piątek, 6 czerwca 2014

Od Yukio: Prawdziwa Kirimi?

Po spotkaniu Rozalii spojrzałem na zegarek. Było już późno.
-Kirimi...Powinniśmy wracać do domów-stwierdziłem cicho. Ona popatrzyła na mnie ze smutkiem.
-Ale mieliśmy gdzieś iść!-odparła. Czułem się niezręcznie. To ja będę tym złym? To moja wina że dawno powinniśmy być w domach? Westchnąłem.
-Kirimi, proszę jestem zmęczony. Jutro gdzieś pójdziemy, ok?-spytałem patrząc na nią z nadzieję.
-Niech będzie-mruknęła obrażona.
-Kirimi naprawdę...
-Pa-odparła mi i pobiegła w kierunku swojego domu...Tak sądzę.
-Da sobie radę, prawda?-spytałem sam siebie.-Co jeśli ktoś ją napadnie i...-wtedy potrząsnąłem przecząco głowo aby odgonić od siebie te myśli. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie na mnie zła...Skierowałem się w stronę mojego domu. Musiałem przejść przez główne miasto. Różniło się bardzo od mojego miejsca zamieszkania. Po mimo późnej pory światła oślepiały swoimi barwami, a wszędzie było słychać rozmowy innych. Czy ci ludzie nie mają co robić po nocach? Nareszcie doszedłem do mojego domu który postawiony był w cichym, spokojnym miejscu. Wchodząc do niego odetchnąłem z ulgą. Miejski koszmar nareszcie się skończył.

*Następny dzień*

Tym razem w hangarze organizacji mieliśmy spotkać się rano. Wstając zjadłem śniadanie, umyłem się, ubrałem i wyszedłem. Na miejscu spotkałem Kirimi. Gdy mnie zobaczyła była ucieszyła się.
-Yukio!-krzyknęła radośnie i momentalnie uściskała mnie.
-T-to znaczy, że nie jesteś zła?-spytałem cicho nieco zdezorientowany.
-Zależy...Pójdziemy gdzieś dzisiaj?-sporzjała na mnie ze słodką minką.
-Jeżeli skończymy wcześniej to tak...A-a teraz choć!-powiedziałem. Ona odsunęła się ode mniei otwarła drzwi przez które weszliśmy. Stróż tym razem nie zareagował. W końcu już nas znał. Niedługo po tym jak weszliśmy na salę dołączyła do nas Rozalia.
-Cześć!-przywitała nas.
-Cześć...-powiedziałem cicho, nieśmiało machając ręką w odróżnieniu od Kirmi która odpowiedziała jej radośnie. Potem dziewczyny zaczęły o czymś rozmawiać, a ja po prostu stałem cicho. Na salę wszedł profesor przez co i one umilkły.
-Witajcie!-powitał nas-Yukio, mogę z tobą o czymś porozmawiać?-zapytał. Zdziwiłem się. O co mogło chodzić? Bez słowa wyszedłem za nim z sali.
-O-o co chodzi?-spytałem niepewnie.
-Musimy porozmawiać o Kirimi-objaśnił. Byłem jeszcze bardziej zdezorientowany. O Kirimi? O co chodzi? I co ja mam z tym wspólnego?
-Widzisz...-kontynuował-Ma ona pewnego rodzaju problemy psychiczne. Można powiedzieć, że ma w sobie coś z psychopatki która jest na skraju szaleństwa.
-Ż-że niby Kirimi?-spytałem zdziwiony. Przecież ona była taka radosna, słodka, niewinna...Jak ktoś taki może być psychopatką!?-Niezbyt rozumiem...
-Przy tobie nigdy taka nie jest ponieważ jesteś jakby...Hm...Jej podporą  psychiczną. Daltego też chciałbym abyś spędzał z nią dużo czasu, a w razie czego ją uspokajał, dobrze?-wyjaśnił i spytał. Zaniemówiłem. W ogóle tego nie rozumiałem.
-T-tak...Chyba...-powiedziałem tylko. Następnie wróciłem na salę, a profesor jeszcze gdzieś na chwilę poszedł. Od razu podbiegły do mnie dziewczyny.
-Co się stało?-spytała zaciekawiona Kirimi. Co miałem odpowiedzieć? Nie mogłem powiedzieć prawdy...Dalej w to nie wierzyłem.
-Nic takiego...-powiedziałem cicho.
-Oj no powiedz nam!-powiedziała Rozalia przysuwając się jak dla mnie o wiele za blisko! Zarumniłem się.
-Odsuń się od mojego, braciszka-powiedziała Kirimi przeszywając ją morderczym wzrokiem i powoli wysuwając katanę. Czyli to była prawdziwa ona!?
-K-kirimi uspokój s-się...-powiedziałem nieco zaniepokojony jej zachowanie przechylając głowę, na tyle ile mogłem w jej stronę. Rozalia westchnęła i odsunęła się ode mnie. Uratowany! Tylko co dalej...Patrzyły na siebie w ciszy i nic nie robiły.

Rozalia lub Kirimi, co dalej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz