtedy przyszedł jakiś... facet.
- Odłóż to i odwołaj psa - powiedział.
- Niech będzie... - odpowiedziałam, schowałam broń i skinęłam do Zeit by się uspokoiła.
- Nazwijmy to tak... jesteś łowczynią. Z tego co wiemy pierwszą w twoim rodzie - wydusił.
- Normalnie bym cię wyśmiała i powiedziała, że oszalałeś, ale biorąc pod uwagę obecną sytuację wierzę Ci - powiedziałam jednym tchem.
- Jutro o 22:00 masz być w tym miejscu - powiedział dając mi kartkę.
Odszedł. Następnego dnia byłam w tamtym miejscu.
Broń: Broń strzelnicza. ( Zwykle palna, ale z łuku też potrafię strzelać )
Moc: Czas
Dodatkowe: Wilcze uszy i ogon.
Rodzeństwo: Mam brata, ale chyba nie jest łowcą.
Współlokator:
Zwierzak: Wilczyca Zeit ( widoczna na zdjęciu łowcy, ona jest pod wpływem mojej mocy )
Wygląd:
Jako łowca:
Od Yukio: Co jeszcze mnie spotka?
Pierwszy dzień w Sakurai...Jakiś podejrzany mężczyzna zaciąga mnie w ślepą uliczkę. Czy może być lepiej?-pomyślałem. Nie miałem pojęcia o co chodzi. Byłem zdezorientowany i wystraszony...Czyli prawie jak zawsze.
-Więc...-zdołałem wydusić z siebie nieśmiało, drżącym głosem.-O co chodzi?
-Yukio, posłuchaj. Jestem z organizacji do której należą łowcy. Uprzedzając twoje pytanie łowcy to osoby które posiadają specjalną moc. Osoby te widzą tak zwane Atsushi. Są to...Jakby to ująć żebyś zrozumiał? Demony. Tak to najtrafniejsze słowo. Oprócz tego łowcy posiadają specjalne bronie oraz zdolności nadnaturalne.-gdy skończył mówić westchnął. Ja popatrzyłem na niego ze zdziwieniem. Czy to miał być żart?
-P-przepraszam, ale...Nie mogę w to uwierzyć...-powiedziałem cicho. Jak zresztą można wierzyć w coś takiego? Jednak zamiast odwrócić się i pójść popatrzyłem na niego wyczekującym wzrokiem. Chciał jeszcze czegoś ode mnie? Przełknąłem ślinę.
-Więc...-zacząłem jednak nie skończyłem bo przeleciał koło mnie jakiś mały stwór. Odskoczyłem szybko do tyłu.
-C-co to jest?-zapytałem spanikowany.
-To właśnie atsushi...Ten jest akurat mały jednak są o wiele większe.-powiedział po czym wyciągnął błyskający pistolet i strzelił w potwora, który się rozpłyną.-Pojawiają się tylko w nocy. Są z innego świata.-dokończył.
-N-nawet jeśli...N-nie sądzie żebym mógł być łowcą.-powiedziałem dalej nieco drżącym głosem. W końcu stał przede mną mężczyzna, którego nie znam. W dodatku w swej dłoni trzymał dalej błyszczącą broń.
-Na pewno dasz sobie radę...-powiedział po czym popatrzył na mnie, a raczej na moje ręcę.-Widzę że twoja broń już sama się pojawiła.
Stałem chwilę nie wiedząc co robić. Następnie także spojrzałem na moje ręcę. Wokół nich oplatały się...Łańcuchy? Skąd!?
-Przyjdź jutro pod ten adres-powiedział podając mi kartkę na której było nabazgrane coś długopisem. Następnie poszedł jak gdyby nigdy nic. Łańcuchy z moich rąk zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Westchnąłem i wróciłem do domu który wynajmowałem dość tanio.
*Rano*
Obudziłem się i ruszyłem w stronę łazienki. Wchodząc do niej i mój wzrok powędrował w stronę lustra. Byłem jeszcze zaspany, ale szybko zwróciłem uwagę na jedną rzecz.
-Skrzydła!?-wykrzyknąłem zdziwiony. Mimo wszystko był to dość cichy krzyk. Tak właściwie nie wiem czy potrafię mówić choć trochę głośnym głosem. Dopiero po chwili przypominałem sobie o wczorajszym zajściu. Westchnąłem więc, chwyciłem za jakąś książkę i wziąłem się za naukę. Gdy zobaczyłem, że promienie słoneczne już przestają drażnić moje oczy, a samo słońce chowa się za wielkimi budynkami wyszedłem z domu. Starałem się choć trochę ukryć skrzydła więc zarzuciłem na siebie luźną bluzę z kapturem po czym wyszedłem i ruszyłem pod wyznaczony adres. Po jakiś 20 minutach byłem już pod drzwiami wielkiego hangaru.
-A więc tu wszytko się zacznie...-powiedziałem cicho sam do siebie po czym otworzyłem drzwi i wszedłem.
-Więc...-zdołałem wydusić z siebie nieśmiało, drżącym głosem.-O co chodzi?
-Yukio, posłuchaj. Jestem z organizacji do której należą łowcy. Uprzedzając twoje pytanie łowcy to osoby które posiadają specjalną moc. Osoby te widzą tak zwane Atsushi. Są to...Jakby to ująć żebyś zrozumiał? Demony. Tak to najtrafniejsze słowo. Oprócz tego łowcy posiadają specjalne bronie oraz zdolności nadnaturalne.-gdy skończył mówić westchnął. Ja popatrzyłem na niego ze zdziwieniem. Czy to miał być żart?
-P-przepraszam, ale...Nie mogę w to uwierzyć...-powiedziałem cicho. Jak zresztą można wierzyć w coś takiego? Jednak zamiast odwrócić się i pójść popatrzyłem na niego wyczekującym wzrokiem. Chciał jeszcze czegoś ode mnie? Przełknąłem ślinę.
-Więc...-zacząłem jednak nie skończyłem bo przeleciał koło mnie jakiś mały stwór. Odskoczyłem szybko do tyłu.
-C-co to jest?-zapytałem spanikowany.
-To właśnie atsushi...Ten jest akurat mały jednak są o wiele większe.-powiedział po czym wyciągnął błyskający pistolet i strzelił w potwora, który się rozpłyną.-Pojawiają się tylko w nocy. Są z innego świata.-dokończył.
-N-nawet jeśli...N-nie sądzie żebym mógł być łowcą.-powiedziałem dalej nieco drżącym głosem. W końcu stał przede mną mężczyzna, którego nie znam. W dodatku w swej dłoni trzymał dalej błyszczącą broń.
-Na pewno dasz sobie radę...-powiedział po czym popatrzył na mnie, a raczej na moje ręcę.-Widzę że twoja broń już sama się pojawiła.
Stałem chwilę nie wiedząc co robić. Następnie także spojrzałem na moje ręcę. Wokół nich oplatały się...Łańcuchy? Skąd!?
-Przyjdź jutro pod ten adres-powiedział podając mi kartkę na której było nabazgrane coś długopisem. Następnie poszedł jak gdyby nigdy nic. Łańcuchy z moich rąk zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Westchnąłem i wróciłem do domu który wynajmowałem dość tanio.
*Rano*
Obudziłem się i ruszyłem w stronę łazienki. Wchodząc do niej i mój wzrok powędrował w stronę lustra. Byłem jeszcze zaspany, ale szybko zwróciłem uwagę na jedną rzecz.
-Skrzydła!?-wykrzyknąłem zdziwiony. Mimo wszystko był to dość cichy krzyk. Tak właściwie nie wiem czy potrafię mówić choć trochę głośnym głosem. Dopiero po chwili przypominałem sobie o wczorajszym zajściu. Westchnąłem więc, chwyciłem za jakąś książkę i wziąłem się za naukę. Gdy zobaczyłem, że promienie słoneczne już przestają drażnić moje oczy, a samo słońce chowa się za wielkimi budynkami wyszedłem z domu. Starałem się choć trochę ukryć skrzydła więc zarzuciłem na siebie luźną bluzę z kapturem po czym wyszedłem i ruszyłem pod wyznaczony adres. Po jakiś 20 minutach byłem już pod drzwiami wielkiego hangaru.
-A więc tu wszytko się zacznie...-powiedziałem cicho sam do siebie po czym otworzyłem drzwi i wszedłem.
Kirimi: Pierwszy dzień z... skrzydłami
-To jest nie możliwe!- powiedziałam stając przed lustrem.
Z moich pleców wyrastały wielkie i potężne skrzydła a moje włosy zmieniły kolor na niebieski! Podenerwowana chodziłam w tą i z powrotem. W końcu stwierdziłam że muszę przeczekać cały dzień w mieszkaniu i dopiero w nocy wyjść. Mało tego! Moje skrzydła okazały się na tyle nie praktyczne że przy każdym obrocie rozwalałam coś. NA szczęście w końcu nadszedł wieczór i mogłam iść do kwatery łowców.
<chwilę później>
Weszłam do wielkiego hangaru. Tam jakiś stróż mnie zatrzymał ale kiedy mi się lepiej przyjrzał przepuścił mnie bez problemu. Nagle stanęłam pośrodku wielkiej sali treningowej.
-Witaj Kirimi- Powiedziała idąca w moją stronę kobieta- Jestem profesor Kuyou. Będę przez pewien czas twoją trenerką.
Zdziwiłam się trochę bo wcale nie wyglądała jak profesor ale jak zwykła 30-sto letnia kobieta.
-Dzień dobry- zaczęłam niepewnym głosem- Kiedy zacznie się trening?
-Za chwilę tylko najpierw pokarz mi swój miecz.
Podałam katanę kobiecie a ta zaczęła ją oglądać z każdej strony.Nagle pani Kuyou przyłożyła miecz do mojej ręki. Jednak nic się nie działo więc dała mi go z powrotem i zaprowadziła do części treningowej.
-Widzę że masz już skrzydła-powiedziała kobieta.
-Tak, a czy będą mi potrzebne cały czas?-zapytałam.
-Nie teraz pójdziemy do profesora Ikimono żeby nauczył cię przyjmowania postaci człowieka. Skrzydła będą ci tylko potrzebne kiedy będziesz walczyć z atatsushim albo podczas testów sprawnościowych.-dokończyła kobieta.
Miałam już zadać kolejne pytanie kiedy nagle przed nami staną mężczyzna w średnim wieku.
-Ta was zostawiam-powiedziała pani profesor- Ikimono musisz nauczyć ją jak przemieniać się w człowieka.
-Nic prostszego-odpowiedział optymistycznie profesor- Najpierw musisz całą swoją energie skupić w jednym miejscu a potem po prostu się od niej uwolnić. Spróbuj!
Za pierwszym razem oczywiście mi się nie udało ale nie mogłam się przecież poddać. Próbowałam cały czas a profesor coraz bardziej się załamywał. W końcu dał mi naszyjnik i powiedział żebym teraz spróbowała. O dziwo udało mi się i byłam już sobą znaczy... prawie. Dalej miałam niebieskie włosy ale na szczęście skrzydła już zniknęły.

-Teraz możesz iść na trening- powiedział z ulgą w głosie profesor.
Z moich pleców wyrastały wielkie i potężne skrzydła a moje włosy zmieniły kolor na niebieski! Podenerwowana chodziłam w tą i z powrotem. W końcu stwierdziłam że muszę przeczekać cały dzień w mieszkaniu i dopiero w nocy wyjść. Mało tego! Moje skrzydła okazały się na tyle nie praktyczne że przy każdym obrocie rozwalałam coś. NA szczęście w końcu nadszedł wieczór i mogłam iść do kwatery łowców.
<chwilę później>
Weszłam do wielkiego hangaru. Tam jakiś stróż mnie zatrzymał ale kiedy mi się lepiej przyjrzał przepuścił mnie bez problemu. Nagle stanęłam pośrodku wielkiej sali treningowej.
-Witaj Kirimi- Powiedziała idąca w moją stronę kobieta- Jestem profesor Kuyou. Będę przez pewien czas twoją trenerką.
Zdziwiłam się trochę bo wcale nie wyglądała jak profesor ale jak zwykła 30-sto letnia kobieta.
-Dzień dobry- zaczęłam niepewnym głosem- Kiedy zacznie się trening?
-Za chwilę tylko najpierw pokarz mi swój miecz.
Podałam katanę kobiecie a ta zaczęła ją oglądać z każdej strony.Nagle pani Kuyou przyłożyła miecz do mojej ręki. Jednak nic się nie działo więc dała mi go z powrotem i zaprowadziła do części treningowej.
-Widzę że masz już skrzydła-powiedziała kobieta.
-Tak, a czy będą mi potrzebne cały czas?-zapytałam.
-Nie teraz pójdziemy do profesora Ikimono żeby nauczył cię przyjmowania postaci człowieka. Skrzydła będą ci tylko potrzebne kiedy będziesz walczyć z atatsushim albo podczas testów sprawnościowych.-dokończyła kobieta.
Miałam już zadać kolejne pytanie kiedy nagle przed nami staną mężczyzna w średnim wieku.
-Ta was zostawiam-powiedziała pani profesor- Ikimono musisz nauczyć ją jak przemieniać się w człowieka.
-Nic prostszego-odpowiedział optymistycznie profesor- Najpierw musisz całą swoją energie skupić w jednym miejscu a potem po prostu się od niej uwolnić. Spróbuj!
Za pierwszym razem oczywiście mi się nie udało ale nie mogłam się przecież poddać. Próbowałam cały czas a profesor coraz bardziej się załamywał. W końcu dał mi naszyjnik i powiedział żebym teraz spróbowała. O dziwo udało mi się i byłam już sobą znaczy... prawie. Dalej miałam niebieskie włosy ale na szczęście skrzydła już zniknęły.
-Teraz możesz iść na trening- powiedział z ulgą w głosie profesor.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Profil Anarchii!
Imię:Anarchia w skrócie Ana
Nazwisko:Embro
Wiek: 15
Płeć: kobieta
Ród: Atsushi nie uznają czegoś takiego
Charakter: Potrafi panować nad swoim gniewem jest nie wzruszona w obliczy tragedii
Nie znosi nie potrzebnego zabijania.Zabiera tylko tyle ile potrzebuje i brzydzi się tymi którzy robią inaczej.
Trudno się z nią porozumieć (pewnie dla tego że wszystkich ignoruje) a jeszcze trudniej ją rozwścieczyć(do tej pory udało się to dwóm osobom). Wściekła porzuca wszystkie zasady i postanowienia co morze być dosyć nieprzyjemne w skutkach.
Historia: Urodziła się w świecie ludzi razem z dwójką rodzeństwa.
Właściwie nie wiadomo dla czego oprócz zwykłej postaci demona miała też postać ludzką.
Po jakimś roku (mierząc w latach ludzkich) wróciła razem z rodzinom do wymiaru demonów zwanym przez jego mieszkańców Niebytem.
Tam mieszkała przez jakiś czas.Starając się nie ujawniać tego ,,złego oblicza'' żeby nie ośmieszyć rodziny.
Wszystko było by dobrze gdyby mój brat się nie wygadał.
Pradawni wygnali nas z Niebytu.
Musieliśmy uciec do świata ludzi. Ja i moje rodzeństwo nie odczuliśmy tego tak bardzo.
Co innego ojciec porostu nie mógł znieść tej zniewagi.
Wyżywał się na mnie i moim rodzeństwie.
Z biegiem czasu coraz bardziej topił się w ludzkich używkach.
Wtedy ktoś do niego przyszedł.
Jeden z pradawnych.
Długo rozmawiali a potem gdzieś wyszli.
Kiedy wrócili ojciec wydawał się zupełnie kimś innym.
Teraz już wiem że Pradawny namówił go do wezwania Weedenbera potwora pożerającego dusze w zamian za możliwość powrotu do niebytu.
My zwykłe Atsushi przedostajemy się do świata ludzi przez szczeliny w materii światów.
Ale portal dla tych potężniejszych wymaga ofiary.
