wtorek, 3 czerwca 2014

Od Yukio: Co jeszcze mnie spotka?

Pierwszy dzień w Sakurai...Jakiś podejrzany mężczyzna zaciąga mnie w ślepą uliczkę. Czy może być lepiej?-pomyślałem. Nie miałem pojęcia o co chodzi. Byłem zdezorientowany i wystraszony...Czyli prawie jak zawsze.
-Więc...-zdołałem wydusić z siebie nieśmiało, drżącym głosem.-O co chodzi?
-Yukio, posłuchaj. Jestem z organizacji do której należą łowcy. Uprzedzając twoje pytanie łowcy to osoby które posiadają specjalną moc. Osoby te widzą tak zwane Atsushi. Są to...Jakby to ująć żebyś zrozumiał? Demony. Tak to najtrafniejsze słowo. Oprócz tego łowcy posiadają specjalne bronie oraz zdolności nadnaturalne.-gdy skończył mówić westchnął. Ja popatrzyłem na niego ze zdziwieniem. Czy to miał być żart?
-P-przepraszam, ale...Nie mogę w to uwierzyć...-powiedziałem cicho. Jak zresztą można wierzyć w coś takiego? Jednak zamiast odwrócić się i pójść popatrzyłem na niego wyczekującym wzrokiem. Chciał jeszcze czegoś ode mnie? Przełknąłem ślinę.
-Więc...-zacząłem jednak nie skończyłem bo przeleciał koło mnie jakiś mały stwór. Odskoczyłem szybko do tyłu.
-C-co to jest?-zapytałem spanikowany.
-To właśnie atsushi...Ten jest akurat mały jednak są o wiele większe.-powiedział po czym wyciągnął błyskający pistolet i strzelił w potwora, który się rozpłyną.-Pojawiają się tylko w nocy. Są z innego świata.-dokończył.
-N-nawet jeśli...N-nie sądzie żebym mógł być łowcą.-powiedziałem dalej nieco drżącym głosem. W końcu stał przede mną mężczyzna, którego nie znam. W dodatku w swej dłoni trzymał dalej błyszczącą broń.
-Na pewno dasz sobie radę...-powiedział po czym popatrzył na mnie, a raczej na moje ręcę.-Widzę że twoja broń już sama się pojawiła.
Stałem chwilę nie wiedząc co robić. Następnie także spojrzałem na moje ręcę. Wokół nich oplatały się...Łańcuchy? Skąd!?
-Przyjdź jutro pod ten adres-powiedział podając mi kartkę na której było nabazgrane coś długopisem. Następnie poszedł jak gdyby nigdy nic. Łańcuchy z moich rąk zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Westchnąłem i wróciłem do domu który wynajmowałem dość tanio.

                                                                       *Rano*

Obudziłem się i ruszyłem w stronę łazienki. Wchodząc do niej i mój wzrok powędrował w stronę lustra. Byłem jeszcze zaspany, ale szybko zwróciłem uwagę na jedną rzecz.
-Skrzydła!?-wykrzyknąłem zdziwiony. Mimo wszystko był to dość cichy krzyk. Tak właściwie nie wiem czy potrafię mówić choć trochę głośnym głosem. Dopiero po chwili przypominałem sobie o wczorajszym zajściu. Westchnąłem więc, chwyciłem za jakąś książkę i wziąłem się za naukę. Gdy zobaczyłem, że promienie słoneczne już przestają drażnić moje oczy, a samo słońce chowa się za wielkimi budynkami wyszedłem z domu. Starałem się choć trochę ukryć skrzydła więc zarzuciłem na siebie luźną bluzę z kapturem po czym wyszedłem i ruszyłem pod wyznaczony adres. Po jakiś 20 minutach byłem już pod drzwiami wielkiego hangaru.
-A więc tu wszytko się zacznie...-powiedziałem cicho sam do siebie po czym otworzyłem drzwi i wszedłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz