Nie...Po prostu nie wierze...Upadłem na kolana z...Bezradności. Nie mogę zmienić przeszłości.
-Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie....To się nie wydarzyło...Nigdy. Nigdy nic takiego się nie zdarzyło...Nie nic a nic...-próbowałem sobie to wmówić. Wiem, że to nie prawda. Naprawdę wiem! Ale...Ale chce żeby to była nieprawda. Chce zapomnieć. Nagle poczułem uderzenie w głowę.
-Yukio uspokój się!-krzyknęła nieco zirytowana Rozalia. Jednak mimo złości widziałem w niej zdziwienie. Siedzieliśmy przez chwilę cicho.
-Yukio co tam właściwie się stało?-spytała po chwili.
-A jak myślisz?-mruknąłem. Naprawdę tak trudno się domyślić!?
-Chyba nie chcesz powiedzieć, że kogoś...
-Zabiłem?-przerwałem-T-to chyba oczywiste, prawda?-spytałem nieco rozpaczliwie. Tak to prawda...Ja....Kogoś zabiłem. I to nie raz...A czemu? Bo to był łatwiejszy sposób rozwiązanie problemów! Oczywiście! Ale to wszystko potem odbiło się na mnie! I co się dziwić?
-No spoko spoko...-zaczęła-Zaraz...Co?-dodała po chwili pytanie.
-T-to co słyszysz...M-myślisz, że czemu nie chciałem do t-tego wracać? No oczywiście...A-ale zapomnienie nic nie zmieni, prawda? W-wszystko co s-się stało się nie odstanie, prawda? B-błędów nie naprawimy. Niby ze mnie geniusz? Ś-śmieszne...Naprawdę...-powiedziałem. Naprawdę jestem idiotą. Byłem i jestem. Według mnie najłatwiejsze rozwiązanie to po prostu zapomnieć. Czemu? Bo to łatwiejsze! Oczywiście nie ma to jak iść na łatwiznę...
-Prawda... Nie zmienia to faktu, że miałeś powód. Nie jesteś bezdusznym psychopatą...Jak ja... Nic nie mówiłam...
Nie zwróciłem uwagi na to ostanie.
-Miałem powód? N-nie...To nie był żaden powód...T-to raczej coś co...Sam nie wiem...C-co zdawało się łatwiejsze. M-mogłem zrobić coś i-innego...Na pewno było jakieś rozwiązanie! A-ale nie! T-to zdawało się po prostu...Łatwiejsze? I to ma być według Ciebie powód?-zapytałem. Nie wierze w to co mówię. I czemu mówię to Rozalii? Choć lepsze to niż żeby szukała czegoś w moich wspomnieniach. Dopiero mówiąc o tym wszystkim potrafię zrozumieć to jaki naprawdę byłem żałosny. o czym ja w tamtej chwili myślałem!? Teraz o tym nie zapomnę. A tak się starałem. Nagle do pokoju weszła Kirimi.
-Słyszałam że nie śpicie. Stało się coś?-spytała lekko zaniepokojona zaświecając światło. Nie chciałem teraz jej odpowiadać, ale cóż...Nie chce jej niepokoić. Szybko wytarłem łzy które sam nie wiem kiedy zaczęły spływać po moich policzkach oraz od razu wstałem. Odwróciłem się do Kirimi z lekkim uśmiechem.
-C-co miałoby się stać?-spytałem niby zdziwiony. Najwidoczniej też mam w sobie trochę talentu do aktorstwa...
Kirimi, Rozalia ktoś dokończy?
czwartek, 31 lipca 2014
Od Rozalii
Nie mogłam spać. W pewnym momencie usłyszałam Yukio. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Kompletnie mu odbiło. Po chwili, jednak zrozumiałam co mu jest.
-A no tak...
-O czym ty mówisz?!-w pewnym sensie wykrzyczał.
To było do niego niepodobne.
-Poczekaj...-powiedziałam.
Podniosłam rękę i pstryknęłam palcami. Czas stanął w miejsce. Wstałam z miejsca i wyszłam z mieszkania. Poszłam do apteki. Poszłam przy okazji po akta Kurai'a. Lepiej nie wnikać czemu... Wróciłam z odpowiednimi lekami i puściłam czas dalej. Podałam mu leki. Poczekałam aż się uspokoi.
-Wyjaśnij skąd wiedziałaś, które leki mi podać i skąd je masz? W ogóle skąd tyle o mnie wiesz?-powiedział już cicho.
-Skoro tak to Ci już wyjaśnię...
-Mów...
-Zapamiętaj, dzisiaj Ci zaufam, ale jeśli ktoś się dowie, to ty będziesz martwy...
-D-dobra-powiedział przerażony.
-Niby jesteś takim geniuszem, a się nie domyśliłeś? Mam władzę nad czasem. Czasami go zatrzymuję i przeglądam czyjeś akta. Zaczęłam się tym bawić, po tym incydencie z Kirimi... A! Kurai też jest łowcą!
-Co?!-powiedział jak na niego głośno.
-Tak... Wiem grzebałam w cudzych aktach... I tak ciesz się, że nie w twoich wspomnieniach... Jakby...-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-A-ale K-kurai ł-łowcą?
-Tak...
-Zaraz, jak dużo o mnie wiesz?-powiedział z miną typowego zabójcy.
-Jak chcesz mogę się z tobą bić z miejsca, chociaż... Trochę nie masz szans...
-P-po czym wnioskujesz?
-Po tym wzroku. Też taki mam jak chcę kogoś zabić-powiedziałam przewracając oczami.
-N-nie wiem o czym mówisz...-powiedział odwracając wzrok.-A-ale poważnie: ile o mnie wiesz?
-Jak na razie tyle co jest w aktach... Ale mam w planach wiedzieć trochę więcej...
-Nie chcesz tego...
-Bez znaczenia jaki to będzie szok, chcę się tego dowiedzieć...
-N-na pewno?
Złapałam go za rękę i przyciągnęłam niebezpiecznie blisko do siebie.
-Na pewno...-powiedziałam.
W tym momencie, nie wiem czy to wina moja, czy Yukio, przeniosło nas w czasie.
-Lepiej się nie oddalaj. W przeciwnym razie możesz się zgubić i nigdy nie wrócić
-O n-nie...
-Nie panikuj. Lepiej po prostu nie patrz...
-S-serio?
-Tak!i
Zobaczyłam w jego oczach strach. Tym razem naprawdę poważny.
-Proszę, wynośmy się stąd! Wynośmy się stąd!-mówił zupełnie nie jak on.
-Nie mogę! Moja moc nie chce zadziałać!-mówiłam zupełnie poważnie.
W tym momencie zobaczyłam Yukio... Tego sprzed kilku lat. Byliśmy (najwyraźniej) w jego starym domu. Rozmawiał z rodzicami. Myślałam, że to normalna rozmowa, ale zauważyłam w jego rękach nóż...Było na nim widać krew... Chował go za plecami.
Chyba już rozumiałam, czemu tak chciał wrócić. Kiedy to zobaczyłam moja moc się odblokowała i wróciliśmy.
-Nic Ci nie jest?-spytałam patrząc na jego minę.
Yukio? Nic Ci nie jest?
-A no tak...
-O czym ty mówisz?!-w pewnym sensie wykrzyczał.
To było do niego niepodobne.
-Poczekaj...-powiedziałam.
Podniosłam rękę i pstryknęłam palcami. Czas stanął w miejsce. Wstałam z miejsca i wyszłam z mieszkania. Poszłam do apteki. Poszłam przy okazji po akta Kurai'a. Lepiej nie wnikać czemu... Wróciłam z odpowiednimi lekami i puściłam czas dalej. Podałam mu leki. Poczekałam aż się uspokoi.
-Wyjaśnij skąd wiedziałaś, które leki mi podać i skąd je masz? W ogóle skąd tyle o mnie wiesz?-powiedział już cicho.
-Skoro tak to Ci już wyjaśnię...
-Mów...
-Zapamiętaj, dzisiaj Ci zaufam, ale jeśli ktoś się dowie, to ty będziesz martwy...
-D-dobra-powiedział przerażony.
-Niby jesteś takim geniuszem, a się nie domyśliłeś? Mam władzę nad czasem. Czasami go zatrzymuję i przeglądam czyjeś akta. Zaczęłam się tym bawić, po tym incydencie z Kirimi... A! Kurai też jest łowcą!
-Co?!-powiedział jak na niego głośno.
-Tak... Wiem grzebałam w cudzych aktach... I tak ciesz się, że nie w twoich wspomnieniach... Jakby...-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-A-ale K-kurai ł-łowcą?
-Tak...
-Zaraz, jak dużo o mnie wiesz?-powiedział z miną typowego zabójcy.
-Jak chcesz mogę się z tobą bić z miejsca, chociaż... Trochę nie masz szans...
-P-po czym wnioskujesz?
-Po tym wzroku. Też taki mam jak chcę kogoś zabić-powiedziałam przewracając oczami.
-N-nie wiem o czym mówisz...-powiedział odwracając wzrok.-A-ale poważnie: ile o mnie wiesz?
-Jak na razie tyle co jest w aktach... Ale mam w planach wiedzieć trochę więcej...
-Nie chcesz tego...
-Bez znaczenia jaki to będzie szok, chcę się tego dowiedzieć...
-N-na pewno?
Złapałam go za rękę i przyciągnęłam niebezpiecznie blisko do siebie.
-Na pewno...-powiedziałam.
W tym momencie, nie wiem czy to wina moja, czy Yukio, przeniosło nas w czasie.
-Lepiej się nie oddalaj. W przeciwnym razie możesz się zgubić i nigdy nie wrócić
-O n-nie...
-Nie panikuj. Lepiej po prostu nie patrz...
-S-serio?
-Tak!i
Zobaczyłam w jego oczach strach. Tym razem naprawdę poważny.
-Proszę, wynośmy się stąd! Wynośmy się stąd!-mówił zupełnie nie jak on.
-Nie mogę! Moja moc nie chce zadziałać!-mówiłam zupełnie poważnie.
W tym momencie zobaczyłam Yukio... Tego sprzed kilku lat. Byliśmy (najwyraźniej) w jego starym domu. Rozmawiał z rodzicami. Myślałam, że to normalna rozmowa, ale zauważyłam w jego rękach nóż...Było na nim widać krew... Chował go za plecami.
Chyba już rozumiałam, czemu tak chciał wrócić. Kiedy to zobaczyłam moja moc się odblokowała i wróciliśmy.
-Nic Ci nie jest?-spytałam patrząc na jego minę.
Yukio? Nic Ci nie jest?
Profil Moonlight!
Imię: Moonlight dla przyjaciół Moonli dawniej Ilumene
Nazwisko: Falls
Wiek: 15,5
Płeć: kobieta
Ród: Pierwsza łowczyni w swojej rodzinie.
Charakter: Miła dla niektórych, Lubi pomagać, skryta w sobie, nie zależna, szybka, Wrażliwa, nie dostępna, nieśmiała.
Historia: Długa.... Bardzo długa...
Broń: Lodowy łuk i kołczan z nieskończonością strzał.
Moc: Władza nad wodą.
Dodatkowe: Niekiedy wodne skrzydła
Rodzeństwo: Nie zna i być może nie pozna.
Współlokator: Brak
Zwierzak: Zwierze zmienno-kształtne Imię: Himera
Wygląd:
Niekiedy...
Nazwisko: Falls
Wiek: 15,5
Płeć: kobieta
Ród: Pierwsza łowczyni w swojej rodzinie.
Charakter: Miła dla niektórych, Lubi pomagać, skryta w sobie, nie zależna, szybka, Wrażliwa, nie dostępna, nieśmiała.
Historia: Długa.... Bardzo długa...
Broń: Lodowy łuk i kołczan z nieskończonością strzał.
Moc: Władza nad wodą.
Dodatkowe: Niekiedy wodne skrzydła
Rodzeństwo: Nie zna i być może nie pozna.
Współlokator: Brak
Zwierzak: Zwierze zmienno-kształtne Imię: Himera
Wygląd:
Niekiedy...
środa, 30 lipca 2014
Od Yukio: Przeszłość zawsze powraca...
Gdy Kirimi poszła westchnąłem cicho i poszedłem znów do kuchni.
Zacząłem robić sobie śniadanie. Po prostu zwykłe kanapki.
-Kurai chcesz coś zjeść?-spytałem odwracając się i patrząc na Kurai'a który stał w kuchni i nad czymś się zastanawiał.
-Nie raczej nie-powiedział krótko. Ja przytaknąłem i zająłem się chowaniem produktów do lodówki. Następnie zjadłem kanapki. Potem zająłem się różnymi codziennymi czynnościami.
*Po paru godzinach*
Byłem zajęty czytaniem książki na łóżku. Był to jakiś kryminał. Co prawda napisany był banalnie bo od razu można było się domyśleć kto jest winny. No...A przynajmniej ja potrafiłem od razu się domyślić.
-Yuki!-zawołał nagle Kurai. Zszedłem z łóżka i poszedłem do salonu.
-M-mówiłem żebyś nie mówił do mnie "Yuki"...-powiedziałem cicho.-O co chodzi...?-spytałem.
-Ta...Em...-zaczął.
-Kirimi?-wtrąciłem.
-Tak! Zostawiła swoją katanę-powiedział i wskazał na katanę leżącą na podłodze. Westchnąłem jednak lekko się uśmiechnąłem.
-Jak zawsze zapominalska...Słodkie-stwierdziłem. Kurai popatrzył na mnie podejrzliwie.
-Czyżbyś się zakochał?-spytał. Myślałem, że żartuje jak zawsze jednak w jego tonie było słychać...Powagę? Od razu się zarumieniłem>
-N-nie no...C-coś ty...P-przecież traktuję j-ją jak s-siostrę...W-więc jak?-spytałem zawstydzony. On zaczął się śmiać.
-Po co się tłumaczysz? Przecież żartuje!-powiedział i wyszczerzył się. Nie wyglądało na to żeby żartował, ale skoro tak sądzi...Podszedłem do katany i podniosłem ją.
-I-idę odnieść ją Kirimi...-powiedziałem cicho.
-Mogę iść z tobą!?-spytał entuzjastycznie Kurai. Zastanowiłem się chwilę. Niby jest jakaś malutka szansa, że Kirimi go polubi aczkolwiek wizytą u niej mogły tylko ją zdenerwować. A co jeśli użyje przy nim mocy łowcy? Właśnie...Kurai przybywa do Sakurai razem z moją siostrą...Tylko po co?
-K-kurai nie żeby mi przeszkadzało, ż-że chcesz tu mieszkać, ale...Czemu przyjechałeś do Sakurai?-spytałem.
-To wszystko skomplikowane. Wątpię żebyś mi uwierzył-odparł wzruszając ramionami. Ryzykować i zadać pytanie o łowców? Nie! Przecież to ryzyko! A ryzyko to niebezpieczeństwo! A niebezpieczeństwo jest...Złe i niebezpieczne!
-Dobra to idziemy?-spytał znudzonym. Przyatknąłem i wyszliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu o czym mieliśmy rozmawiać? Gdy byliśmy pod oknem które było częścią mieszkania Kirimi usłyszeliśmy krzyk. Od razu rozpoznałem, że to ona! Podbiegłem jak najszybciej pod drzwi zapukałem. Kurai pobiegł za mną. Na szczęście po chwili w drzwiach stanęła Kirimi.
-C-coś się stało? Słyszałem na polu jak krzyczałaś. W-wszystko w porządku?-spytałem od razu zaniepokojony.
-Tak. To nic takiego braciszku, nie martw się-odparła ze słodką minką-A co robi z tobą ten idiota?-wskazała na Kurai'a.
-Przyniosłem Ci twoją zabaweczkę księżniczko-odparł wyciągając katanę i lekko pokłaniając się. Kirimi widzą, iż Kurai znów sobie żartuje zaczęła się złościć. Szturchnąłem go lekko i wziąłem katanę z jego rąk. Od razu oddałem ją Kirimi. Zaprosiła nas, a raczej mnie (Kurai musiał się wpraszać) do środka.
*Po ok. 30 minutach*
-D-dobra będziemy iść-powiedziałem. Pewnie posiedziałbym trochę dłużej, ale oczywiście Kurai i Kirimi znów prawie się pozabijali. Kirimi spojrzała przez okno.
-Zaczęło padać-stwierdziła. Wyjrzałem przez okno. Rzeczywiście padało. Ale trudno.
-Damy radę, z cukru nie jesteśmy to się nie roztopimy-odparłem z lekkim uśmiechem-K-kurai idziemy-powiedziałem niby cicho, ale stanowczo. Gdy zmierzaliśmy do wyjścia Kirimi złapała mnie za rękę.
-Braciszku nie będziesz chodził w taką pogodę! A co jak się przeziębisz?-spytała. Poklepałem ją lekko po głowie.
-Dziękuje, że się martwisz, ale naprawdę nic mi nie będzie...
-Nie-przerwała. Ciągnęlibyśmy tą rozmowę o wiele dłużej gdyby nie to, że usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Kirimi otwarła drzwi. Ujrzeliśmy w nich morką Rozalie i...Jakąś brunetkę.
-Co się stało?-spytała Kirimi.
-Cóż...Byłyśmy nie daleko a zaskoczył nas deszcz. Jako, że wiedziałam gdzie mieszkasz...Z tajnych źródeł...Tak czy siak postanowiłyśmy wstąpić. Możemy wejść?-spytała.
-Tak jasne-odparła Kirimi choć nie wyglądało na to żeby było jej to na rękę.
-A...J-jeśli mogę się wtrącić...K-kto to?-spytałem. Chodziło mi o dziewczynę która była z Rozalią.
-A właśnie!-powiedziała Rozalia-To moja siostra Arise.
-To ty masz siostrę-spytała zdziwiona Kirimi.
-I do tego jak widzę przepiękną-zaczął flirciarko Kurai. On chyba nigdy nie odpuści.
-Naprawdę? Dziękuje...-powiedziała rumieniąc się.
-Ależ nie ma za co-i znów szarmancki głos i mały pokłon. Zauważyłem Rozalie która przewraca oczami.
-To co? M-mamy całe towarzystwo, nie...-spytałem.
-No niby tak-odparła Rozalia-Tylko ktoś wyjaśni mi: Kto to jest?-wskazała na Kurai'a flirtującego z Arise-Jeszcze nie widziałam jego akt...To znaczy nic!
Nie zwróciłem zbytnio uwagi na to co dodała.
-T-to mój przyjaciel, Kurai-przedstawiłem. Nie żeby on to słyszał. W końcu był zajęty uwodzeniem kolejnej dziewczyny. Trochę mi jej żal...Wiadomo, że ją rzuci. Trudno, nie powinienem się wtrącać. Zaczęliśmy dyskutować na różne tematy. Dość długo nam to zeszło.
*Ok. godziny 22*
Wyjrzałem przez okno. Desz dalej padał. Do tego coraz mocniej. Wśród kropli można było dostrzec parę kulek lodu. Grad. Podeszła do mnie Kirimi.
-To chyba musicie zostać na noc-stwierdziła. Ja przytaknąłem cicho-Chociaż Kurai mógłby wrócić...
-Jeśli ja zostaje, on też-stwierdziłem. Kirimi westchnęła jednak zgodziła się. Potem podeszła do reszty. W końcu trzeba było ustalić kto gdzie śpi. Poprzez różne dyskusje doszło do takiego podziału: Ja i Rozalia w jednym pokoju, Kirimi Kurai i Arise w drugim. Jak do tego doszło? Mieliśmy genialną kłótnie typu:
-Nie wytrzymałabym z Kurai'em
-Tak? To ja nie wytrzymałbym z tobą!
-To ja nie zniosłabym w nocy Ciebie!
-Nie! Ty pewnie byłabyś bardziej denerwująca!
-Zakład!?
-Dobra! Wytrzymasz ze mną całą noc bez problemu!
-No chyba ty ze mną!
I tak dalej. No tak wtrąciło się jeszcze coś od Kurai'a typu: "W takim razie panienka Arise musi spać w pokoju z nami. W końcu taka piękna dziewczyna zasługuje na księcia jakim mogę być"
Mi było to obojętne, zresztą Rozalii chyba też. Tak więc poszliśmy do pokoi. Nic nie mówiłem tylko poszedłem spać. Myślałem, że ten dzień bardziej pokręcony. Myliłem się. Bardzo się myliłem. To co mi się śniło nie było snem. Nie było koszmarem. To były...Sceny. Tak sceny z mojego życia o których tyle razy próbowałem zapomnieć. Jednak przeszłość zawsze do nas powraca prawda? Nie da się o niej zapomnieć...Nigdy. Obudziłem się od razu. Moje myśli mieszały się ze sobą. Myśli, wspomnienia, po prostu wszystko. Czemu muszę sobie przypominać akurat teraz? Czemu w ogóle muszę sobie przypominać!? Z moich oczu same leciały łzy. Szlak. Nie...Nie może teraz mi odbić. Zwinąłem się w kulkę i zacząłem zaciskać lekko pięści na materacu. Przypominałem sobie wszystkie moje błędy. Nie umiałem robić kiedyś nic..Nic a nic! Byłem, jestem i zawsze będę bezużyteczny!
Coraz bardziej zaczynało brakować mi powietrza. Histeria. Dobre określenie. Sięgnąłem z przyzwyczajenia do kieszeni. Jednak...No tak! Miałem kupić nową paczkę leków! Jest źle...Wstałem i zacząłem łazić w kółko.
-Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.-powtarzałem ciągle szeptem. Błagam nie teraz. Nigdy. Czemu wspomnienia muszę się nas uczepiać!? Miałem zapomnieć! Ale się nie da!
-Yukio, co ci jest?-spytała nagle Rozalia która albo wstała, albo w ogóle nie spała. Nie miałem teraz ani siły ani możliwości żeby jej odpowiedzieć.
-A no tak...-usłyszałem nagle jej głos.
Rozalia co dalej?
Zacząłem robić sobie śniadanie. Po prostu zwykłe kanapki.
-Kurai chcesz coś zjeść?-spytałem odwracając się i patrząc na Kurai'a który stał w kuchni i nad czymś się zastanawiał.
-Nie raczej nie-powiedział krótko. Ja przytaknąłem i zająłem się chowaniem produktów do lodówki. Następnie zjadłem kanapki. Potem zająłem się różnymi codziennymi czynnościami.
*Po paru godzinach*
Byłem zajęty czytaniem książki na łóżku. Był to jakiś kryminał. Co prawda napisany był banalnie bo od razu można było się domyśleć kto jest winny. No...A przynajmniej ja potrafiłem od razu się domyślić.
-Yuki!-zawołał nagle Kurai. Zszedłem z łóżka i poszedłem do salonu.
-M-mówiłem żebyś nie mówił do mnie "Yuki"...-powiedziałem cicho.-O co chodzi...?-spytałem.
-Ta...Em...-zaczął.
-Kirimi?-wtrąciłem.
-Tak! Zostawiła swoją katanę-powiedział i wskazał na katanę leżącą na podłodze. Westchnąłem jednak lekko się uśmiechnąłem.
-Jak zawsze zapominalska...Słodkie-stwierdziłem. Kurai popatrzył na mnie podejrzliwie.
-Czyżbyś się zakochał?-spytał. Myślałem, że żartuje jak zawsze jednak w jego tonie było słychać...Powagę? Od razu się zarumieniłem>
-N-nie no...C-coś ty...P-przecież traktuję j-ją jak s-siostrę...W-więc jak?-spytałem zawstydzony. On zaczął się śmiać.
-Po co się tłumaczysz? Przecież żartuje!-powiedział i wyszczerzył się. Nie wyglądało na to żeby żartował, ale skoro tak sądzi...Podszedłem do katany i podniosłem ją.
-I-idę odnieść ją Kirimi...-powiedziałem cicho.
-Mogę iść z tobą!?-spytał entuzjastycznie Kurai. Zastanowiłem się chwilę. Niby jest jakaś malutka szansa, że Kirimi go polubi aczkolwiek wizytą u niej mogły tylko ją zdenerwować. A co jeśli użyje przy nim mocy łowcy? Właśnie...Kurai przybywa do Sakurai razem z moją siostrą...Tylko po co?
-K-kurai nie żeby mi przeszkadzało, ż-że chcesz tu mieszkać, ale...Czemu przyjechałeś do Sakurai?-spytałem.
-To wszystko skomplikowane. Wątpię żebyś mi uwierzył-odparł wzruszając ramionami. Ryzykować i zadać pytanie o łowców? Nie! Przecież to ryzyko! A ryzyko to niebezpieczeństwo! A niebezpieczeństwo jest...Złe i niebezpieczne!
-Dobra to idziemy?-spytał znudzonym. Przyatknąłem i wyszliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu o czym mieliśmy rozmawiać? Gdy byliśmy pod oknem które było częścią mieszkania Kirimi usłyszeliśmy krzyk. Od razu rozpoznałem, że to ona! Podbiegłem jak najszybciej pod drzwi zapukałem. Kurai pobiegł za mną. Na szczęście po chwili w drzwiach stanęła Kirimi.
-C-coś się stało? Słyszałem na polu jak krzyczałaś. W-wszystko w porządku?-spytałem od razu zaniepokojony.
-Tak. To nic takiego braciszku, nie martw się-odparła ze słodką minką-A co robi z tobą ten idiota?-wskazała na Kurai'a.
-Przyniosłem Ci twoją zabaweczkę księżniczko-odparł wyciągając katanę i lekko pokłaniając się. Kirimi widzą, iż Kurai znów sobie żartuje zaczęła się złościć. Szturchnąłem go lekko i wziąłem katanę z jego rąk. Od razu oddałem ją Kirimi. Zaprosiła nas, a raczej mnie (Kurai musiał się wpraszać) do środka.
*Po ok. 30 minutach*
-D-dobra będziemy iść-powiedziałem. Pewnie posiedziałbym trochę dłużej, ale oczywiście Kurai i Kirimi znów prawie się pozabijali. Kirimi spojrzała przez okno.
-Zaczęło padać-stwierdziła. Wyjrzałem przez okno. Rzeczywiście padało. Ale trudno.
-Damy radę, z cukru nie jesteśmy to się nie roztopimy-odparłem z lekkim uśmiechem-K-kurai idziemy-powiedziałem niby cicho, ale stanowczo. Gdy zmierzaliśmy do wyjścia Kirimi złapała mnie za rękę.
-Braciszku nie będziesz chodził w taką pogodę! A co jak się przeziębisz?-spytała. Poklepałem ją lekko po głowie.
-Dziękuje, że się martwisz, ale naprawdę nic mi nie będzie...
-Nie-przerwała. Ciągnęlibyśmy tą rozmowę o wiele dłużej gdyby nie to, że usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Kirimi otwarła drzwi. Ujrzeliśmy w nich morką Rozalie i...Jakąś brunetkę.
-Co się stało?-spytała Kirimi.
-Cóż...Byłyśmy nie daleko a zaskoczył nas deszcz. Jako, że wiedziałam gdzie mieszkasz...Z tajnych źródeł...Tak czy siak postanowiłyśmy wstąpić. Możemy wejść?-spytała.
-Tak jasne-odparła Kirimi choć nie wyglądało na to żeby było jej to na rękę.
-A...J-jeśli mogę się wtrącić...K-kto to?-spytałem. Chodziło mi o dziewczynę która była z Rozalią.
-A właśnie!-powiedziała Rozalia-To moja siostra Arise.
-To ty masz siostrę-spytała zdziwiona Kirimi.
-I do tego jak widzę przepiękną-zaczął flirciarko Kurai. On chyba nigdy nie odpuści.
-Naprawdę? Dziękuje...-powiedziała rumieniąc się.
-Ależ nie ma za co-i znów szarmancki głos i mały pokłon. Zauważyłem Rozalie która przewraca oczami.
-To co? M-mamy całe towarzystwo, nie...-spytałem.
-No niby tak-odparła Rozalia-Tylko ktoś wyjaśni mi: Kto to jest?-wskazała na Kurai'a flirtującego z Arise-Jeszcze nie widziałam jego akt...To znaczy nic!
Nie zwróciłem zbytnio uwagi na to co dodała.
-T-to mój przyjaciel, Kurai-przedstawiłem. Nie żeby on to słyszał. W końcu był zajęty uwodzeniem kolejnej dziewczyny. Trochę mi jej żal...Wiadomo, że ją rzuci. Trudno, nie powinienem się wtrącać. Zaczęliśmy dyskutować na różne tematy. Dość długo nam to zeszło.
*Ok. godziny 22*
Wyjrzałem przez okno. Desz dalej padał. Do tego coraz mocniej. Wśród kropli można było dostrzec parę kulek lodu. Grad. Podeszła do mnie Kirimi.
-To chyba musicie zostać na noc-stwierdziła. Ja przytaknąłem cicho-Chociaż Kurai mógłby wrócić...
-Jeśli ja zostaje, on też-stwierdziłem. Kirimi westchnęła jednak zgodziła się. Potem podeszła do reszty. W końcu trzeba było ustalić kto gdzie śpi. Poprzez różne dyskusje doszło do takiego podziału: Ja i Rozalia w jednym pokoju, Kirimi Kurai i Arise w drugim. Jak do tego doszło? Mieliśmy genialną kłótnie typu:
-Nie wytrzymałabym z Kurai'em
-Tak? To ja nie wytrzymałbym z tobą!
-To ja nie zniosłabym w nocy Ciebie!
-Nie! Ty pewnie byłabyś bardziej denerwująca!
-Zakład!?
-Dobra! Wytrzymasz ze mną całą noc bez problemu!
-No chyba ty ze mną!
I tak dalej. No tak wtrąciło się jeszcze coś od Kurai'a typu: "W takim razie panienka Arise musi spać w pokoju z nami. W końcu taka piękna dziewczyna zasługuje na księcia jakim mogę być"
Mi było to obojętne, zresztą Rozalii chyba też. Tak więc poszliśmy do pokoi. Nic nie mówiłem tylko poszedłem spać. Myślałem, że ten dzień bardziej pokręcony. Myliłem się. Bardzo się myliłem. To co mi się śniło nie było snem. Nie było koszmarem. To były...Sceny. Tak sceny z mojego życia o których tyle razy próbowałem zapomnieć. Jednak przeszłość zawsze do nas powraca prawda? Nie da się o niej zapomnieć...Nigdy. Obudziłem się od razu. Moje myśli mieszały się ze sobą. Myśli, wspomnienia, po prostu wszystko. Czemu muszę sobie przypominać akurat teraz? Czemu w ogóle muszę sobie przypominać!? Z moich oczu same leciały łzy. Szlak. Nie...Nie może teraz mi odbić. Zwinąłem się w kulkę i zacząłem zaciskać lekko pięści na materacu. Przypominałem sobie wszystkie moje błędy. Nie umiałem robić kiedyś nic..Nic a nic! Byłem, jestem i zawsze będę bezużyteczny!
Coraz bardziej zaczynało brakować mi powietrza. Histeria. Dobre określenie. Sięgnąłem z przyzwyczajenia do kieszeni. Jednak...No tak! Miałem kupić nową paczkę leków! Jest źle...Wstałem i zacząłem łazić w kółko.
-Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.-powtarzałem ciągle szeptem. Błagam nie teraz. Nigdy. Czemu wspomnienia muszę się nas uczepiać!? Miałem zapomnieć! Ale się nie da!
-Yukio, co ci jest?-spytała nagle Rozalia która albo wstała, albo w ogóle nie spała. Nie miałem teraz ani siły ani możliwości żeby jej odpowiedzieć.
-A no tak...-usłyszałem nagle jej głos.
Rozalia co dalej?
wtorek, 29 lipca 2014
Kirimi: Rano kłótnia, w południe dziwny sen i co jeszcze?
Obudziły mnie rano czyjeś kroki. Szybko wstałam aby sprawdzić co się dzieje. Oczywiście tym kogo zobaczyłam był Kurai! Stał obok mojej katany i chyba próbował ją wyciągnąć. Podeszłam do niego wręcz kipiąc z złości.
-Co robisz z moją kataną?- zapytałam jeszcze w miarę spokojnie.
- Widzę że dama już wstała- odpowiedział złośliwie.
-Powtórzę bo chyba niedosłyszałeś mojego pytania.
-Nie trzeba-przerwał mi-Próbuje ją dla ciebie wyciągnąć- odparł szarmancko.
-Nie dasz rady-rzuciłam krótko.
- Ty tym bardziej- dorzucił.
-Założymy się?-zapytałam.
-Dobra jak ty wyciągniesz, to ja wtedy... hmm... wyprowadzę się od Yukio.
Ucieszyło mnie to bardzo gdyż wygraną miałam w kieszeni.
-A jeżeli ja jej nie wyciągnę to już nigdy nie będę nocować u Yukio. Zgoda?-dorzuciłam.
-Zgoda. Ja pierwszy-powiedział pewnie chłopak.
Mocował się z kataną dłuższą chwilę ale miecz nawet nie drgnął. Przewróciłam oczami i odepchnęłam go.
-Teraz ja!
Chwyciłam za katanę i zamknęłam oczy. Powoli pociągnęłam katanę w górę. Kiedy otworzyłam oczy trzymałam miecz w ręce a w podłodze była dziura po nim.
-Oszustka!-krzyknął Kurai.
-Ja jestem oszustką?-zapytałam przewrotnie.
-Tak!
-Nos już się zagoił?
-A co ci do tego?
-Bo w takim tępię nigdy nie będzie cały!
Już miałam walnąć Kurai'a ale nagle pojawił się Yukio.
-Uspokójcie się!-powiedział.
Ja i Kurai spojrzeliśmy na niego. Podbiegłam do Yukio i przytuliłam się na powitanie.
-O co chodzi?-zapytał spokojnie chłopak.
Przytuliłam się jeszcze mocniej do Yukio i opowiedziałam mu całą historię.
-Kirimi-powiedział-Nikt nie będzie się ode mnie wyprowadzał.
-Ale Yukio! Przegrał więc powinien się wyprowadzić!-próbowałam go przekonać.
-Kirimi, proszę uspokój się-powiedział łagodnie chłopak-Kurai może u mnie zostać dopóki będzie chciał.
Kurai przyglądał się tej całej scenie ale nic nie mówił.Kiedy puściłam Yukio rzuciłam Kurai'owi mordercze spojrzenie. On się jedynie uśmiechnął się szyderczo i poszedł do kuchni. Ja natomiast poszłam do przedpokoju i założyłam buty. Kiedy kończyłam je zakładać nagle w drzwiach prowadzących do kuchni pojawił się Yukio.
-Gdzie ty idziesz?-zapytał jak zwykle cicho.
-Do domu. Czas już na mnie.-odpowiedziałam.
-Nie zjesz śniadania?-zapytał.
-Podziękuję-odpowiedziałam z uśmiechem.
Otworzyłam drzwi.
-Do zobaczenia. Dziękuję za gościnę.-powiedziałam wychodząc.
Kiedy wyszłam na ulicę poczekałam na momęt kiedy nie było nikogo na ulicy. Szybko przemieniłam się w łowcę i poleciałam do siebie. Powoli weszłam do mieszkania i rzuciłam się na łóżko.
-Co by było gdybym pozbyła się Kurai'a?-pomyślałam-Nie, nie mogę. Przecież jest przyjacielem Yukio. A gdyby się tak pokłócili?
Rozmyślałam tak dość długo, aż zasnęłam. Przeniosłam się nagle do mojego rodzinnego miasta Toshi. Byłam małą dziewczynką. Biegałam radośnie po domu. Kiedy wbiegłam do jadalni, dziadek kazał mi usiąść. Powiedział że opowie mi o łowcach.Uważnie słuchałam opowieści. Nagle dziadek w najciekawszym momencie przerwał:
-Dziadku dlaczego przerwałeś?-zapytałam.
-Bo to już koniec-odpowiedział.
-Dlaczego?
-Bo moja opowieść kończy się właśnie w tym momencie.Ale pamiętaj kiedyś będziesz mogła ją kontynuować.
-Jak?
-Sama zobaczysz. Oczywiście w swoim czasie.
Nagle wszystko wokół mnie pochłonął ogień. Nikogo wokół mnie nie było nikogo. Błąkałam się po domu który płoną.Nagle... obudziłam się krzycząc z przerażenia. Ktoś pukał do drzwi. Powoli zwlekłam się z łóżka i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stali w nich Yukio i Kurai.
Yukio?Kurai? Po co przyszliście?
-Co robisz z moją kataną?- zapytałam jeszcze w miarę spokojnie.
- Widzę że dama już wstała- odpowiedział złośliwie.
-Powtórzę bo chyba niedosłyszałeś mojego pytania.
-Nie trzeba-przerwał mi-Próbuje ją dla ciebie wyciągnąć- odparł szarmancko.
-Nie dasz rady-rzuciłam krótko.
- Ty tym bardziej- dorzucił.
-Założymy się?-zapytałam.
-Dobra jak ty wyciągniesz, to ja wtedy... hmm... wyprowadzę się od Yukio.
Ucieszyło mnie to bardzo gdyż wygraną miałam w kieszeni.
-A jeżeli ja jej nie wyciągnę to już nigdy nie będę nocować u Yukio. Zgoda?-dorzuciłam.
-Zgoda. Ja pierwszy-powiedział pewnie chłopak.
Mocował się z kataną dłuższą chwilę ale miecz nawet nie drgnął. Przewróciłam oczami i odepchnęłam go.
-Teraz ja!
Chwyciłam za katanę i zamknęłam oczy. Powoli pociągnęłam katanę w górę. Kiedy otworzyłam oczy trzymałam miecz w ręce a w podłodze była dziura po nim.
-Oszustka!-krzyknął Kurai.
-Ja jestem oszustką?-zapytałam przewrotnie.
-Tak!
-Nos już się zagoił?
-A co ci do tego?
-Bo w takim tępię nigdy nie będzie cały!
Już miałam walnąć Kurai'a ale nagle pojawił się Yukio.
-Uspokójcie się!-powiedział.
Ja i Kurai spojrzeliśmy na niego. Podbiegłam do Yukio i przytuliłam się na powitanie.
-O co chodzi?-zapytał spokojnie chłopak.
Przytuliłam się jeszcze mocniej do Yukio i opowiedziałam mu całą historię.
-Kirimi-powiedział-Nikt nie będzie się ode mnie wyprowadzał.
-Ale Yukio! Przegrał więc powinien się wyprowadzić!-próbowałam go przekonać.
-Kirimi, proszę uspokój się-powiedział łagodnie chłopak-Kurai może u mnie zostać dopóki będzie chciał.
Kurai przyglądał się tej całej scenie ale nic nie mówił.Kiedy puściłam Yukio rzuciłam Kurai'owi mordercze spojrzenie. On się jedynie uśmiechnął się szyderczo i poszedł do kuchni. Ja natomiast poszłam do przedpokoju i założyłam buty. Kiedy kończyłam je zakładać nagle w drzwiach prowadzących do kuchni pojawił się Yukio.
-Gdzie ty idziesz?-zapytał jak zwykle cicho.
-Do domu. Czas już na mnie.-odpowiedziałam.
-Nie zjesz śniadania?-zapytał.
-Podziękuję-odpowiedziałam z uśmiechem.
Otworzyłam drzwi.
-Do zobaczenia. Dziękuję za gościnę.-powiedziałam wychodząc.
Kiedy wyszłam na ulicę poczekałam na momęt kiedy nie było nikogo na ulicy. Szybko przemieniłam się w łowcę i poleciałam do siebie. Powoli weszłam do mieszkania i rzuciłam się na łóżko.
-Co by było gdybym pozbyła się Kurai'a?-pomyślałam-Nie, nie mogę. Przecież jest przyjacielem Yukio. A gdyby się tak pokłócili?
Rozmyślałam tak dość długo, aż zasnęłam. Przeniosłam się nagle do mojego rodzinnego miasta Toshi. Byłam małą dziewczynką. Biegałam radośnie po domu. Kiedy wbiegłam do jadalni, dziadek kazał mi usiąść. Powiedział że opowie mi o łowcach.Uważnie słuchałam opowieści. Nagle dziadek w najciekawszym momencie przerwał:
-Dziadku dlaczego przerwałeś?-zapytałam.
-Bo to już koniec-odpowiedział.
-Dlaczego?
-Bo moja opowieść kończy się właśnie w tym momencie.Ale pamiętaj kiedyś będziesz mogła ją kontynuować.
-Jak?
-Sama zobaczysz. Oczywiście w swoim czasie.
Nagle wszystko wokół mnie pochłonął ogień. Nikogo wokół mnie nie było nikogo. Błąkałam się po domu który płoną.Nagle... obudziłam się krzycząc z przerażenia. Ktoś pukał do drzwi. Powoli zwlekłam się z łóżka i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stali w nich Yukio i Kurai.
Yukio?Kurai? Po co przyszliście?
poniedziałek, 28 lipca 2014
Od Yukio: Noc w moim domu...
Po paru dyskusjach, w których zresztą prawie w ogóle nie uczestniczyłem, ustaliliśmy, że Kirimi będzie spała dziś w pokoju gościnnym, a Kurai razem ze mną. W końcu w moim pokoju stało piętrowe łóżko. Moja siostra wysłała mi SMS'a, że zawędrowała "trochę" za daleko więc zostanie w jakimś hotelu. Tyle żeby nic jej się nie stało...W końcu jestem jej bratem. Kurai był już w pokoju tak samo Kirimi. Ja chwyciłem za mop. Katany może nie wyciągnę, ale podłogę umyć mogę. Coś czuje, że to będzie długa noc...Naprawdę długa noc. Gdy już ze wszystkim się uwinąłem szybko umyłem się i przebrany już wszedłem do pokoju. Kurai leżał na łóżku jednak dalej przy zaświeconym świetle.
-T-tak w ogóle...-zacząłem-Musimy o czymś pogadać...-powiedziałem niepewnie. Nie żebym chciał mówić komuś o "problemach" Kirimi jednak...Warto ostrzec o tym Kurai'a...Oczywiście nie powiem mu tego wprost! Jakoś bardziej dyskretnie.
-Hę? O co chodzi?-spytał.
-M-mógłbyś...Jakby to...N-nie zaczepiać akurat Kirimi?-spytałem i zamknąłem drzwi. Wolę nie ryzykować tym, że Kirimi nas usłyszy-U-uwierz mi...Naprawdę nie chcesz jej denerwować.
Kurai jak zawsze wyszczerzył się i zaczął śmiać.
-A co ona niby może mi zrobić?-spytał dalej śmiejąc się.
-W-więcej niż myślisz-powiedziałem krótko gasząc światło w pokoju. Następnie wszedłem na piętro łóżka jako, że Kurai zajął jego dolną część.
-Ej Yuki ty chyba jej się nie boisz?-zapytał podejrzliwie.
-N-nie to że się boję...Przecież...
-Tylko nie mów, ze nie boisz się niczego bo świetnie wiesz, że to nieprawda-przerwał mi znów cicho się śmiejąc.
-No przecież wiem...-mruknąłem-Nie boje się jej. Traktuje ją jak siostrę tylko...-przerwałem.
-Tylko? Yuki naucz się normalnie wysławiać!
Westchnąłem cicho.
-M-mówiłem sto razy żebyś nie mówił do mnie "Yuki"-upomniałem nieco zirytowany jednak dalej cichy.
-Ale to śmieszne gdy taki niby cichy ty się wkurzasz!
-N-nie jestem niby cichy...Jestem naprawdę cichy choć dobrze wiesz, ze bym tego nie chciał-powiedziałem i znów westchnąłem-Zresztą nieważne. Dobranoc.
-Dobranoc-odparł krótko i oboje, a przynajmniej tak sądzę poszliśmy spać.
*W nocy*
Poczułem, że ktoś łapie delikatnie moją rękę.
-Yukio...-usłyszałem głos Kirimi. Otworzyłem leniwie oczy i spojrzałem na nią. Wstała na którymś ze szczebli drabiny. Spojrzałem na elektryczny zegarek znajdujący się na komodzie. Było coś po pierwszej rano.
-O co chodzi?-spytałem szeptem siadając po turecku.
-Nie mogę spać śnił mi się koszmar-powiedziała ze łzami w oczach. Mogłem je dostrzec ponieważ moje oczy przyzwyczaiły się już do mroku panującego w pomieszczeniu.
-H-hej nie płacz, to tylko zły sen-powiedziałem delikatnie ocierając jej łzy. Nie wiem czy robiła to by wyjśc na słodką czy naprawdę coś się wydarzyło ale...Na mnie to niestety działa.
-Chodź ze mną do tamtego pokoju, proszę-powiedziała ze słodką minką. Zastanowiłem się nad tym. Chociaż...Nad czym się zastanawiać? Jakbym mógł odmówić mojej kochanej "siostrzyce".
-No dobrze..-powiedziałem. Następnie Kirimi zeszła z drabiny. Ja zrobiłem to po niej. Zdjąłem także z łóżka mój materac oraz pościel i przeniosłem je do pokoju gościnnego. Ustawiłem te rzeczy przy łóżku.
-Ja będę spał na materacu, a ty w łóżku dobrze? Jeśli znów ci się coś złego przyśni możesz śmiało mnie budzić-powiedziałem. Naprawdę przy Kirimi robiłem się o wiele odważniejszy. Prawie w ogóle się nie jąkałem. Kirimi przytaknęła. Następnie położyliśmy się. Oczywiście ona na łóżku ja na materacu.
-Dobranoc-powiedziała. Odpowiedziałem jej tym samym.
*Rano*
Obudziły mnie jakieś głosy. Szybko otwarłem oczy i spojrzałem na łóżko na którym powinna spać Kirimi. "Powinna" było dobrym słowem, bo nie było jej tam. Do tego co usłyszałem? Oczywiście Kirimi kłócącą się z Kurai'em. Od razu wstałem i pobiegłem do nich. Znów się bili.
-U-uspokójcie się!-powiedziałem. Jakimś cudem usłyszeli mnie i spojrzeli w moją stronę.
Ktoś mi wytłumaczy o co teraz chodzi?
-T-tak w ogóle...-zacząłem-Musimy o czymś pogadać...-powiedziałem niepewnie. Nie żebym chciał mówić komuś o "problemach" Kirimi jednak...Warto ostrzec o tym Kurai'a...Oczywiście nie powiem mu tego wprost! Jakoś bardziej dyskretnie.
-Hę? O co chodzi?-spytał.
-M-mógłbyś...Jakby to...N-nie zaczepiać akurat Kirimi?-spytałem i zamknąłem drzwi. Wolę nie ryzykować tym, że Kirimi nas usłyszy-U-uwierz mi...Naprawdę nie chcesz jej denerwować.
Kurai jak zawsze wyszczerzył się i zaczął śmiać.
-A co ona niby może mi zrobić?-spytał dalej śmiejąc się.
-W-więcej niż myślisz-powiedziałem krótko gasząc światło w pokoju. Następnie wszedłem na piętro łóżka jako, że Kurai zajął jego dolną część.
-Ej Yuki ty chyba jej się nie boisz?-zapytał podejrzliwie.
-N-nie to że się boję...Przecież...
-Tylko nie mów, ze nie boisz się niczego bo świetnie wiesz, że to nieprawda-przerwał mi znów cicho się śmiejąc.
-No przecież wiem...-mruknąłem-Nie boje się jej. Traktuje ją jak siostrę tylko...-przerwałem.
-Tylko? Yuki naucz się normalnie wysławiać!
Westchnąłem cicho.
-M-mówiłem sto razy żebyś nie mówił do mnie "Yuki"-upomniałem nieco zirytowany jednak dalej cichy.
-Ale to śmieszne gdy taki niby cichy ty się wkurzasz!
-N-nie jestem niby cichy...Jestem naprawdę cichy choć dobrze wiesz, ze bym tego nie chciał-powiedziałem i znów westchnąłem-Zresztą nieważne. Dobranoc.
-Dobranoc-odparł krótko i oboje, a przynajmniej tak sądzę poszliśmy spać.
*W nocy*
Poczułem, że ktoś łapie delikatnie moją rękę.
-Yukio...-usłyszałem głos Kirimi. Otworzyłem leniwie oczy i spojrzałem na nią. Wstała na którymś ze szczebli drabiny. Spojrzałem na elektryczny zegarek znajdujący się na komodzie. Było coś po pierwszej rano.
-O co chodzi?-spytałem szeptem siadając po turecku.
-Nie mogę spać śnił mi się koszmar-powiedziała ze łzami w oczach. Mogłem je dostrzec ponieważ moje oczy przyzwyczaiły się już do mroku panującego w pomieszczeniu.
-H-hej nie płacz, to tylko zły sen-powiedziałem delikatnie ocierając jej łzy. Nie wiem czy robiła to by wyjśc na słodką czy naprawdę coś się wydarzyło ale...Na mnie to niestety działa.
-Chodź ze mną do tamtego pokoju, proszę-powiedziała ze słodką minką. Zastanowiłem się nad tym. Chociaż...Nad czym się zastanawiać? Jakbym mógł odmówić mojej kochanej "siostrzyce".
-No dobrze..-powiedziałem. Następnie Kirimi zeszła z drabiny. Ja zrobiłem to po niej. Zdjąłem także z łóżka mój materac oraz pościel i przeniosłem je do pokoju gościnnego. Ustawiłem te rzeczy przy łóżku.
-Ja będę spał na materacu, a ty w łóżku dobrze? Jeśli znów ci się coś złego przyśni możesz śmiało mnie budzić-powiedziałem. Naprawdę przy Kirimi robiłem się o wiele odważniejszy. Prawie w ogóle się nie jąkałem. Kirimi przytaknęła. Następnie położyliśmy się. Oczywiście ona na łóżku ja na materacu.
-Dobranoc-powiedziała. Odpowiedziałem jej tym samym.
*Rano*
Obudziły mnie jakieś głosy. Szybko otwarłem oczy i spojrzałem na łóżko na którym powinna spać Kirimi. "Powinna" było dobrym słowem, bo nie było jej tam. Do tego co usłyszałem? Oczywiście Kirimi kłócącą się z Kurai'em. Od razu wstałem i pobiegłem do nich. Znów się bili.
-U-uspokójcie się!-powiedziałem. Jakimś cudem usłyszeli mnie i spojrzeli w moją stronę.
Ktoś mi wytłumaczy o co teraz chodzi?
Od Kurai'a: Bolesne spotkanie
- A więc Yuki pomieszkam sobie troszkę u ciebie, przyjechałem razem z Kotori. –Wytłumaczyłem koledze który był zrozpaczony z powodu podłogi.
-A……A tak właściwie gdzie jest Kotori? – Zapytał
-Poszła na miasto kupić ciuchy, jak to kobiety… - odpowiedziałem przykładając rękę do głowy i lekko wzdychając.
- Nooo no dobrze rozgość się. A ! w.. właśnie Kirimi dzisiaj zostanie u mnie… ekhem –chrząknął- znaczy z na… nami na noc.
Lekko rozszerzyłem oczy i popatrzyłem na niebieskowłosą dziewczynę, która zmarszczyła czoło i popatrzyła się na mnie srogo jakby za chwilę miała mnie zabić.
- A więc zapraszam szanowną panią pod prysznic ponieważ czuję nieprzyzwoity zapach – Przytkałem lekko nos- I prosimy do sypialni na bardzo wygodną kanapę. – powiedziałem do dziewczyny szarmancko i wystawiłem do niej rękę. Wyszczerzyłem do niej zęby i zacząłem się śmiać. Kirimi zaczęła aż kipieć ze złości, a po chwili przyłożyła mi z całej siły pięścią w nos tak że upadłem z hukiem na ziemie.
- Ki.. Kirimi!! Co .. co ..co ty ro.. robisz?? – Aż lekko krzyknął nieśmiały Yuki- Mo…. Moja podłoga jest .. cała we krwi!!
-Kurai a ty …. Przesta..przestań znowu…. U u…. uwodzić ko.. kobiety..-powiedział w miarę spokojny Yukio.
Mocno zdenerwowany wziąłem swoją torbę i poszedłem do swojego pokoju.
Kirimi lub Yuki dokończycie ?
-A……A tak właściwie gdzie jest Kotori? – Zapytał
-Poszła na miasto kupić ciuchy, jak to kobiety… - odpowiedziałem przykładając rękę do głowy i lekko wzdychając.
- Nooo no dobrze rozgość się. A ! w.. właśnie Kirimi dzisiaj zostanie u mnie… ekhem –chrząknął- znaczy z na… nami na noc.
Lekko rozszerzyłem oczy i popatrzyłem na niebieskowłosą dziewczynę, która zmarszczyła czoło i popatrzyła się na mnie srogo jakby za chwilę miała mnie zabić.
- A więc zapraszam szanowną panią pod prysznic ponieważ czuję nieprzyzwoity zapach – Przytkałem lekko nos- I prosimy do sypialni na bardzo wygodną kanapę. – powiedziałem do dziewczyny szarmancko i wystawiłem do niej rękę. Wyszczerzyłem do niej zęby i zacząłem się śmiać. Kirimi zaczęła aż kipieć ze złości, a po chwili przyłożyła mi z całej siły pięścią w nos tak że upadłem z hukiem na ziemie.
- Ki.. Kirimi!! Co .. co ..co ty ro.. robisz?? – Aż lekko krzyknął nieśmiały Yuki- Mo…. Moja podłoga jest .. cała we krwi!!
-Kurai a ty …. Przesta..przestań znowu…. U u…. uwodzić ko.. kobiety..-powiedział w miarę spokojny Yukio.
Mocno zdenerwowany wziąłem swoją torbę i poszedłem do swojego pokoju.
Kirimi lub Yuki dokończycie ?
Od Yukio
Byłem zaskoczony po tym co się stało z Kirimi. W końcu nie codziennie widuje się coś takiego, racja? Kirimi się do mnie przytuliła, a ja spojrzałem na profesorów pytająco. Co ja miałem robić? Chcą coś jeszcze ode mnie lub siostrzyczki czy możemy iść? Nagle Profesor Kuyou kiwnęła głową. Było znak że mogę odejść.
-Yukio-zwróciła się do mnie Kirimi- Pójdziemy do ciebie?
Mówiąc to zrobiła tak słodkie oczka że nie mogłem jej odmówić.
-Dobrze...To chodźmy-odparłem z lekkim uśmiechem. Następie ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Rozmawialiśmy uśmiechnięci czego przez te parę dni mi brakowało. Byłoby idealnie gdyby...Nie jedna osoba.
-Kirimi, to ty?-spytał zdziwiony chłopak i podbiegł do nas-Co tu robisz? Mieszkasz w innej okolicy, prawda?-spytał uśmiechnięty. Nie musiałem dłużej myśleć kto to...
-Watashi-wykrzyknęła uradowana dziewczyna-Skąd się tu wziąłeś? Zresztą nie ważne. To jest Yukio mój starszy braciszek.
Uniosłem tylko rękę w geście powitania. Przypatrzyłem mu się nieco dokładniej. Nagle zobaczyłem, że spogląda na rękę Kirimi i jest nieco zdziwiony. Podejrzane, ale nieważne. Może ta ja coś wymyślam?
Miło mi poznać- powiedział chłopak mierząc mnie podejrzliwym spojrzeniem.
-T-tak...Mi też-powiedziałem nieśmiało. Tak akurat w takich momentach moja nieśmiałość musi się ukazywać-Kirimi to idziemy?-spytałem patrząc na zegarek.
-Dobrze Yukio-odparła radośnie dziewczyna- Tylko coś załatwię.
Później podeszła do Watashiego. Wymienili ze sobą parę zdań i Kirimi z powrotem podeszła do mnie.
-Już możemy iść!-oznajmiła.
-Mhm...-przytaknąłem i ruszyliśmy dalej. Ten cały Watashi wydaje się dziwny...Czemu patrzył zdziwiony na rękę Kirimi? W dodatku skąd wie gdzie Kirimi mieszka? No dobra mogła mu to mówić...Albo ją śledzi! Albo ja mam paranoje. Doszliśmy do domu.
-Tak w ogóle...-zacząłem niepewnie-Jak dużo wiesz o tym...Ekhem "Watashi'm"-zapytałem. Nie chce się kłócić ale...Sam nie wiem.
-Hmm... Niewiele-odparła zamyślona- Ale czy to ważne? Przecież ty jesteś tylko moim braciszkiem! Wchodźmy!
-I dlatego się martwię, prawda?-mruknąłem cicho. Włożyłem klucze do drzwi jednak ku mojemu zaskoczeniu były one otwarte. Nacisnąłem więc lekko klamkę. W przedpokoju zauważyliśmy jakiegoś chłopaka...Czy to był...Kurai!? Kirimi błyskawicznie skoczyła na niego. Przewróciwszy go przyłożyła katanę do jego szyi. Kurai tylko pogorszył sytuację gdyż zaczął z nią walczyć.
-H-hej! U-uspokójcie się!-spróbowałem krzyknąć jednak na marne. No oczywiście krzyczę tylko wtedy gdy nie jest to potrzebne...
Kurai i Kirimi dalej ze sobą walczyli. Nagle Kurai potknął się o podwinięty dywan. Kirimi kożystając z okazji zadała cios. Zamknąłem oczy z przerażenia. Gdy je otworzyłem katana Kirimi tkwiła w podłodze dosłownie centymetr od szyi Kuraia. Próbowała ją wyciągnąć lecz na marne Korzystając z sytuacji podbiegłem tak jak najszybciej.
-K-kirmi uspokój się! To mój przyjaciel!-powiedziałem. Popatrzyłem jeszcze raz na katanę wbitą w podłogę. Co prawda cieszę się, że Kurai'owi nic nie jest, ale...Moja podłoga! Kirimi rzuciła mu pogardliwe spojrzenie ale posłusznie wstała.
-Yukio jesteś pewien? Kto to właściwie jest?--zapytała patrząc cały czas na Kuraia.
-Może sam się damie przedstawię-powiedział niezwykle "szarmancko" witając i chwytając jej dłoń. Nic a nic się nie zmienił. Ciągle tylko żartuje.
-Kurai. Chodziłem z nim do jednej klasy-wytłumaczyłem krótko.
-No wiesz co Yuki? Zawsze psujesz atmosferę nudnymi, prostymi wypowiedziami-odparł lekko śmiejąc się. Dalej trzymał dłoń Kirimi. Jeśli jak zawsze chce podrywać dziewczyny wybrał niewłaściwą...
-Możesz ją puścić?-zacząłem jednak Kirimi chyba tego nie wytrzymała i z całej siły uderzyła Kuraia w twarz tak że upadł na sofę stojącą za nim.
-Żartujesz sobie ze mnie?-krzyknęła wyprowadzona z równowagi dziewczyna. Właśnie...Była wściekła. O nie. Trzeba ją jakoś uspokoić. Rzuciłem Kurai'owi spojrzenie mówiące "Nie wtrącaj się" i stanąłem przed Kirimi.
-Siostrzyczko spokojnie. Nie ma co się nim denerwować-powiedziałem łagodnie. Następnie odwróciłem się do Kurai'a-Tak właściwie co ty tu robisz? I jak się tu dostałeś?-zapytałem nieco zdziwiony myśląc o tym wszystkim.
Kurai olśnisz mnie?
-Yukio-zwróciła się do mnie Kirimi- Pójdziemy do ciebie?
Mówiąc to zrobiła tak słodkie oczka że nie mogłem jej odmówić.
-Dobrze...To chodźmy-odparłem z lekkim uśmiechem. Następie ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Rozmawialiśmy uśmiechnięci czego przez te parę dni mi brakowało. Byłoby idealnie gdyby...Nie jedna osoba.
-Kirimi, to ty?-spytał zdziwiony chłopak i podbiegł do nas-Co tu robisz? Mieszkasz w innej okolicy, prawda?-spytał uśmiechnięty. Nie musiałem dłużej myśleć kto to...
-Watashi-wykrzyknęła uradowana dziewczyna-Skąd się tu wziąłeś? Zresztą nie ważne. To jest Yukio mój starszy braciszek.
Uniosłem tylko rękę w geście powitania. Przypatrzyłem mu się nieco dokładniej. Nagle zobaczyłem, że spogląda na rękę Kirimi i jest nieco zdziwiony. Podejrzane, ale nieważne. Może ta ja coś wymyślam?
Miło mi poznać- powiedział chłopak mierząc mnie podejrzliwym spojrzeniem.
-T-tak...Mi też-powiedziałem nieśmiało. Tak akurat w takich momentach moja nieśmiałość musi się ukazywać-Kirimi to idziemy?-spytałem patrząc na zegarek.
-Dobrze Yukio-odparła radośnie dziewczyna- Tylko coś załatwię.
Później podeszła do Watashiego. Wymienili ze sobą parę zdań i Kirimi z powrotem podeszła do mnie.
-Już możemy iść!-oznajmiła.
-Mhm...-przytaknąłem i ruszyliśmy dalej. Ten cały Watashi wydaje się dziwny...Czemu patrzył zdziwiony na rękę Kirimi? W dodatku skąd wie gdzie Kirimi mieszka? No dobra mogła mu to mówić...Albo ją śledzi! Albo ja mam paranoje. Doszliśmy do domu.
-Tak w ogóle...-zacząłem niepewnie-Jak dużo wiesz o tym...Ekhem "Watashi'm"-zapytałem. Nie chce się kłócić ale...Sam nie wiem.
-Hmm... Niewiele-odparła zamyślona- Ale czy to ważne? Przecież ty jesteś tylko moim braciszkiem! Wchodźmy!
-I dlatego się martwię, prawda?-mruknąłem cicho. Włożyłem klucze do drzwi jednak ku mojemu zaskoczeniu były one otwarte. Nacisnąłem więc lekko klamkę. W przedpokoju zauważyliśmy jakiegoś chłopaka...Czy to był...Kurai!? Kirimi błyskawicznie skoczyła na niego. Przewróciwszy go przyłożyła katanę do jego szyi. Kurai tylko pogorszył sytuację gdyż zaczął z nią walczyć.
-H-hej! U-uspokójcie się!-spróbowałem krzyknąć jednak na marne. No oczywiście krzyczę tylko wtedy gdy nie jest to potrzebne...
Kurai i Kirimi dalej ze sobą walczyli. Nagle Kurai potknął się o podwinięty dywan. Kirimi kożystając z okazji zadała cios. Zamknąłem oczy z przerażenia. Gdy je otworzyłem katana Kirimi tkwiła w podłodze dosłownie centymetr od szyi Kuraia. Próbowała ją wyciągnąć lecz na marne Korzystając z sytuacji podbiegłem tak jak najszybciej.
-K-kirmi uspokój się! To mój przyjaciel!-powiedziałem. Popatrzyłem jeszcze raz na katanę wbitą w podłogę. Co prawda cieszę się, że Kurai'owi nic nie jest, ale...Moja podłoga! Kirimi rzuciła mu pogardliwe spojrzenie ale posłusznie wstała.
-Yukio jesteś pewien? Kto to właściwie jest?--zapytała patrząc cały czas na Kuraia.
-Może sam się damie przedstawię-powiedział niezwykle "szarmancko" witając i chwytając jej dłoń. Nic a nic się nie zmienił. Ciągle tylko żartuje.
-Kurai. Chodziłem z nim do jednej klasy-wytłumaczyłem krótko.
-No wiesz co Yuki? Zawsze psujesz atmosferę nudnymi, prostymi wypowiedziami-odparł lekko śmiejąc się. Dalej trzymał dłoń Kirimi. Jeśli jak zawsze chce podrywać dziewczyny wybrał niewłaściwą...
-Możesz ją puścić?-zacząłem jednak Kirimi chyba tego nie wytrzymała i z całej siły uderzyła Kuraia w twarz tak że upadł na sofę stojącą za nim.
-Żartujesz sobie ze mnie?-krzyknęła wyprowadzona z równowagi dziewczyna. Właśnie...Była wściekła. O nie. Trzeba ją jakoś uspokoić. Rzuciłem Kurai'owi spojrzenie mówiące "Nie wtrącaj się" i stanąłem przed Kirimi.
-Siostrzyczko spokojnie. Nie ma co się nim denerwować-powiedziałem łagodnie. Następnie odwróciłem się do Kurai'a-Tak właściwie co ty tu robisz? I jak się tu dostałeś?-zapytałem nieco zdziwiony myśląc o tym wszystkim.
Kurai olśnisz mnie?
Kirimi: Przemiana
Łzy popłynęły mi z oczu. Yukio mnie właśnie przeprosił! Gdyby był to ktoś inny znając życie zignorowałabym go, ale to był Yukio mój starszy braciszek! Nie wytrzymałam w końcu i rzuciłam się na niego.

-Przepraszam Yukio! Przepraszam!-wybuchłam- To ja powinnam cię przeprosić! Wybaczysz mi?
Popatrzyłam na chłopaka z oczami pełnymi łez. On tylko uśmiechnął się lekko.
-Jak mógłbym ci nie wybaczyć?- spytał łagodnie.
W odpowiedzi wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
-Yukio-wyszeptałam cichutko-Mój starszy braciszek.
-Co mówiłaś?- spytał chłopak.
-Nic-odpowiedziałam cicho-już nic.
Nic nie zmąciło by tej cudownej chwili, lecz nagle moja prawa ręka zaczęła straszliwie piec. Odskoczyłąm od Yukio i upadłam na ziemię. Szybko ściągnęłam rękawiczkę. Ręka była czarna (tak jak wcześniej) i na dodatek cała pulsowała. Ból był nie do zniesienia. Zaczęłam krzyczeć i wić się z bólu. Yukio szybko doskoczył do mnie i próbował mnie uspokoić. Niestety. Ból z każdą sekundą stawał się silniejszy. Profesorowie zbiegli się i odsunęli ode mnie Yukio. Chłopak przestraszony siedział teraz pod ścianą.
-Kirimi!-krzyknęła profesor Kuyou- Co się dzieje?
-Ręka!-wykrztusiłam-Prawa ręka! Boli!
-Ale co ci się w nią stało?-pytała dalej zdezorientowana profesor.
-Atatsushi!-krzyknęłam- Atatsushi mnie ugryzł!
Profesorowie wymienili się przerażonymi spojrzeniami. W końcu ktoś krzykną:
-Szybko podajcie Kusuri!
Profesor Doroshi pobiegła gdzieś a kiedy wróciła trzymała małą szczykawkę. Podeszła z nią do mnie i wbiła w moją rękę. Ból nagle ustał ale wszystko wokół poczerniało. Wstałam powoli i chwiejąc się zaczęłam iść w stronę Yukio. Profesorowie zbledli ale odsunęli mi się z drogi. Yukio patrzył na mnie ze strachem. Je tylko szłam do niego. Kiedy byłam już tak nie daleko, przewróciłam się. Upadłam na Yukio już chciałam go przeprosić ale nagle moje ciało zaczęło lśnić. Coś powoli jakby podciągnęło w górę i przemieniło w łowcę.

Moje skrzydła lśniły bielą a na rękach nie było śladu czerni. Powoli opadłam na ziemię. Yukio patrzył na mnie zaskoczony. Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Nie bój się Yukio-powiedziałam promiennie- Już wszystko w porządku.
Yukio? Dokończysz?
-Przepraszam Yukio! Przepraszam!-wybuchłam- To ja powinnam cię przeprosić! Wybaczysz mi?
Popatrzyłam na chłopaka z oczami pełnymi łez. On tylko uśmiechnął się lekko.
-Jak mógłbym ci nie wybaczyć?- spytał łagodnie.
W odpowiedzi wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
-Yukio-wyszeptałam cichutko-Mój starszy braciszek.
-Co mówiłaś?- spytał chłopak.
-Nic-odpowiedziałam cicho-już nic.
Nic nie zmąciło by tej cudownej chwili, lecz nagle moja prawa ręka zaczęła straszliwie piec. Odskoczyłąm od Yukio i upadłam na ziemię. Szybko ściągnęłam rękawiczkę. Ręka była czarna (tak jak wcześniej) i na dodatek cała pulsowała. Ból był nie do zniesienia. Zaczęłam krzyczeć i wić się z bólu. Yukio szybko doskoczył do mnie i próbował mnie uspokoić. Niestety. Ból z każdą sekundą stawał się silniejszy. Profesorowie zbiegli się i odsunęli ode mnie Yukio. Chłopak przestraszony siedział teraz pod ścianą.
-Kirimi!-krzyknęła profesor Kuyou- Co się dzieje?
-Ręka!-wykrztusiłam-Prawa ręka! Boli!
-Ale co ci się w nią stało?-pytała dalej zdezorientowana profesor.
-Atatsushi!-krzyknęłam- Atatsushi mnie ugryzł!
Profesorowie wymienili się przerażonymi spojrzeniami. W końcu ktoś krzykną:
-Szybko podajcie Kusuri!
Profesor Doroshi pobiegła gdzieś a kiedy wróciła trzymała małą szczykawkę. Podeszła z nią do mnie i wbiła w moją rękę. Ból nagle ustał ale wszystko wokół poczerniało. Wstałam powoli i chwiejąc się zaczęłam iść w stronę Yukio. Profesorowie zbledli ale odsunęli mi się z drogi. Yukio patrzył na mnie ze strachem. Je tylko szłam do niego. Kiedy byłam już tak nie daleko, przewróciłam się. Upadłam na Yukio już chciałam go przeprosić ale nagle moje ciało zaczęło lśnić. Coś powoli jakby podciągnęło w górę i przemieniło w łowcę.
Moje skrzydła lśniły bielą a na rękach nie było śladu czerni. Powoli opadłam na ziemię. Yukio patrzył na mnie zaskoczony. Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Nie bój się Yukio-powiedziałam promiennie- Już wszystko w porządku.
Yukio? Dokończysz?
Profil Grace
Imię : Grace ( czyt. Grejs )
Nazwisko : Llewellyn
Wiek : 15 lat
Płeć : kobieta
Ród : nie wiadomo , to dość skomplikowane
Charakter : zazwyczaj miła i pomocna , często chodzi zamyślona ,lepiej nie wchodzić jej w drogę kiedy ma zły humor ,również uparta , mało przyjacielska , trudno zdobyć jej zaufanie
Historia : Jej historia jest bardzo długa ,ale w skrócie :
Mieszkałam razem z rodzicami na wschodzie Kanady.Rodzice okropnie się kłócili ,ale ja miała własne problemy.Często widywałam przedziwne potwory ,które nawiedzały mnie dniami i nocami.Powiedziałam o tym rodzicom lecz oni uznali mnie za wariatkę.Kiedy byli już po rozwodzie do domu weszła starsza pani ,przez chwilę rozmawiała o czymś z moimi rodzicami po czym zabrała mnie ze sobą i obie pojechałyśmy do miasta Sakurai. Na miejscu opowiedziała mi ,że jest moją babcią ,a moi ,,rodzice'' to rodzina zastępcza. Byłam bardzo wstrząśnięta tą wiadomością. Dowiedziałam się również ,że jestem jakimś młodym łowcą potworów zwanych Atsushi i jak najprędzej powinnam zacząć treningi. Zaczęłam wypytywać moją babcię o więcej np. o rodziców , lecz ona milczała i mówiła ,że ,,wszystko w swoim czasie''.
Broń : saksa i nóż do rzucania oraz dwa dodatkowe noże
Moc : potrafi zamrażać wszystko co tylko zechce warstwą grubego lodu
Dodatkowe : -----
Rodzeństwo : nie ma ,a przynajmniej nic o tym nie wie
Zwierzak : na razie go nie ma
Wygląd:
Nazwisko : Llewellyn
Wiek : 15 lat
Płeć : kobieta
Ród : nie wiadomo , to dość skomplikowane
Charakter : zazwyczaj miła i pomocna , często chodzi zamyślona ,lepiej nie wchodzić jej w drogę kiedy ma zły humor ,również uparta , mało przyjacielska , trudno zdobyć jej zaufanie
Historia : Jej historia jest bardzo długa ,ale w skrócie :
Mieszkałam razem z rodzicami na wschodzie Kanady.Rodzice okropnie się kłócili ,ale ja miała własne problemy.Często widywałam przedziwne potwory ,które nawiedzały mnie dniami i nocami.Powiedziałam o tym rodzicom lecz oni uznali mnie za wariatkę.Kiedy byli już po rozwodzie do domu weszła starsza pani ,przez chwilę rozmawiała o czymś z moimi rodzicami po czym zabrała mnie ze sobą i obie pojechałyśmy do miasta Sakurai. Na miejscu opowiedziała mi ,że jest moją babcią ,a moi ,,rodzice'' to rodzina zastępcza. Byłam bardzo wstrząśnięta tą wiadomością. Dowiedziałam się również ,że jestem jakimś młodym łowcą potworów zwanych Atsushi i jak najprędzej powinnam zacząć treningi. Zaczęłam wypytywać moją babcię o więcej np. o rodziców , lecz ona milczała i mówiła ,że ,,wszystko w swoim czasie''.
Broń : saksa i nóż do rzucania oraz dwa dodatkowe noże
Moc : potrafi zamrażać wszystko co tylko zechce warstwą grubego lodu
Dodatkowe : -----
Rodzeństwo : nie ma ,a przynajmniej nic o tym nie wie
Zwierzak : na razie go nie ma
Wygląd:
Profil Elise
Imię: Elise
Nazwisko: Jensen (czyt.Dżensen)
Wiek:16
Płeć: Kobieta
Ród: Jestem pierwszym łowcą w swoim rodzie.
Charakter:Miła rozmowna i przyjazna. Czasami uparta...
Historia: Nie wspominam tego miło. Moje życie zaczęło się rozpadać. Rodzice się rozwiedli. Umarła moja babcia. Przeprowadziłam się z mamą do dziwnego miasta. Nowa szkoła = nowe twarze. Nikogo tam nie znałam. W poprzedniej szkole miałam przyjaciół , znałam nauczycieli... Tutaj? Masakra. Każdy mnie mijał. Każdy dzień był dla mnie wyzwaniem. Tydzień po tym poszłam do kawiarni by utopić smutki w kawie. Nagle przysiadła się do mojego krzesła kobieta. Miała czarne włosy i niebieskie oczy. Powiedziała mi zaskakujący fakt ,że jestem... łowcą,
Broń:Mroczna magia.
Moc: Mrok : wtapianie się w cień , otwieranie portali do Niebytu
Dodatkowe: Rogi ;-;
Rodzeństwo: brak
Współlokator: brak
Zwierzak: nie mam
Wygląd:
:
Jako łowca:
Nazwisko: Jensen (czyt.Dżensen)
Wiek:16
Płeć: Kobieta
Ród: Jestem pierwszym łowcą w swoim rodzie.
Charakter:Miła rozmowna i przyjazna. Czasami uparta...
Historia: Nie wspominam tego miło. Moje życie zaczęło się rozpadać. Rodzice się rozwiedli. Umarła moja babcia. Przeprowadziłam się z mamą do dziwnego miasta. Nowa szkoła = nowe twarze. Nikogo tam nie znałam. W poprzedniej szkole miałam przyjaciół , znałam nauczycieli... Tutaj? Masakra. Każdy mnie mijał. Każdy dzień był dla mnie wyzwaniem. Tydzień po tym poszłam do kawiarni by utopić smutki w kawie. Nagle przysiadła się do mojego krzesła kobieta. Miała czarne włosy i niebieskie oczy. Powiedziała mi zaskakujący fakt ,że jestem... łowcą,
Broń:Mroczna magia.
Moc: Mrok : wtapianie się w cień , otwieranie portali do Niebytu
Dodatkowe: Rogi ;-;
Rodzeństwo: brak
Współlokator: brak
Zwierzak: nie mam
Wygląd:
:
Jako łowca:
niedziela, 27 lipca 2014
Od Yukio: Przeprosiny
Testy skończyły się. Chyba to jak mi poszło jest oczywiste. Przecież nie jestem ani trochę silny, sprawności u mnie brak co dopiero umiejętność prowadzenia pojazdu. Taka prawda, jedynym co potrafię robić jest myślenie. Zresztą nieważne. Miałem zamiar jak zawsze wrócić do domu.
-Yukio czekaj!-zawołał nagle ktoś. Odwróciłem się. Była to profesor Kuyou. Podbiegła do mnie.
-Tak? Coś się stało?-zapytałem cicho i niepewnie. Tak mój cichy ton powrócił i wątpię żebym jeszcze kiedykolwiek w życiu odzywał się głośniej. Przez to zwracam na siebie uwagę...Nienawidzę być w centrum uwagi.
-Co to ma znaczyć, że pokłóciłeś się z Kirimi!?-spytała trochę zmartwiona jednak także trochę zła. Ja wbiłem wzrok w ziemie i stałem nic nie mówiąc-Co się tak właściwie stało?-znów spytała.
-Sam nie wiem...-odparłem dalej patrząc w ziemie. Głupio się czułem. Czułem się też trochę...Winny? Ale...Przecież to nie moja wina! Mam dośc tego że ciągle zgadzam się z innymi. Profesor westchnęła.
-Możesz ją przeprosić?-zapytała łagodnie. No tak w końcu to Yukio jest ten zawsze przepraszający i ulegający. Nie mówię że nie chce się pogodzić z Kirimi, ale...
-Ale czemu akurat ja mam zawsze przepraszać?-wydusiłem z siebie. Jak na mnie to był dość śmiałe, nawet jeśli mówiłem to całkiem cicho.
-Yuki pamiętasz co tłumaczył Ci profesor?
-N-no tak..Ale...
-I sądzisz, że w tym wypadku kłócenie się z Kirimi pomoże?
-No nie...A-ale chodzi o to, że...
-Więc co powinieneś zrobić?-popatrzyła na mnie wyczekująco.
-Przeprosić...-powiedziałem niechętnie. Czuje się jakbym był małym dzieckiem które wszyscy pouczają!
-Dobrze-odparła profesor Kuyou z ulgą-Proszę cię, tak samo jak inni profesorzy o jedno. Nawet jeśli będziesz na nią zły bądź dla niej miły, dobrze?-spytała. Ja kiwnąłem tylko głową, a profesor uśmiechnęła się-Kirimi zaraz wyjdzie. Najlepiej będzie jak poczekasz na nią gdzieś przy ulicy-stwierdziła. Ja bez słowa wykonałem polecenie. Po paru minutach zobaczyłem Kirimi. Od razu na mnie popatrzyła.
-H-hej...-powiedziałem cicho i zmusiłem się na lekki uśmiech. Z tego co widziałem na początku chciała coś odpowiedzieć jednak powstrzymała się.
-O co chodzi?-spytała bez kompletnie jakichkolwiek uczuć. Ja wziąłem wdech.
-Kirimi naprawdę nie chciałem wtedy na Ciebie krzyczeć. Po prostu się o Ciebie martwię i chce dla Ciebie jak najlepiej bo jesteś moją słodką siostrczyką choćby nie wiem co. I dla tego też nie wytrzymam jeśli dalej będziesz na mnie zła. Proszę, wybacz mi!-powiedziałem szybko. Tak właściwie to wszystko było prawdą. Teraz już nie ważne, że to ja musiałem przepraszać-Chce żeby wszystko był jak dawniej...-dodałem szeptem.
Kirimi, zgoda?
-Yukio czekaj!-zawołał nagle ktoś. Odwróciłem się. Była to profesor Kuyou. Podbiegła do mnie.
-Tak? Coś się stało?-zapytałem cicho i niepewnie. Tak mój cichy ton powrócił i wątpię żebym jeszcze kiedykolwiek w życiu odzywał się głośniej. Przez to zwracam na siebie uwagę...Nienawidzę być w centrum uwagi.
-Co to ma znaczyć, że pokłóciłeś się z Kirimi!?-spytała trochę zmartwiona jednak także trochę zła. Ja wbiłem wzrok w ziemie i stałem nic nie mówiąc-Co się tak właściwie stało?-znów spytała.
-Sam nie wiem...-odparłem dalej patrząc w ziemie. Głupio się czułem. Czułem się też trochę...Winny? Ale...Przecież to nie moja wina! Mam dośc tego że ciągle zgadzam się z innymi. Profesor westchnęła.
-Możesz ją przeprosić?-zapytała łagodnie. No tak w końcu to Yukio jest ten zawsze przepraszający i ulegający. Nie mówię że nie chce się pogodzić z Kirimi, ale...
-Ale czemu akurat ja mam zawsze przepraszać?-wydusiłem z siebie. Jak na mnie to był dość śmiałe, nawet jeśli mówiłem to całkiem cicho.
-Yuki pamiętasz co tłumaczył Ci profesor?
-N-no tak..Ale...
-I sądzisz, że w tym wypadku kłócenie się z Kirimi pomoże?
-No nie...A-ale chodzi o to, że...
-Więc co powinieneś zrobić?-popatrzyła na mnie wyczekująco.
-Przeprosić...-powiedziałem niechętnie. Czuje się jakbym był małym dzieckiem które wszyscy pouczają!
-Dobrze-odparła profesor Kuyou z ulgą-Proszę cię, tak samo jak inni profesorzy o jedno. Nawet jeśli będziesz na nią zły bądź dla niej miły, dobrze?-spytała. Ja kiwnąłem tylko głową, a profesor uśmiechnęła się-Kirimi zaraz wyjdzie. Najlepiej będzie jak poczekasz na nią gdzieś przy ulicy-stwierdziła. Ja bez słowa wykonałem polecenie. Po paru minutach zobaczyłem Kirimi. Od razu na mnie popatrzyła.
-H-hej...-powiedziałem cicho i zmusiłem się na lekki uśmiech. Z tego co widziałem na początku chciała coś odpowiedzieć jednak powstrzymała się.
-O co chodzi?-spytała bez kompletnie jakichkolwiek uczuć. Ja wziąłem wdech.
-Kirimi naprawdę nie chciałem wtedy na Ciebie krzyczeć. Po prostu się o Ciebie martwię i chce dla Ciebie jak najlepiej bo jesteś moją słodką siostrczyką choćby nie wiem co. I dla tego też nie wytrzymam jeśli dalej będziesz na mnie zła. Proszę, wybacz mi!-powiedziałem szybko. Tak właściwie to wszystko było prawdą. Teraz już nie ważne, że to ja musiałem przepraszać-Chce żeby wszystko był jak dawniej...-dodałem szeptem.
Kirimi, zgoda?
sobota, 26 lipca 2014
Kirimi: Nadludzka siła.
Powoli dolatywałam do hangarów. W końcu wylądowałam przy wejściu. Nie spiesząc się weszłam do budynku. Profesor Kuyou czekała na mnie zniecierpliwiona.
-Gdzie ty byłaś!-zapytała prawie krzycząc- Zresztą nie ważne. Choć za mną.
Profesorka zaprowadziła mnie do pomieszczenia w którym jeszcze nie byłam.
- Przetestujemy teraz twoją moc. Uderz z jak największą siłą w ten worek-powiedziała wskazując worek na drugim końcu sali.
-To będzie bułka z masłem!-pomyślałam.
Wyciągnęłam katanę i odeszłam oby wziąć rozbieg. Wystartowałam. Biegłam prosto na worek. Zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam w cel.

Nagle oślepiło mnie niebieskie światło. Worka już nie było tak samo jak reszty przyrządów.
-Z wszystko w porządku?-zapytała zaskoczona profesor.
-T-tak-odpowiedziałam równie zdziwiona- znaczy chyba tak.
-Pokłóciłaś się z kimś ostatnio?-zapytała podejrzliwie profesor.
-Tak-odparła smutno.
-Z kim?
-Z Yukio.
Profesor Kuyou zbladła. Wyglądała jakby miała zaraz zemdleć.
-Kirimi idź do profesora Ikimono-powiedziała w końcu- On poprowadzi dalszą część treningu. Ja muszę z kimś porozmawiać.
-Dobrze-odpowiedziałam kierując się w stronę drzwi.
Profesor Ikimono przeprowadził kolejne testy. Jednak cały czas działo się ze mną coś dziwnego. Podczas każdego testu (oprócz logicznego myślenia), gdy uderzyłam w coś lub musiałam zniszczyć atatsushiego następował taki sam wybuch jak podczas pierwszego sprawdzianu (z siły). Gdy skończyłam przedostatnie doświadczenie usiadłam na jednej z ławek. Zdjęłam rękawiczkę. Zaczęłam uważnie oglądać moją rękę. Czerń sięgnęła już moich palców. Usłyszałam czyjeś kroki więc szybko włożyłam rękawiczkę i wstałam. Był to profesor Ikimono.
-Choć za mną-powiedział.
Profesor zaprowadził mnie do jednego z większych hangarów. Światło było zgaszone. Kiedy profesor je zapalił moim oczom ukazał się skład pojazdów.
-Wybierz sobie jeden-powiedział dumnie profesor.
-Dobrze-kiwnęłam tylko głową i pobiegłam szukać czegoś dla siebie.
Przebiegłam hangar w wzdłuż i wszerz aż w końcu znalazłam.
-Panie profesorze!-zawołałam-znalazłam coś w sam raz!
-Co takiego?-zapytał.
-To!-powiedziałam wskazując na motor.

-Spodziewałem się tego po tobie.-powiedział z uśmiechem profesor-No już wsiadaj!
Bez wahania wskoczyłam na motor i założyłam kask który na nim był.
-Teraz wyprowadź go na zewnątrz. I okrąż ten budynek.
Szybko wykonałam polecenie i okrążyłam hangar. Motor był niesamowicie szybki, więc jedno okrążenie zleciało w trymiga.
-Dobrze jutro powtórzmy to-powiedział- ale teraz wprowadź go z powrotem do środka ściemnia się.
-Dobrze-odpowiedziałam z smutkiem i zaprowadziłam motor do hangaru.
C.D.N.
-Gdzie ty byłaś!-zapytała prawie krzycząc- Zresztą nie ważne. Choć za mną.
Profesorka zaprowadziła mnie do pomieszczenia w którym jeszcze nie byłam.
- Przetestujemy teraz twoją moc. Uderz z jak największą siłą w ten worek-powiedziała wskazując worek na drugim końcu sali.
-To będzie bułka z masłem!-pomyślałam.
Wyciągnęłam katanę i odeszłam oby wziąć rozbieg. Wystartowałam. Biegłam prosto na worek. Zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam w cel.
Nagle oślepiło mnie niebieskie światło. Worka już nie było tak samo jak reszty przyrządów.
-Z wszystko w porządku?-zapytała zaskoczona profesor.
-T-tak-odpowiedziałam równie zdziwiona- znaczy chyba tak.
-Pokłóciłaś się z kimś ostatnio?-zapytała podejrzliwie profesor.
-Tak-odparła smutno.
-Z kim?
-Z Yukio.
Profesor Kuyou zbladła. Wyglądała jakby miała zaraz zemdleć.
-Kirimi idź do profesora Ikimono-powiedziała w końcu- On poprowadzi dalszą część treningu. Ja muszę z kimś porozmawiać.
-Dobrze-odpowiedziałam kierując się w stronę drzwi.
Profesor Ikimono przeprowadził kolejne testy. Jednak cały czas działo się ze mną coś dziwnego. Podczas każdego testu (oprócz logicznego myślenia), gdy uderzyłam w coś lub musiałam zniszczyć atatsushiego następował taki sam wybuch jak podczas pierwszego sprawdzianu (z siły). Gdy skończyłam przedostatnie doświadczenie usiadłam na jednej z ławek. Zdjęłam rękawiczkę. Zaczęłam uważnie oglądać moją rękę. Czerń sięgnęła już moich palców. Usłyszałam czyjeś kroki więc szybko włożyłam rękawiczkę i wstałam. Był to profesor Ikimono.
-Choć za mną-powiedział.
Profesor zaprowadził mnie do jednego z większych hangarów. Światło było zgaszone. Kiedy profesor je zapalił moim oczom ukazał się skład pojazdów.
-Wybierz sobie jeden-powiedział dumnie profesor.
-Dobrze-kiwnęłam tylko głową i pobiegłam szukać czegoś dla siebie.
Przebiegłam hangar w wzdłuż i wszerz aż w końcu znalazłam.
-Panie profesorze!-zawołałam-znalazłam coś w sam raz!
-Co takiego?-zapytał.
-To!-powiedziałam wskazując na motor.
-Spodziewałem się tego po tobie.-powiedział z uśmiechem profesor-No już wsiadaj!
Bez wahania wskoczyłam na motor i założyłam kask który na nim był.
-Teraz wyprowadź go na zewnątrz. I okrąż ten budynek.
Szybko wykonałam polecenie i okrążyłam hangar. Motor był niesamowicie szybki, więc jedno okrążenie zleciało w trymiga.
-Dobrze jutro powtórzmy to-powiedział- ale teraz wprowadź go z powrotem do środka ściemnia się.
-Dobrze-odpowiedziałam z smutkiem i zaprowadziłam motor do hangaru.
C.D.N.
Uwaga!
Dnia 26.07.2014 r. Odbędą się testy sprawnościowe. Każdy łowca zobowiązany jest do punktualnego stawienia się w hangarze nr.3 o godz. 19.30.
Przebieg testów:
-Najpierw sprawdzimy waszą siłę.
-Następnie sprawność w terenie.
-Logiczne myślenie.
-Czas reakcji.
-i umiejętność prowadzenia pojazdów bojowych/oraz wybieranie jednego z nich.
Po zakończeniu i podliczeniu punktów,dobierzemy was w dwuosobowe zespoły uzupełniające. W ramach wynagrodzenia cięższych treningów zostanie również zorganizowany Dzień Integracji. Więcej informacji na ten temat dołączymy do następnego powiadomienia.
Dowództwo.
Przebieg testów:
-Najpierw sprawdzimy waszą siłę.
-Następnie sprawność w terenie.
-Logiczne myślenie.
-Czas reakcji.
-i umiejętność prowadzenia pojazdów bojowych/oraz wybieranie jednego z nich.
Po zakończeniu i podliczeniu punktów,dobierzemy was w dwuosobowe zespoły uzupełniające. W ramach wynagrodzenia cięższych treningów zostanie również zorganizowany Dzień Integracji. Więcej informacji na ten temat dołączymy do następnego powiadomienia.
Dowództwo.
Profil Arise!
Imię: Arise
Nazwisko: Night
Wiek: 15
Płeć: kobieta
Ród: Jestem druga. Pierwsza była moja siostra
Charakter: Łatwo ulega, jest romantyczką i czasami wybuchowa. Lubi dużo mówić, ale wie kiedy się uciszyć. Uważa zemstę za coś idiotycznego, ale czasami się zdarza. Nigdy nie przesadza. Umie przyznać się do błędu i rozumie, że ktoś się pomylił. Jeśli coś jej nie idzie, akceptuje to i zostawia.
Historia: Kiedy miałam rok zostałam zabrana od rodziny, ponieważ od samego początku to, że ja będę łowcą było przewidziane. Kiedy byłam w odpowiednim wieku zaczęłam być szkolona do walki z Atsushi, przez organizację, która mnie porwała. Całkiem niedawno zostałam wysłana, żeby szpiegować inną organizację. Kiedy specjalnie pokazałam, że jestem łowcą pojawił się człowiek, który mnie tam zabrał. Przestałam szpiegować, kiedy...(Reszty dowiecie się w przyszłości)
Broń: Kosa
Moc: Czas
Dodatkowe:
Rodzeństwo: Bliźniaczka Rozalia i brat, który nie jest łowcą
Współlokator: Rozalia
Zwierzak: Pies Jester
Wygląd:
Nazwisko: Night
Wiek: 15
Płeć: kobieta
Ród: Jestem druga. Pierwsza była moja siostra
Charakter: Łatwo ulega, jest romantyczką i czasami wybuchowa. Lubi dużo mówić, ale wie kiedy się uciszyć. Uważa zemstę za coś idiotycznego, ale czasami się zdarza. Nigdy nie przesadza. Umie przyznać się do błędu i rozumie, że ktoś się pomylił. Jeśli coś jej nie idzie, akceptuje to i zostawia.
Historia: Kiedy miałam rok zostałam zabrana od rodziny, ponieważ od samego początku to, że ja będę łowcą było przewidziane. Kiedy byłam w odpowiednim wieku zaczęłam być szkolona do walki z Atsushi, przez organizację, która mnie porwała. Całkiem niedawno zostałam wysłana, żeby szpiegować inną organizację. Kiedy specjalnie pokazałam, że jestem łowcą pojawił się człowiek, który mnie tam zabrał. Przestałam szpiegować, kiedy...(Reszty dowiecie się w przyszłości)
Broń: Kosa
Moc: Czas
Dodatkowe:
Rodzeństwo: Bliźniaczka Rozalia i brat, który nie jest łowcą
Współlokator: Rozalia
Zwierzak: Pies Jester
Wygląd:
czwartek, 24 lipca 2014
Profil Kurai'a!
Imię: Kurai
Nazwisko: Shikima
Wiek: 16 lat
Płeć: mężczyzna
Ród: Jest drugim łowcą w rodzinie. Pierwszym był jeden mężczyzna z jego rodziny który żył ok. 500 lat temu.
Charakter: Jest typowym buntownikiem i cwaniakiem. Uwielbia irytować innych ludzi. Jest także niezwykłym uwodzicielem. Mimo tego że jest uwodzicielem flirtuje z dziewczynami tylko po to żeby je wkurzyć. Jest też świetnym aktorem.
Historia: Kurai wiódł spokojne życie razem ze swoimi rodzicami. Jednak okazało się, że prezydent miasta wyrzucił jego i jego rodzinę z domu. Musieli się przeprowadzić gdzie indziej. Jakiś tydzień po tym gdy dom został rozkopany Kurai otrzymał jakąś dziwną paczkę zaadresowaną do niego. Otworzył ją. W środku znalazł skrzynkę oraz kartkę. Pisało na niej:
"Znalezione w starym domu rodziny Shikima. Oddać właścicielom". Jako, że był sam w domu otworzył tajemniczą skrzynkę. Znalazł tam zwój. Chciał go przeczytać jednak w momencie gdy go dotknął oślepił go dziwny blask. Zamknął skrzynie i wrócił do domu. Dopiero po paru dniach otrzymał list od organizacji informujący o łowcach i jego mocach. Był zdziwiony. Zwłaszcza, że nie zauważył żadnych mocy! Postanowił jednak spróbować. Okazało się, że potrafi kontrolować wodę! Dowiadując się o tym, że siostra jego przyjaciela ze szkoły, Yukio który sam wyjechał, miała udać się do Sakurai i mieszkać u Yukio zabrał się razem z nią.
Broń: Shuriken (gwiazdki ninja)
Moc: Woda
Dodatkowe: Brak
Rodzeństwo: Raczej brak
Współlokator: Yukio, Kotori
Zwierzak: Brak
Wygląd:
Nazwisko: Shikima
Wiek: 16 lat
Płeć: mężczyzna
Ród: Jest drugim łowcą w rodzinie. Pierwszym był jeden mężczyzna z jego rodziny który żył ok. 500 lat temu.
Charakter: Jest typowym buntownikiem i cwaniakiem. Uwielbia irytować innych ludzi. Jest także niezwykłym uwodzicielem. Mimo tego że jest uwodzicielem flirtuje z dziewczynami tylko po to żeby je wkurzyć. Jest też świetnym aktorem.
Historia: Kurai wiódł spokojne życie razem ze swoimi rodzicami. Jednak okazało się, że prezydent miasta wyrzucił jego i jego rodzinę z domu. Musieli się przeprowadzić gdzie indziej. Jakiś tydzień po tym gdy dom został rozkopany Kurai otrzymał jakąś dziwną paczkę zaadresowaną do niego. Otworzył ją. W środku znalazł skrzynkę oraz kartkę. Pisało na niej:
"Znalezione w starym domu rodziny Shikima. Oddać właścicielom". Jako, że był sam w domu otworzył tajemniczą skrzynkę. Znalazł tam zwój. Chciał go przeczytać jednak w momencie gdy go dotknął oślepił go dziwny blask. Zamknął skrzynie i wrócił do domu. Dopiero po paru dniach otrzymał list od organizacji informujący o łowcach i jego mocach. Był zdziwiony. Zwłaszcza, że nie zauważył żadnych mocy! Postanowił jednak spróbować. Okazało się, że potrafi kontrolować wodę! Dowiadując się o tym, że siostra jego przyjaciela ze szkoły, Yukio który sam wyjechał, miała udać się do Sakurai i mieszkać u Yukio zabrał się razem z nią.
Broń: Shuriken (gwiazdki ninja)
Moc: Woda
Dodatkowe: Brak
Rodzeństwo: Raczej brak
Współlokator: Yukio, Kotori
Zwierzak: Brak
Wygląd:
Kirimi: Spotkanie z Watashim
Wstałam dość późno. Odruchowo popatrzyłam na telefon. Na ekranie widniało nieodebrane połączenie... od Yukio! Chciałam natychmiast oddzwonić, ale coś mnie powstrzymało.
-Wczoraj na mnie nakrzyczał- powiedziałam powoli spuszczając głowę.
Odłożyłam komórkę i weszłam do łazienki. Kiedy chciałam umyć ręce przestraszyłam się. Moja prawa ręka była czarna z fioletowymi plamami. Przerażona cofnęłam się i upadłam. Kiedy otrząsnęłam się z szoku spojrzałam na zegarek. Była punkt 12. Nagle przypomniałam sobie o spotkaniu z Watashim. Jak burza wpadłam do pokoju i otwarłam szafę. Nerwowo zaczęłam przeglądać wieszaki. W końcu chwyciłam jeden na którym wisiała czarna sukienka i rzuciłam go na łóżko. Następnie pobiegłam na korytarz do szafki z butami. Chwyciłam moje baletki na lekkim obcasie i odłożyłam je na bok. Szybko wróciłam do pokoju i wzięłam sukienkę. Spojrzałam znowu na zegarek. Była 12:30.
-Jeszcze mam trochę czasu-powiedziałam do siebie i poszłam da łazienki.
Gdy ubrałam sukienkę spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się. Byłam zadowolona z tego jak dobrałam strój. Ale nagle coś zmąciło mój zachwyt. Oto moja prawa dłoń była czarna. Skrzywiłam się, ale po chwili na mojej twarzy zagościł uśmiech. Weszłam znowu do pokoju i otworzyłam jedną z szuflad. Wyjęłam z niej rękawiczki. Nałożyłam je tak aby nie było zupełnie widać czarno-fioletowych plam. Jednak dalej mi czegoś brakowało. W końcu zauważyłam to i wyciągnęłam z szafy zakolanówki. Następnie założyłam je i wolnym krokiem przeszłam do przedpokoju. Zam włożyłam buty i wyszłam z mieszkania.
***
Bez przeszkód dotarłam na most Iwa. Watashiego jeszcze nie było. więc usiadłam koło jednego z słupów.

Nie czekałam dłużej jak dziesięć minut a na rogu ulicy pojawił się Watashi. Kiedy podszedł do mnie wstałam i uściskałam go na przywitanie.
-Witaj Kirimi-powiedział-Wyglądasz słodziutko.
-Dz-dziękuję-odpowiedziałam zawstydzona.
Teraz zauwarzułam że chłopak jest jeszcze przystojniejszy niż wczoraj.

-To na co masz dziś ochotę?-zapytał przerywając ciszę- Co byś powiedziała na spędzenie popołudnia w moim towarzystwie?
-Z miłą chęcią-odpowiedziałam radośnie.
Następnie poszliśmy razem do miasta.
Popołudnie było cudowne. Byliśmy razem z Watashim na lodach w kawiarence,w parku i ogrodzie botanicznym. Nic nie zmąciło by tych cudownych chwil gdyby nagle nie zdzwonił mój telefon. Przeprosiłam na chwilę Watashiego i odebrałam.
-Gdzie ty jesteś!?-zapytał profesor Kouyou.
-Na mieście-odpowiedziałam obojętnie.
-Dzisiaj są cotygodniowe ogłoszenia!
-Dowiem się od Yu... Sayaki co się działo.
-Masz się tu za chwilę zjawić!-powiedziała poirytowana pani profesor.
-Dobrze- odpowiedziałam.
Uznałam że nie ma co dyskutować z profesorką więc podeszłam do Watashiego i wyjaśniłam mu sprawę.
-Nie będziesz się gniewał jeśli pójdę już?-zapytałam.
-Nie ma przecież o co-odpowiedział - Mam jeszcze dla ciebie mały prezent. Zamknij oczy.
Posłusznie wykonałam polecenie chłopaka. Poczułam coś niezwykle delikatnego i cienkiego. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam na mojej szyi piękny wisiorek. Lecz zaczął mnie parzyć więc szybko go zerwałam i rzuciłam na ziemię.
-Przepraszam,-powiedziałam spuszczając głowę-pójdę już.
-Nie masz za co przepraszać. Do zobaczenia- odpowiedział śmiejąc się lekko.
Odpowiedziałam mu tym samym a następnie odleciałam w stronę hangarów.
C.D.N
-Wczoraj na mnie nakrzyczał- powiedziałam powoli spuszczając głowę.
Odłożyłam komórkę i weszłam do łazienki. Kiedy chciałam umyć ręce przestraszyłam się. Moja prawa ręka była czarna z fioletowymi plamami. Przerażona cofnęłam się i upadłam. Kiedy otrząsnęłam się z szoku spojrzałam na zegarek. Była punkt 12. Nagle przypomniałam sobie o spotkaniu z Watashim. Jak burza wpadłam do pokoju i otwarłam szafę. Nerwowo zaczęłam przeglądać wieszaki. W końcu chwyciłam jeden na którym wisiała czarna sukienka i rzuciłam go na łóżko. Następnie pobiegłam na korytarz do szafki z butami. Chwyciłam moje baletki na lekkim obcasie i odłożyłam je na bok. Szybko wróciłam do pokoju i wzięłam sukienkę. Spojrzałam znowu na zegarek. Była 12:30.
-Jeszcze mam trochę czasu-powiedziałam do siebie i poszłam da łazienki.
Gdy ubrałam sukienkę spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się. Byłam zadowolona z tego jak dobrałam strój. Ale nagle coś zmąciło mój zachwyt. Oto moja prawa dłoń była czarna. Skrzywiłam się, ale po chwili na mojej twarzy zagościł uśmiech. Weszłam znowu do pokoju i otworzyłam jedną z szuflad. Wyjęłam z niej rękawiczki. Nałożyłam je tak aby nie było zupełnie widać czarno-fioletowych plam. Jednak dalej mi czegoś brakowało. W końcu zauważyłam to i wyciągnęłam z szafy zakolanówki. Następnie założyłam je i wolnym krokiem przeszłam do przedpokoju. Zam włożyłam buty i wyszłam z mieszkania.
***
Bez przeszkód dotarłam na most Iwa. Watashiego jeszcze nie było. więc usiadłam koło jednego z słupów.
Nie czekałam dłużej jak dziesięć minut a na rogu ulicy pojawił się Watashi. Kiedy podszedł do mnie wstałam i uściskałam go na przywitanie.
-Witaj Kirimi-powiedział-Wyglądasz słodziutko.
-Dz-dziękuję-odpowiedziałam zawstydzona.
Teraz zauwarzułam że chłopak jest jeszcze przystojniejszy niż wczoraj.
-To na co masz dziś ochotę?-zapytał przerywając ciszę- Co byś powiedziała na spędzenie popołudnia w moim towarzystwie?
-Z miłą chęcią-odpowiedziałam radośnie.
Następnie poszliśmy razem do miasta.
Popołudnie było cudowne. Byliśmy razem z Watashim na lodach w kawiarence,w parku i ogrodzie botanicznym. Nic nie zmąciło by tych cudownych chwil gdyby nagle nie zdzwonił mój telefon. Przeprosiłam na chwilę Watashiego i odebrałam.
-Gdzie ty jesteś!?-zapytał profesor Kouyou.
-Na mieście-odpowiedziałam obojętnie.
-Dzisiaj są cotygodniowe ogłoszenia!
-Dowiem się od Yu... Sayaki co się działo.
-Masz się tu za chwilę zjawić!-powiedziała poirytowana pani profesor.
-Dobrze- odpowiedziałam.
Uznałam że nie ma co dyskutować z profesorką więc podeszłam do Watashiego i wyjaśniłam mu sprawę.
-Nie będziesz się gniewał jeśli pójdę już?-zapytałam.
-Nie ma przecież o co-odpowiedział - Mam jeszcze dla ciebie mały prezent. Zamknij oczy.
Posłusznie wykonałam polecenie chłopaka. Poczułam coś niezwykle delikatnego i cienkiego. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam na mojej szyi piękny wisiorek. Lecz zaczął mnie parzyć więc szybko go zerwałam i rzuciłam na ziemię.
-Przepraszam,-powiedziałam spuszczając głowę-pójdę już.
-Nie masz za co przepraszać. Do zobaczenia- odpowiedział śmiejąc się lekko.
Odpowiedziałam mu tym samym a następnie odleciałam w stronę hangarów.
C.D.N
czwartek, 17 lipca 2014
Od Yukio: Parę przemyśleń
Odszedłem z tamtego miejsca zarzucając na siebie kaptur. Spuściłem głowę w dół. Słyszałem, że Kirimi płakała. Chciałem zawrócić, ale...Jak? Tak właściwie czemu krzyczałem? Nawet nie wiedziałem, że potrafię podnieśc głos. Naprawdę jestem idiotą. Tak właśnie idąc i myśląc o tym wszystkim doszedłem pod drzwi mojego mieszkania. Szybko otworzyłem drzwi. Następnie wchodząc do domu od razu rzuciłem się na łóżko. Na moich policzkach od razu poczułem coś wilgotnego. Gdy "to coś" dotarło do moich ust było słone. Nie trzeba było długo myśleć by uświadomić sobie, że to łzy.
-I ja chcę obraniać Kirimi, co? Śmieszne-powiedziałem sam do siebie chowając głowę w poduszki. I taki ktoś jak ja nadaje się na łowce? Czemu akurat ja? Nienawidzę tego wszystkiego...Do tego kłótnia z Kirimi, ale...Ja chcę dla niej tylko jak najlepiej! Tak trudno to zrozumieć? W końcu ona nawet nie zna tego...Nawet nie wiem jak ma na imię. A może zbyt się martwię? Po prostu...Boje się, tak? Nic dziwnego. Zawsze się boje. Obróciłem się na plecy i wyjąłem ze spodni telefon. Wybrałem szybko numer Kirimi...Po co!? Co jej powiem!? Co ja w ogóle robię! Ze słuchawki słyszałem powolne sygnały łączenia.
Kirimi? Możesz odebrać lub nie
-I ja chcę obraniać Kirimi, co? Śmieszne-powiedziałem sam do siebie chowając głowę w poduszki. I taki ktoś jak ja nadaje się na łowce? Czemu akurat ja? Nienawidzę tego wszystkiego...Do tego kłótnia z Kirimi, ale...Ja chcę dla niej tylko jak najlepiej! Tak trudno to zrozumieć? W końcu ona nawet nie zna tego...Nawet nie wiem jak ma na imię. A może zbyt się martwię? Po prostu...Boje się, tak? Nic dziwnego. Zawsze się boje. Obróciłem się na plecy i wyjąłem ze spodni telefon. Wybrałem szybko numer Kirimi...Po co!? Co jej powiem!? Co ja w ogóle robię! Ze słuchawki słyszałem powolne sygnały łączenia.
Kirimi? Możesz odebrać lub nie
Kirimi: "Głupi Yukio!Głupi!Głupi!Głupi!"
Po treningu postanowiłam pójść z Sayaką i Yukio. Nagle przypomniałam sobie o Watashim. W końcu nie zdecydowałam czy powiem Yukio o nim.
-E... tam powiem mu później-pomyślałam.
Następnie pobiegłam razem z Yukio do Sayaki. Szliśmy razem rozmawiając i śmiejąc się. W końcu Sayaka musiała wrócić do domu więc ja i Yukio zostaliśmy sami. Uznałam, że jest to dobry moment aby powiedzieć mu o Watashim.
-Yukio-zaczęłam-wiesz nie wiem jak ci to powiedzieć ale... chyba znalazłam chłopaka w sam raz dla mnie no i...
-I chciała byś mi go przedstawić-dokończył jak zwykle cicho.
-W sumie to... tak. Tylko czy ty byś chciał...
-Nie-przerwał mi nagle dość głośno Yukio-Nie, nie chcę go poznać! I mam nadzieję, że ty też nie będziesz chciała więcej się z nim spotykać!
-Jak tak możesz mówić?!-zapytałam z wyrzutem.
-Normalnie!-wykrzyknął Yukio- Jesteś moją siostrzyczką! Zawsze to ja byłem przy tobie a nie ten, ten... chłopak!
-Ale przecież nadal będziesz miał słodziutką siostrzyczkę-powiedziałam- Tylko nie będę ją ja.
-A niby kto?-zapytał jeszcze głośniej.
-A niby twoja prawdziwa siostra!-krzyknęłam.
Nastała chwila ciszy. Mina Yukio mówiła sama za siebie był zaskoczony a jednocześnie smutny. W końcu nie wytrzymałam i po prostu łzy same zaczęły mi spływać po policzkach. Yukio chyba chciał mnie pocieszyć ale duma mu nie pozwoliła. Odwrócił się tylko i odszedł. Ja niestety nie mogłam się opanować i dalej płakałam.
-Głupi Yukio- powiedziałam szeptem-Głupi!
Teraz postanowiłam dać upór swoim emocjom. Chwyciłam katanę i krzycząc zaczęłam rozwalać co popadnie.
-Głupi Yukio! Głupi! Głupi! Głupi!-krzyczałam.
W końcu wyczerpana upadłam. Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Nagle usłyszałam trzask, odwróciłam się ale był to tylko mały atatsushi. Zignorowałam go ale zaczęło pojawiać się ich więcej. Postanowiłam podjąć walkę z nimi. Niestety poprzez rozpacz i może troche... gniew nie mogłam się skoncentrować. Atatsushich było coraz więcej. W końcu otoczyły mnie. Jeden z potworów podszedł do mnie chciałam go przeciąć, ale gdy zamachnęłam się atatsushi skoczył i ugryzł mnie w rękę. Rana natychmiast zaczęła czernieć. Przeraziłam się, wcześniej nic takiego nie wystąpiło. Nagle atatsushie rozeszły się. Było to dziwne, ale nie mogłam czekać więc wstałam szybko i ruszyłam do domu.
Po powrocie zmęczona padłam na łóżko i zasnęłam.
C. D. N.
-A niby kto?-zapytał jeszcze głośniej.
-A niby twoja prawdziwa siostra!-krzyknęłam.
Nastała chwila ciszy. Mina Yukio mówiła sama za siebie był zaskoczony a jednocześnie smutny. W końcu nie wytrzymałam i po prostu łzy same zaczęły mi spływać po policzkach. Yukio chyba chciał mnie pocieszyć ale duma mu nie pozwoliła. Odwrócił się tylko i odszedł. Ja niestety nie mogłam się opanować i dalej płakałam.
-Głupi Yukio- powiedziałam szeptem-Głupi!
Teraz postanowiłam dać upór swoim emocjom. Chwyciłam katanę i krzycząc zaczęłam rozwalać co popadnie.
-Głupi Yukio! Głupi! Głupi! Głupi!-krzyczałam.
W końcu wyczerpana upadłam. Spojrzałam w niebo. Było już ciemno. Nagle usłyszałam trzask, odwróciłam się ale był to tylko mały atatsushi. Zignorowałam go ale zaczęło pojawiać się ich więcej. Postanowiłam podjąć walkę z nimi. Niestety poprzez rozpacz i może troche... gniew nie mogłam się skoncentrować. Atatsushich było coraz więcej. W końcu otoczyły mnie. Jeden z potworów podszedł do mnie chciałam go przeciąć, ale gdy zamachnęłam się atatsushi skoczył i ugryzł mnie w rękę. Rana natychmiast zaczęła czernieć. Przeraziłam się, wcześniej nic takiego nie wystąpiło. Nagle atatsushie rozeszły się. Było to dziwne, ale nie mogłam czekać więc wstałam szybko i ruszyłam do domu.
Po powrocie zmęczona padłam na łóżko i zasnęłam.
C. D. N.
Od Sayaki: Trening
Stałam nad dziewczyną z dużymi białymi skrzydłami.W prawe skrzydło miała wbitą jedną z moich strzał.Podałam jej rękę i pomogłam wyciągnąć pocisk.Przeprosiłam i wyjaśniłam że celowałam w latającego atsushiego ,a ona znalazła się na linii strzału.Użyłam Łaski Niebios i wyleczyłam jej ranę.Zapytałam czemu latała w mieście.Jednak nie odpowiedziała.Przeczułam że jest łowczynią.
-Jestem Kirimi,a ty?-zapytała gdy już złożyła skrzydła.
-Sayaka Kamisama.Przybyłam do Sakurai na służbę jako łowca...ale nie mogłam znaleźć hangaru...-odpowiedziałam
-Jak chcesz to cię zaprowadzę-powiedziała
-Dzięki
-Jestem Kirimi,a ty?-zapytała gdy już złożyła skrzydła.
-Sayaka Kamisama.Przybyłam do Sakurai na służbę jako łowca...ale nie mogłam znaleźć hangaru...-odpowiedziałam
-Jak chcesz to cię zaprowadzę-powiedziała
-Dzięki
***
Doszłyśmy do hangarów kiedy akurat zaczynał się trening.Wszyscy zbierali się przy kontenerze.Jakiś mężczyzna przycisnął guzik na ścianie i zwykły hangar przerobił się na małą wysepkę na morzu.Miasteczko było ruiną wszędzie były Atsushi.Latały,pełzały i oblepiały cały ląd.Wszyscy od razu wyciągnęli broń i rzucili się do walki.Ja tylko stałam i przyglądałam się obliczając czy wystarczy jedna strzałka na wszystko...chyba tak..Jednak na początek muszę ostrzec Kirimi ponieważ mogę ją także zranić.Widziałam że leciała z jakimś chłopakiem w stronę budynku centralnego.Użyłam Łaski Niebios i zaczęłam się teleportować w powietrzu.Dotarłam do niej i powiedziałam.
-Jeśli nie chcesz stracić skrzydeł to lepiej się schowaj
-Jak chcesz-odpowiedziała i przekazała swojemu koledze.Oboje polecieli się schować.Przebiegłam obok dziewczyny z białymi włosami i ostrzegłam ją.
-Uważaj na ogon,Wilczyco.
Stanęłam na środku wyspy i wyciągnęłam miecz,od razu zamienił się w łuk,a ja wzięłam strzałkę w dłoń.
-Ja.Tancerka Wojny Najwyższego Pana i żołnierz w służbie Lwa błagam.Uczynny Enku,szczęśliwy Qilinie władcy niebios i błyskawic,ześlijcie swój gniew i przeszyjcie dusze pomiotów piekielnych!-wyrecytowałam i wypuściłam strzałę.
Na wyspę spadł deszcz błękitnych strzał zabijając prawie wszystkie Atsushi.Gdy reszta wyszła z ukrycia zaczęli dobijać ostatnie potwory.Gdy nie było już żadnego profesor przywrócił dawny wygląd hangaru.Powiedział że trening był udany i wszyscy udali się do domów.Gdy szłam chodnikiem podbiegła do mnie Kirimi,jej kolega i białowłosa dziewczyna.
Coś się stało? Kirimi,Yukio,Rozalia?
wtorek, 15 lipca 2014
Kirimi: Tajemniczy chłopak
Odbiegłam od Yukio i Rozalii. Nie mogłam w to uwierzyć! Siostra Yukio ma przyjechać! Kiedy tutaj będzie spadnę na drugie miejsce! Nie będę już najsłodszą siostrzyczką Yukio, ona nią będzie! Niedoczekanie! Nagle z moich oczu popłynęły duże łzy. Z mojej zadumy obudziły mnie czyjeś kroki. Szybko otarłam łzy i odwróciłam się. Przede mną stała Rozalia. Przeszyłam ją morderczym spojrzeniem.
-Czego chcesz?-zapytałam ozięble.
-Niczego-odparła obojętnie.
-To czemu za mną szłaś?
-Bo... chciałam z tobą porozmawiać.
-Mhm... tak na pewno.
-Jak nie wierzysz to trudno-wzruszyła obojęnie ramionami.
Dziewczyna chciała coś jeszcze powiedzieć,ale ja przybrałam postać łowcy i odleciałam. Po co miałam z nią rozmawiać? Jestem dla niej miła tylko w towarzystwie Yukio. Tak to rozmawiałam z nią może jeden, albo dwa razy. Leciałam tak chwilę kiedy nagle na ulicy zauważyłam chłopaka, ale nie był on normalny. Miał czarne skrzydła, więc mógł być łowcą. Zleciałam w duł aby się z nim przywiać. Choć normalnie nie zwróciła bym na niego uwagi to teraz coś jakby mi kazało zlecieć do niego.

Stanęłam na przeciw niego, moje serce nagle zaczęło bić szybciej. Chłopak był niezwykle przystojny, a do tego chyba się w nim... a z resztą nie ważne. Nagle podszedł do mnie.
-Witaj-zaczął-Nazywam się Watashi Ikatteiru. Czy mogła byś mi pomóc?Jak się nazywasz?
-T-tak oczywiście-odpowiedziałam onieśmielona-Nazywam się Kirimi Saiko. Powiedz o co chodzi?
-Widzisz nie mogę znaleźć budynku A-C 48. Zaprowadziła byś mnie tam?
-Tak oczywiście-odparłam żywo-Tylko to jest na drugim końcu miasta i...-nagle zasyczałam z bólu. Spojrzałam na moją nogę. Był na niej ślad szczęki. Krew spływała po mojej nodze a mały atatsushi zlizywał ją. Nagle Watashi odepchną go swoim mieczem, a zniechęcony potwór odszedł.
-Pokaż mi to-powiedział czule chłopak- Wygląda paskudnie. Opatrzę ci to. Dobrze?
-T-tak.
Chłopak szybko i zręcznie opatrzył mi ranę. Niestety dalej bolała. Kiedy spróbowałam stanąć na obu nogach przewróciłam się. Watashi Nic nie mówiąc wziął mnie na barana.
-C-co ty robisz?!-zapytałam zaskoczona.
-Nie możesz przecież chodzić, a ja muszę dotrzeć na drugi koniec miasta.-odpowiedział uśmiechając się.
-Ahh... tak faktycznie prawie zapomniałam.
Ruszyliśmy przed siebie.
Moje serce z każdą sekundą biło szybciej, najwyraźniej zakochałam się w Watashim. Obchodził się ze mną nad wyraz delikatnie i czule. W ogóle to był niesamowity!
<Jakiś czas później>
W końcu doszliśmy do budynku A-C 48. Chłopak postawił mnie na ziemię ale cały czas podtrzymywał mnie abym się nie przewróciła.
-Choć ze mną, chcę ci coś pokazać-powiedział nagle.
-Dobrze-odpowiedziałam uśmiechając się.
Chłopak zaprowadził mnie pod wielkie drzewo na którym, było pełno delikatnych kwiatów wiśni.
-Piękne-powiedziałam- A do tego ten zachód słońca.
-Tak.
-Ja już będę szła-powiedziałam odwracając się.
Ale Watashi chwycił mnie za rękę i szybkim ruchem przyciągną do siebie. Nim się zorientowałam byłam w jego ramionach.
-Jesteś wyjątkowa -wyszeptał- Nie myśl, że o tym nie wiem.
Po tych słowach zamarłam. Znaliśmy się ledwo jeden dzień, a on już mnie w sobie rozkochał. Nagle nasze oczy znalazły się naprzeciwko siebie. Watashi zbliżył swoje usta do moich. Nie mogłam pozwolić aby mnie pocałował więc uderzyłam go w policzek. Odsunął się ode mnie a ja upadłam.
-Przepraszam-powiedziałam cicho-Pójdę już.
Rozłożyłam skrzydła gdy nagle chłopak zawołał:
-Może się jeszcze zobaczymy?
-Może...-odpowiedziałam.
-Co powiesz na jutro o 13.00?
-Dobrze.-mówiąc to odleciałam.
Usłyszałam jeszcze jak Watashi krzykną "Na moście Iwa" a później zniknął.
Kiedy tak leciałam rozmyślałam czy warto by było mówić Yukio o Watashim. Nagle ktoś zaczął do mnie strzelać. Strzałów było tak dużo, że nie mogłam ich ominąć. Parę z nich trafiło mnie w skrzydło. Zaczęłam szybko spadać w dół. Wylądowałam w parku. Ostatkiem sił doczołgałam się do jednego z drzew i oparłam się o nie. Zaczęłam oglądać skrzydło. Nie wyglądało dobrze, krew lała się z rany. Próbowałam się przemienić, ale nie dałam rady.
-Czy to tak umrę?-zapytałam sama siebie- Z powodu wykrwawienia?
W sumie nie zostało mi nic innego jak siedzenie i czekanie na pomoc. Czas płynął, a zmrok był coraz bliżej. Nikt nawet nie przechodził obok mnie. Nagle z drzewa zeskoczyła mała wiewiórka. Ruszając podejrzliwie pyszczkiem podeszła do mnie. Wyciągnęłam rękę aby ją pogłaskać, ale ona przestraszyła się i uciekła. Kiedy odwróciłam głowę naprzeciwko mnie stała dziewczyna. Miała zielone oczy i brązowe włosy.Wyglądała na poważną i mądrą, a co dziwne miała w sobie też coś z łowczyni.
-Pomożesz?-zapytałam.
Sayaka?
-Czego chcesz?-zapytałam ozięble.
-Niczego-odparła obojętnie.
-To czemu za mną szłaś?
-Bo... chciałam z tobą porozmawiać.
-Mhm... tak na pewno.
-Jak nie wierzysz to trudno-wzruszyła obojęnie ramionami.
Dziewczyna chciała coś jeszcze powiedzieć,ale ja przybrałam postać łowcy i odleciałam. Po co miałam z nią rozmawiać? Jestem dla niej miła tylko w towarzystwie Yukio. Tak to rozmawiałam z nią może jeden, albo dwa razy. Leciałam tak chwilę kiedy nagle na ulicy zauważyłam chłopaka, ale nie był on normalny. Miał czarne skrzydła, więc mógł być łowcą. Zleciałam w duł aby się z nim przywiać. Choć normalnie nie zwróciła bym na niego uwagi to teraz coś jakby mi kazało zlecieć do niego.

Stanęłam na przeciw niego, moje serce nagle zaczęło bić szybciej. Chłopak był niezwykle przystojny, a do tego chyba się w nim... a z resztą nie ważne. Nagle podszedł do mnie.
-Witaj-zaczął-Nazywam się Watashi Ikatteiru. Czy mogła byś mi pomóc?Jak się nazywasz?
-T-tak oczywiście-odpowiedziałam onieśmielona-Nazywam się Kirimi Saiko. Powiedz o co chodzi?
-Widzisz nie mogę znaleźć budynku A-C 48. Zaprowadziła byś mnie tam?
-Tak oczywiście-odparłam żywo-Tylko to jest na drugim końcu miasta i...-nagle zasyczałam z bólu. Spojrzałam na moją nogę. Był na niej ślad szczęki. Krew spływała po mojej nodze a mały atatsushi zlizywał ją. Nagle Watashi odepchną go swoim mieczem, a zniechęcony potwór odszedł.
-Pokaż mi to-powiedział czule chłopak- Wygląda paskudnie. Opatrzę ci to. Dobrze?
-T-tak.
Chłopak szybko i zręcznie opatrzył mi ranę. Niestety dalej bolała. Kiedy spróbowałam stanąć na obu nogach przewróciłam się. Watashi Nic nie mówiąc wziął mnie na barana.
-C-co ty robisz?!-zapytałam zaskoczona.
-Nie możesz przecież chodzić, a ja muszę dotrzeć na drugi koniec miasta.-odpowiedział uśmiechając się.
-Ahh... tak faktycznie prawie zapomniałam.
Ruszyliśmy przed siebie.
Moje serce z każdą sekundą biło szybciej, najwyraźniej zakochałam się w Watashim. Obchodził się ze mną nad wyraz delikatnie i czule. W ogóle to był niesamowity!
<Jakiś czas później>
W końcu doszliśmy do budynku A-C 48. Chłopak postawił mnie na ziemię ale cały czas podtrzymywał mnie abym się nie przewróciła.
-Choć ze mną, chcę ci coś pokazać-powiedział nagle.
-Dobrze-odpowiedziałam uśmiechając się.
Chłopak zaprowadził mnie pod wielkie drzewo na którym, było pełno delikatnych kwiatów wiśni.
-Piękne-powiedziałam- A do tego ten zachód słońca.
-Tak.
-Ja już będę szła-powiedziałam odwracając się.
Ale Watashi chwycił mnie za rękę i szybkim ruchem przyciągną do siebie. Nim się zorientowałam byłam w jego ramionach.
-Jesteś wyjątkowa -wyszeptał- Nie myśl, że o tym nie wiem.
Po tych słowach zamarłam. Znaliśmy się ledwo jeden dzień, a on już mnie w sobie rozkochał. Nagle nasze oczy znalazły się naprzeciwko siebie. Watashi zbliżył swoje usta do moich. Nie mogłam pozwolić aby mnie pocałował więc uderzyłam go w policzek. Odsunął się ode mnie a ja upadłam.
-Przepraszam-powiedziałam cicho-Pójdę już.
Rozłożyłam skrzydła gdy nagle chłopak zawołał:
-Może się jeszcze zobaczymy?
-Może...-odpowiedziałam.
-Co powiesz na jutro o 13.00?
-Dobrze.-mówiąc to odleciałam.
Usłyszałam jeszcze jak Watashi krzykną "Na moście Iwa" a później zniknął.
Kiedy tak leciałam rozmyślałam czy warto by było mówić Yukio o Watashim. Nagle ktoś zaczął do mnie strzelać. Strzałów było tak dużo, że nie mogłam ich ominąć. Parę z nich trafiło mnie w skrzydło. Zaczęłam szybko spadać w dół. Wylądowałam w parku. Ostatkiem sił doczołgałam się do jednego z drzew i oparłam się o nie. Zaczęłam oglądać skrzydło. Nie wyglądało dobrze, krew lała się z rany. Próbowałam się przemienić, ale nie dałam rady.
-Czy to tak umrę?-zapytałam sama siebie- Z powodu wykrwawienia?
W sumie nie zostało mi nic innego jak siedzenie i czekanie na pomoc. Czas płynął, a zmrok był coraz bliżej. Nikt nawet nie przechodził obok mnie. Nagle z drzewa zeskoczyła mała wiewiórka. Ruszając podejrzliwie pyszczkiem podeszła do mnie. Wyciągnęłam rękę aby ją pogłaskać, ale ona przestraszyła się i uciekła. Kiedy odwróciłam głowę naprzeciwko mnie stała dziewczyna. Miała zielone oczy i brązowe włosy.Wyglądała na poważną i mądrą, a co dziwne miała w sobie też coś z łowczyni.
-Pomożesz?-zapytałam.
Sayaka?
czwartek, 3 lipca 2014
Od Yukio:
Zastanowiłem się na propozycją Rozalii. To miłe, że chciała pomóc...
-L-lepiej nie...Wiesz nie chce zrzucać na Ciebie tego obowiązku...-powiedziałem cicho. Ona tylko uśmiechnęła się lekko.
-Przecież to nie problem, nie?-odparła. Ja przytaknąłem tylko głową. Wtedy podbiegła do nas Kirimi.
-Co robisz braciszku?-zapytała słodko, jednak podejrzliwie.
-N-ic...Rozmawiam z Rozalią-odparłem.
-Mhm...-mruknęła. Jednak po chwili na jej twarz wrócił promienny uśmiech-Pójdziemy potem gdzieś? Ostatnio nam nie wyszło...-powiedziała smutno.
-Sam nie wiem...Za niedługo ma przyjechać do mnie siostra, z którą zresztą mam mieszkać więc muszę załatwić parę spraw...Zawsze mówi wszystko na ostatnią chwilę-powiedziałem i westchnąłem.
-Zaraz. Siostra!?-spytała zdziwiona.
-No tak...Wiesz, że mam rodzeństwo, prawda?
-Tak, ale tutaj? Odwołaj ją-powiedziała z poważną miną.
-K-kirimi nie da się tak...
-Ale to ja jestem twoją siostrzyczką!
-Tak a-ale...-zanim skończyłem Kirimi gdzieś pobiegła.
-No nieźle..-skomentowała Rozalia. Ja tylko westchnąłem.
-I co ja mam zrobić?-spytałem sam siebie.
-Jak chcesz mogę z nią porozmawiać
-Naprawdę? Masz na takie sprawy czas?-spytałem. Ona tylko kwinęła głową i pobiegła za moją "siostrzyczką".
Rozalia, Kirmi?
-L-lepiej nie...Wiesz nie chce zrzucać na Ciebie tego obowiązku...-powiedziałem cicho. Ona tylko uśmiechnęła się lekko.
-Przecież to nie problem, nie?-odparła. Ja przytaknąłem tylko głową. Wtedy podbiegła do nas Kirimi.
-Co robisz braciszku?-zapytała słodko, jednak podejrzliwie.
-N-ic...Rozmawiam z Rozalią-odparłem.
-Mhm...-mruknęła. Jednak po chwili na jej twarz wrócił promienny uśmiech-Pójdziemy potem gdzieś? Ostatnio nam nie wyszło...-powiedziała smutno.
-Sam nie wiem...Za niedługo ma przyjechać do mnie siostra, z którą zresztą mam mieszkać więc muszę załatwić parę spraw...Zawsze mówi wszystko na ostatnią chwilę-powiedziałem i westchnąłem.
-Zaraz. Siostra!?-spytała zdziwiona.
-No tak...Wiesz, że mam rodzeństwo, prawda?
-Tak, ale tutaj? Odwołaj ją-powiedziała z poważną miną.
-K-kirimi nie da się tak...
-Ale to ja jestem twoją siostrzyczką!
-Tak a-ale...-zanim skończyłem Kirimi gdzieś pobiegła.
-No nieźle..-skomentowała Rozalia. Ja tylko westchnąłem.
-I co ja mam zrobić?-spytałem sam siebie.
-Jak chcesz mogę z nią porozmawiać
-Naprawdę? Masz na takie sprawy czas?-spytałem. Ona tylko kwinęła głową i pobiegła za moją "siostrzyczką".
Rozalia, Kirmi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)