Tą ofiarom mieliśmy zostać my.
Już po chwili moja matka i rodzeństwo leżeli martwi na podłodze a portal był prawie otwarty.
Zostałam tylko ja.
Byłam wściekła na ojca za wszystko więc nawet nie myśląc skoczyłam na niego i zabiłam.
Portal któremu brakowało jednej ofiary zamknoł się.
Ale to nie zmieniało faktu ,że moja rodzina nie żyje.
Nie dawno spotkałam jednego z łowców właściwie łowczynię która (po tym jak usiłowała mnie zabić) pozwoliła mi dołączyć do łowców.
Broń: długie noże ewentualnie własne pazury
Moc: Potrafi zmieniać się z Atsushi w człowieka i odwrotnie
Dodatkowe: ma kocie uszu nawet jako człowiek
Rodzeństwo:już nie ma
Współlokator:
Zwierzak: kot bastet
Wygląd:
Jako kot demon
Nazwisko:Embro
Wiek: 15
Płeć: kobieta
Ród: Atsushi nie uznają czegoś takiego
Charakter: Potrafi panować nad swoim gniewem jest nie wzruszona w obliczy tragedii
Nie znosi nie potrzebnego zabijania.Zabiera tylko tyle ile potrzebuje i brzydzi się tymi którzy robią inaczej.
Trudno się z nią porozumieć (pewnie dla tego że wszystkich ignoruje) a jeszcze trudniej ją rozwścieczyć(do tej pory udało się to dwóm osobom). Wściekła porzuca wszystkie zasady i postanowienia co morze być dosyć nieprzyjemne w skutkach.
Historia: Urodziła się w świecie ludzi razem z dwójką rodzeństwa.
Właściwie nie wiadomo dla czego oprócz zwykłej postaci demona miała też postać ludzką.
Po jakimś roku (mierząc w latach ludzkich) wróciła razem z rodzinom do wymiaru demonów zwanym przez jego mieszkańców Niebytem.
Tam mieszkała przez jakiś czas.Starając się nie ujawniać tego ,,złego oblicza'' żeby nie ośmieszyć rodziny.
Wszystko było by dobrze gdyby mój brat się nie wygadał.
Pradawni wygnali nas z Niebytu.
Musieliśmy uciec do świata ludzi. Ja i moje rodzeństwo nie odczuliśmy tego tak bardzo.
Co innego ojciec porostu nie mógł znieść tej zniewagi.
Wyżywał się na mnie i moim rodzeństwie.
Z biegiem czasu coraz bardziej topił się w ludzkich używkach.
Wtedy ktoś do niego przyszedł.
Jeden z pradawnych.
Długo rozmawiali a potem gdzieś wyszli.
Kiedy wrócili ojciec wydawał się zupełnie kimś innym.
Teraz już wiem że Pradawny namówił go do wezwania Weedenbera potwora pożerającego dusze w zamian za możliwość powrotu do niebytu.
My zwykłe Atsushi przedostajemy się do świata ludzi przez szczeliny w materii światów.
Ale portal dla tych potężniejszych wymaga ofiary.
Tą ofiarom mieliśmy zostać my.
Już po chwili moja matka i rodzeństwo leżeli martwi na podłodze a portal był prawie otwarty.
Zostałam tylko ja.
Byłam wściekła na ojca za wszystko więc nawet nie myśląc skoczyłam na niego i zabiłam.
Portal któremu brakowało jednej ofiary zamknoł się.
Ale to nie zmieniało faktu ,że moja rodzina nie żyje.
Nie dawno spotkałam jednego z łowców właściwie łowczynię która (po tym jak usiłowała mnie zabić) pozwoliła mi dołączyć do łowców.
Broń: długie noże ewentualnie własne pazury
Moc: Potrafi zmieniać się z Atsushi w człowieka i odwrotnie
Dodatkowe: ma kocie uszu nawet jako człowiek
Rodzeństwo:już nie ma
Współlokator:
Zwierzak: kot bastet
Wygląd:
Jako kot demon
Subskrybuj:
Posty (Atom)




