Nie mogłam spać. W pewnym momencie usłyszałam Yukio. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Kompletnie mu odbiło. Po chwili, jednak zrozumiałam co mu jest.
-A no tak...
-O czym ty mówisz?!-w pewnym sensie wykrzyczał.
To było do niego niepodobne.
-Poczekaj...-powiedziałam.
Podniosłam rękę i pstryknęłam palcami. Czas stanął w miejsce. Wstałam z miejsca i wyszłam z mieszkania. Poszłam do apteki. Poszłam przy okazji po akta Kurai'a. Lepiej nie wnikać czemu... Wróciłam z odpowiednimi lekami i puściłam czas dalej. Podałam mu leki. Poczekałam aż się uspokoi.
-Wyjaśnij skąd wiedziałaś, które leki mi podać i skąd je masz? W ogóle skąd tyle o mnie wiesz?-powiedział już cicho.
-Skoro tak to Ci już wyjaśnię...
-Mów...
-Zapamiętaj, dzisiaj Ci zaufam, ale jeśli ktoś się dowie, to ty będziesz martwy...
-D-dobra-powiedział przerażony.
-Niby jesteś takim geniuszem, a się nie domyśliłeś? Mam władzę nad czasem. Czasami go zatrzymuję i przeglądam czyjeś akta. Zaczęłam się tym bawić, po tym incydencie z Kirimi... A! Kurai też jest łowcą!
-Co?!-powiedział jak na niego głośno.
-Tak... Wiem grzebałam w cudzych aktach... I tak ciesz się, że nie w twoich wspomnieniach... Jakby...-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-A-ale K-kurai ł-łowcą?
-Tak...
-Zaraz, jak dużo o mnie wiesz?-powiedział z miną typowego zabójcy.
-Jak chcesz mogę się z tobą bić z miejsca, chociaż... Trochę nie masz szans...
-P-po czym wnioskujesz?
-Po tym wzroku. Też taki mam jak chcę kogoś zabić-powiedziałam przewracając oczami.
-N-nie wiem o czym mówisz...-powiedział odwracając wzrok.-A-ale poważnie: ile o mnie wiesz?
-Jak na razie tyle co jest w aktach... Ale mam w planach wiedzieć trochę więcej...
-Nie chcesz tego...
-Bez znaczenia jaki to będzie szok, chcę się tego dowiedzieć...
-N-na pewno?
Złapałam go za rękę i przyciągnęłam niebezpiecznie blisko do siebie.
-Na pewno...-powiedziałam.
W tym momencie, nie wiem czy to wina moja, czy Yukio, przeniosło nas w czasie.
-Lepiej się nie oddalaj. W przeciwnym razie możesz się zgubić i nigdy nie wrócić
-O n-nie...
-Nie panikuj. Lepiej po prostu nie patrz...
-S-serio?
-Tak!i
Zobaczyłam w jego oczach strach. Tym razem naprawdę poważny.
-Proszę, wynośmy się stąd! Wynośmy się stąd!-mówił zupełnie nie jak on.
-Nie mogę! Moja moc nie chce zadziałać!-mówiłam zupełnie poważnie.
W tym momencie zobaczyłam Yukio... Tego sprzed kilku lat. Byliśmy (najwyraźniej) w jego starym domu. Rozmawiał z rodzicami. Myślałam, że to normalna rozmowa, ale zauważyłam w jego rękach nóż...Było na nim widać krew... Chował go za plecami.
Chyba już rozumiałam, czemu tak chciał wrócić. Kiedy to zobaczyłam moja moc się odblokowała i wróciliśmy.
-Nic Ci nie jest?-spytałam patrząc na jego minę.
Yukio? Nic Ci nie jest?
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz