Obudził mnie budzik.Strąciłam go ze stołka i usiadłam uderzając w głową o górne łóżko należące do siostry.Rozmasowałam głowę i przetarłam oczy po czym kopiąc i depcząc urządzenie doprowadziłam do jego wyłączenia.Podniosłam się ospale i zerknęłam na łóżko Mikki. Było puste, a Zuki'ego nie było w jego pokoju.
~Łowcy...-pomyślałam przewracając oczami.
Zeszłam na dół po schodach i zerknęłam na leżący na parapecie kalendarzyk.Sobota,a kartka wskazuje na zeszłą niedzielę.Wyjrzałam przez okno.Mgła okrywała ulicę.Nie poprawiając nawet błędu niedbalstwa mej ,,rodziny'' poszłam do kuchni.Zjadłam kanapkę i zakładając buty wyszłam na zewnątrz.
Dotarłam na miejsce spotkania z jakimś profesorkiem.Weszłam do małego,dobrze oświetlonego pomieszczenia wyłożonego materacami.Sam stał na jego środku przyglądając mi się.
-Zaczniemy teraz naukę panowania nad mocą.
Rozejrzałam się dookoła i znów spojrzałam na mężczyznę.Naglę świat pobladł.Znałam już przyczynę.Zamknęłam prawe oko by się upewnić.Tak,wszystko było białe i widziałam tylko niewyraźne czarne kontury.Zamknęłam lewe i otworzyłam prawe.Wszystko wróciło do normy.
-Może pan wyłączyć kilka lamp?-spytałam zirytowana.
Światło było zdecydowanie zbyt jasne.
-Dobrze...-powiedział spokojnie całkiem wyłączając oświetlenie-Otwórz oko.
O dziwo teraz wszystko widziałam dokładnie i w miarę jasno.
Zerknęłam na niego.Od tylko podał mi małe lusterko.Z mojego oka ulatywało niebieskie,,światło''.
*po dwóch godzinach*
Profesor nauczył mnie jeszcze wstępnie korzystania z moich pozostałych zdolności.W drodze powrotne dostrzegłam grupkę innych młodych łowców.Ominęłam ich jednak tak,że mnie nie spostrzegli.
Powoli szłam chodnikiem kopiąc kamyk.Wtem drogę przebiegł mi znajomy zwierzak,Zmrużyłam oczy i pobiegłam z anim na boisko.Grało tam już kilku chłopców.Kojarzyłam ich ze szkoły.Jedni rok młodsi ode mnie ,a reszta chodziła ze mną do klasy.Przywitali mnie pojedynczymi okrzykami po czym wrócili do gry.Rozejrzałam się.Gdzieś na przeciwko stał kot.Ten bezdomny sierściuch ,który jak na złość zawsze zabiera drugie śniadanie właśnie mnie.On zdawał się prawie nie zwracać uwagi na moją osobę.
Tupnęłam na niego by przepędzić pchlarza,ale nic z tego.Stał jak stał.Wykrzywiłam się w grymasie niezadowolenia i
podeszłam do chłopaków,którzy najwyraźniej zrobili sobie krótką przerwę.
-Hej!-zawołałam do jednego z młodszych zlanych potem cherlaków.
Obejrzał się na nie zdziwiony.
-Ja nic nie zrobiłem!-krzykną zasłaniając się rękami gdy podeszłam bliżej.
-Oj,ja chcę tylko żebyś mi pożyczył na ziarna słonecznika.
Otworzył szeroko oczy i podał mi kilka monet.Podziękowałam mu i poszłam do sklepu.Usiadłam na murku przy drodze i otworzyłam paczkę.Usłyszałam ciche miauknięcie.-Serio?-spytałam sama siebie unosząc głowę ku niebu i spojrzałam na swoją lewą stronę.
Kot lampił się na mnie i mruczał.
-Spadaj!
On tylko wlazł mi na kolana i wyciągną przysuną pyszczek do opakowania.Przewróciłam oczami i strąciłam go na chodnik.Od kiedy koty coś takiego jedzą?Wstałam i ruszyłam ku centrum miasta.Usłyszawszy coś w bocznej uliczce zerknęłam kątem oka na trójkę ludków z czego dwoje kojarzyłam.Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam wędrówkę.Pchlarz dalej maszerował za mną.Starałam się go ignorować,ale on ciągle zawodził.Nudziło mnie to...Wtedy zadzwonił telefon w mojej kieszeni.
-Co jest?-spytałam ze znudzeniem zakrywając drugie ucho by kot nie zagłuszał mi rozmówcy.
-Gdzie się znowu szlajasz?-głos był spokojny i wyraźnie męski.
-Dziadek?Skąd wiesz,że...
-Powiadomiła mnie o tym Mikka.
-Ja tylko spaceruję....-mruknęłam odrobinę żałośnie.
-Tu chodzi o ogół-powiedział z naganą w głosie,a potem zaczął rozprawiać o tym jak się odseparowałam od reszty rodziny,że to tamto.Znałam ten ochrzan na pamięć więc kłapałam dłonią w rytm gadaniny dziadka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz