Obudziły mnie rano czyjeś kroki. Szybko wstałam aby sprawdzić co się dzieje. Oczywiście tym kogo zobaczyłam był Kurai! Stał obok mojej katany i chyba próbował ją wyciągnąć. Podeszłam do niego wręcz kipiąc z złości.
-Co robisz z moją kataną?- zapytałam jeszcze w miarę spokojnie.
- Widzę że dama już wstała- odpowiedział złośliwie.
-Powtórzę bo chyba niedosłyszałeś mojego pytania.
-Nie trzeba-przerwał mi-Próbuje ją dla ciebie wyciągnąć- odparł szarmancko.
-Nie dasz rady-rzuciłam krótko.
- Ty tym bardziej- dorzucił.
-Założymy się?-zapytałam.
-Dobra jak ty wyciągniesz, to ja wtedy... hmm... wyprowadzę się od Yukio.
Ucieszyło mnie to bardzo gdyż wygraną miałam w kieszeni.
-A jeżeli ja jej nie wyciągnę to już nigdy nie będę nocować u Yukio. Zgoda?-dorzuciłam.
-Zgoda. Ja pierwszy-powiedział pewnie chłopak.
Mocował się z kataną dłuższą chwilę ale miecz nawet nie drgnął. Przewróciłam oczami i odepchnęłam go.
-Teraz ja!
Chwyciłam za katanę i zamknęłam oczy. Powoli pociągnęłam katanę w górę. Kiedy otworzyłam oczy trzymałam miecz w ręce a w podłodze była dziura po nim.
-Oszustka!-krzyknął Kurai.
-Ja jestem oszustką?-zapytałam przewrotnie.
-Tak!
-Nos już się zagoił?
-A co ci do tego?
-Bo w takim tępię nigdy nie będzie cały!
Już miałam walnąć Kurai'a ale nagle pojawił się Yukio.
-Uspokójcie się!-powiedział.
Ja i Kurai spojrzeliśmy na niego. Podbiegłam do Yukio i przytuliłam się na powitanie.
-O co chodzi?-zapytał spokojnie chłopak.
Przytuliłam się jeszcze mocniej do Yukio i opowiedziałam mu całą historię.
-Kirimi-powiedział-Nikt nie będzie się ode mnie wyprowadzał.
-Ale Yukio! Przegrał więc powinien się wyprowadzić!-próbowałam go przekonać.
-Kirimi, proszę uspokój się-powiedział łagodnie chłopak-Kurai może u mnie zostać dopóki będzie chciał.
Kurai przyglądał się tej całej scenie ale nic nie mówił.Kiedy puściłam Yukio rzuciłam Kurai'owi mordercze spojrzenie. On się jedynie uśmiechnął się szyderczo i poszedł do kuchni. Ja natomiast poszłam do przedpokoju i założyłam buty. Kiedy kończyłam je zakładać nagle w drzwiach prowadzących do kuchni pojawił się Yukio.
-Gdzie ty idziesz?-zapytał jak zwykle cicho.
-Do domu. Czas już na mnie.-odpowiedziałam.
-Nie zjesz śniadania?-zapytał.
-Podziękuję-odpowiedziałam z uśmiechem.
Otworzyłam drzwi.
-Do zobaczenia. Dziękuję za gościnę.-powiedziałam wychodząc.
Kiedy wyszłam na ulicę poczekałam na momęt kiedy nie było nikogo na ulicy. Szybko przemieniłam się w łowcę i poleciałam do siebie. Powoli weszłam do mieszkania i rzuciłam się na łóżko.
-Co by było gdybym pozbyła się Kurai'a?-pomyślałam-Nie, nie mogę. Przecież jest przyjacielem Yukio. A gdyby się tak pokłócili?
Rozmyślałam tak dość długo, aż zasnęłam. Przeniosłam się nagle do mojego rodzinnego miasta Toshi. Byłam małą dziewczynką. Biegałam radośnie po domu. Kiedy wbiegłam do jadalni, dziadek kazał mi usiąść. Powiedział że opowie mi o łowcach.Uważnie słuchałam opowieści. Nagle dziadek w najciekawszym momencie przerwał:
-Dziadku dlaczego przerwałeś?-zapytałam.
-Bo to już koniec-odpowiedział.
-Dlaczego?
-Bo moja opowieść kończy się właśnie w tym momencie.Ale pamiętaj kiedyś będziesz mogła ją kontynuować.
-Jak?
-Sama zobaczysz. Oczywiście w swoim czasie.
Nagle wszystko wokół mnie pochłonął ogień. Nikogo wokół mnie nie było nikogo. Błąkałam się po domu który płoną.Nagle... obudziłam się krzycząc z przerażenia. Ktoś pukał do drzwi. Powoli zwlekłam się z łóżka i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stali w nich Yukio i Kurai.
Yukio?Kurai? Po co przyszliście?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz