Zacząłem robić sobie śniadanie. Po prostu zwykłe kanapki.
-Kurai chcesz coś zjeść?-spytałem odwracając się i patrząc na Kurai'a który stał w kuchni i nad czymś się zastanawiał.
-Nie raczej nie-powiedział krótko. Ja przytaknąłem i zająłem się chowaniem produktów do lodówki. Następnie zjadłem kanapki. Potem zająłem się różnymi codziennymi czynnościami.
*Po paru godzinach*
Byłem zajęty czytaniem książki na łóżku. Był to jakiś kryminał. Co prawda napisany był banalnie bo od razu można było się domyśleć kto jest winny. No...A przynajmniej ja potrafiłem od razu się domyślić.
-Yuki!-zawołał nagle Kurai. Zszedłem z łóżka i poszedłem do salonu.
-M-mówiłem żebyś nie mówił do mnie "Yuki"...-powiedziałem cicho.-O co chodzi...?-spytałem.
-Ta...Em...-zaczął.
-Kirimi?-wtrąciłem.
-Tak! Zostawiła swoją katanę-powiedział i wskazał na katanę leżącą na podłodze. Westchnąłem jednak lekko się uśmiechnąłem.
-Jak zawsze zapominalska...Słodkie-stwierdziłem. Kurai popatrzył na mnie podejrzliwie.
-Czyżbyś się zakochał?-spytał. Myślałem, że żartuje jak zawsze jednak w jego tonie było słychać...Powagę? Od razu się zarumieniłem>
-N-nie no...C-coś ty...P-przecież traktuję j-ją jak s-siostrę...W-więc jak?-spytałem zawstydzony. On zaczął się śmiać.
-Po co się tłumaczysz? Przecież żartuje!-powiedział i wyszczerzył się. Nie wyglądało na to żeby żartował, ale skoro tak sądzi...Podszedłem do katany i podniosłem ją.
-I-idę odnieść ją Kirimi...-powiedziałem cicho.
-Mogę iść z tobą!?-spytał entuzjastycznie Kurai. Zastanowiłem się chwilę. Niby jest jakaś malutka szansa, że Kirimi go polubi aczkolwiek wizytą u niej mogły tylko ją zdenerwować. A co jeśli użyje przy nim mocy łowcy? Właśnie...Kurai przybywa do Sakurai razem z moją siostrą...Tylko po co?
-K-kurai nie żeby mi przeszkadzało, ż-że chcesz tu mieszkać, ale...Czemu przyjechałeś do Sakurai?-spytałem.
-To wszystko skomplikowane. Wątpię żebyś mi uwierzył-odparł wzruszając ramionami. Ryzykować i zadać pytanie o łowców? Nie! Przecież to ryzyko! A ryzyko to niebezpieczeństwo! A niebezpieczeństwo jest...Złe i niebezpieczne!
-Dobra to idziemy?-spytał znudzonym. Przyatknąłem i wyszliśmy. Nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu o czym mieliśmy rozmawiać? Gdy byliśmy pod oknem które było częścią mieszkania Kirimi usłyszeliśmy krzyk. Od razu rozpoznałem, że to ona! Podbiegłem jak najszybciej pod drzwi zapukałem. Kurai pobiegł za mną. Na szczęście po chwili w drzwiach stanęła Kirimi.
-C-coś się stało? Słyszałem na polu jak krzyczałaś. W-wszystko w porządku?-spytałem od razu zaniepokojony.
-Tak. To nic takiego braciszku, nie martw się-odparła ze słodką minką-A co robi z tobą ten idiota?-wskazała na Kurai'a.
-Przyniosłem Ci twoją zabaweczkę księżniczko-odparł wyciągając katanę i lekko pokłaniając się. Kirimi widzą, iż Kurai znów sobie żartuje zaczęła się złościć. Szturchnąłem go lekko i wziąłem katanę z jego rąk. Od razu oddałem ją Kirimi. Zaprosiła nas, a raczej mnie (Kurai musiał się wpraszać) do środka.
*Po ok. 30 minutach*
-D-dobra będziemy iść-powiedziałem. Pewnie posiedziałbym trochę dłużej, ale oczywiście Kurai i Kirimi znów prawie się pozabijali. Kirimi spojrzała przez okno.
-Zaczęło padać-stwierdziła. Wyjrzałem przez okno. Rzeczywiście padało. Ale trudno.
-Damy radę, z cukru nie jesteśmy to się nie roztopimy-odparłem z lekkim uśmiechem-K-kurai idziemy-powiedziałem niby cicho, ale stanowczo. Gdy zmierzaliśmy do wyjścia Kirimi złapała mnie za rękę.
-Braciszku nie będziesz chodził w taką pogodę! A co jak się przeziębisz?-spytała. Poklepałem ją lekko po głowie.
-Dziękuje, że się martwisz, ale naprawdę nic mi nie będzie...
-Nie-przerwała. Ciągnęlibyśmy tą rozmowę o wiele dłużej gdyby nie to, że usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Kirimi otwarła drzwi. Ujrzeliśmy w nich morką Rozalie i...Jakąś brunetkę.
-Co się stało?-spytała Kirimi.
-Cóż...Byłyśmy nie daleko a zaskoczył nas deszcz. Jako, że wiedziałam gdzie mieszkasz...Z tajnych źródeł...Tak czy siak postanowiłyśmy wstąpić. Możemy wejść?-spytała.
-Tak jasne-odparła Kirimi choć nie wyglądało na to żeby było jej to na rękę.
-A...J-jeśli mogę się wtrącić...K-kto to?-spytałem. Chodziło mi o dziewczynę która była z Rozalią.
-A właśnie!-powiedziała Rozalia-To moja siostra Arise.
-To ty masz siostrę-spytała zdziwiona Kirimi.
-I do tego jak widzę przepiękną-zaczął flirciarko Kurai. On chyba nigdy nie odpuści.
-Naprawdę? Dziękuje...-powiedziała rumieniąc się.
-Ależ nie ma za co-i znów szarmancki głos i mały pokłon. Zauważyłem Rozalie która przewraca oczami.
-To co? M-mamy całe towarzystwo, nie...-spytałem.
-No niby tak-odparła Rozalia-Tylko ktoś wyjaśni mi: Kto to jest?-wskazała na Kurai'a flirtującego z Arise-Jeszcze nie widziałam jego akt...To znaczy nic!
Nie zwróciłem zbytnio uwagi na to co dodała.
-T-to mój przyjaciel, Kurai-przedstawiłem. Nie żeby on to słyszał. W końcu był zajęty uwodzeniem kolejnej dziewczyny. Trochę mi jej żal...Wiadomo, że ją rzuci. Trudno, nie powinienem się wtrącać. Zaczęliśmy dyskutować na różne tematy. Dość długo nam to zeszło.
*Ok. godziny 22*
Wyjrzałem przez okno. Desz dalej padał. Do tego coraz mocniej. Wśród kropli można było dostrzec parę kulek lodu. Grad. Podeszła do mnie Kirimi.
-To chyba musicie zostać na noc-stwierdziła. Ja przytaknąłem cicho-Chociaż Kurai mógłby wrócić...
-Jeśli ja zostaje, on też-stwierdziłem. Kirimi westchnęła jednak zgodziła się. Potem podeszła do reszty. W końcu trzeba było ustalić kto gdzie śpi. Poprzez różne dyskusje doszło do takiego podziału: Ja i Rozalia w jednym pokoju, Kirimi Kurai i Arise w drugim. Jak do tego doszło? Mieliśmy genialną kłótnie typu:
-Nie wytrzymałabym z Kurai'em
-Tak? To ja nie wytrzymałbym z tobą!
-To ja nie zniosłabym w nocy Ciebie!
-Nie! Ty pewnie byłabyś bardziej denerwująca!
-Zakład!?
-Dobra! Wytrzymasz ze mną całą noc bez problemu!
-No chyba ty ze mną!
I tak dalej. No tak wtrąciło się jeszcze coś od Kurai'a typu: "W takim razie panienka Arise musi spać w pokoju z nami. W końcu taka piękna dziewczyna zasługuje na księcia jakim mogę być"
Mi było to obojętne, zresztą Rozalii chyba też. Tak więc poszliśmy do pokoi. Nic nie mówiłem tylko poszedłem spać. Myślałem, że ten dzień bardziej pokręcony. Myliłem się. Bardzo się myliłem. To co mi się śniło nie było snem. Nie było koszmarem. To były...Sceny. Tak sceny z mojego życia o których tyle razy próbowałem zapomnieć. Jednak przeszłość zawsze do nas powraca prawda? Nie da się o niej zapomnieć...Nigdy. Obudziłem się od razu. Moje myśli mieszały się ze sobą. Myśli, wspomnienia, po prostu wszystko. Czemu muszę sobie przypominać akurat teraz? Czemu w ogóle muszę sobie przypominać!? Z moich oczu same leciały łzy. Szlak. Nie...Nie może teraz mi odbić. Zwinąłem się w kulkę i zacząłem zaciskać lekko pięści na materacu. Przypominałem sobie wszystkie moje błędy. Nie umiałem robić kiedyś nic..Nic a nic! Byłem, jestem i zawsze będę bezużyteczny!
Coraz bardziej zaczynało brakować mi powietrza. Histeria. Dobre określenie. Sięgnąłem z przyzwyczajenia do kieszeni. Jednak...No tak! Miałem kupić nową paczkę leków! Jest źle...Wstałem i zacząłem łazić w kółko.
-Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.-powtarzałem ciągle szeptem. Błagam nie teraz. Nigdy. Czemu wspomnienia muszę się nas uczepiać!? Miałem zapomnieć! Ale się nie da!
-Yukio, co ci jest?-spytała nagle Rozalia która albo wstała, albo w ogóle nie spała. Nie miałem teraz ani siły ani możliwości żeby jej odpowiedzieć.
-A no tak...-usłyszałem nagle jej głos.
Rozalia co dalej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz