Stróż zaprowadził mnie do wielkiej sali. Sadze, ze była to sala w której odbywały się ćwiczenia. Ujrzałem dziewczynę latającą na potężnych, białych skrzydłach. Miała błękitne włosy. Nie mogłem dostrzec koloru jej oczu ponieważ była wysoko. Naglę oplątał ją jakiś łańcuch i spadła prosto w moje ramiona. Gdy spojrzałem w jej oczy zaniemówiłem. Ona przypominała moją jedyną przyjaciółkę z dzieciństwa...Moją słodka "siostrzyczkę"...Czy to naprawdę była...
-K-kirimi?-spytałem cicho zdziwiony.
-Yukio?-odpowiedziała dziewczyna.
-A znasz kogoś kto mówi równie cicho co ja?-zapytałem uśmiechając się delikatnie. Nie wiedziałem czy powinienem płakać czy może się śmiać.
-Nie znam.-odparła dziewczyna ściskając mnie.
-H-hej! Spokojnie-wykrztusiłem z siebie zawstydzony.
-Tęskniłam za tobą-powiedziała słodki głosem Kirimi.
-Tak...Ja za tobą też.-uśmiechnąłem się nieśmiało.
-Zawsze będziesz moim starszym braciszkiem-odparła dziewczyna ściskając mnie coraz mocniej.
-K-kirimi wystarczy...Udusisz mnie-powiedziałem odwracając wzrok. Na moich policzkach zaczęły pojawiać się rumieńce.
-Spokojnie. Gdy jesteś przy mnie nic ci nie grozi.-dziewczyna coraz bardziej mnie ściskała.
-Kirimi...-powiedziałem tylko cicho. Robiło się coraz bardziej niezręcznie, ale nie mogłem jej odepchnąć
-No już, uspokójcie się-przerwał nagle jak sądzę profesor.-Czułość zostawcie na później.
Kirmi na szczęście puściła mnie, a ja odetchnąłem z ulgą.Potem poszliśmy razem za profesorem. Zaczęliśmy ćwiczenia, jednak Kirimi nie dała zabić mi ani jednego Atsushiego. Choć może to nawet lepiej? W końcu nie sądzę żebym się do tego nadawał.
-Yukio patrz jak zabiłam tego Atsushiego!-zawołała do mnie entuzjastycznie.-Ładnie?
Popatrzyłem się na nią nieco zdziwiony, ale po chwilo miałem już normalną minę. No tak...W końcu to była ta słodka Kirimi.
-Tak, dobra robota-odparłem cicho.
-Patrz teraz! Patrz jaki wielki!-krzyczała cały czas dziewczyna, zabijając kolejne demony. Któryś z potworów zaatakował mnie, już miałem go zniszczyć jednak Kirmi była szybsza. Tuż przed moimi oczyma śmignęła jej katana. Dziewczyna nie wiadomo czemu momentalnie odrzuciła miecz w bok, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła przepraszać.
-Przepraszam Yukio. Na pewno nic ci nie jest?-spytała.
-Nie musisz p-przecież przepraszać...T-tak nic mi nie jest-powiedziałem znów zawstydzony-Można nawet powiedzieć, że mnie uratowałaś, prawda?-uśmiechnąłem się nieśmiało i poklepałem ją lekko po głowie.
-Czyi nie jesteś zły?-popatrzyła na mnie robiąc słodką minę.
-Jak mógłbym być na Ciebie zły?-spytałem ironicznie. Ona zaśmiała się i uśmiechnęła.
-Dobrze dziś chyba i tak już nic nie zrobimy...Wracajcie do domu. Widzimy się jutro o tej samej godzinie-powiedział profesor. Ja skinąłem głową i już miałem iść jednak Kirimi pociągnęła mnie za rękę.
-Hm, o co chodzi?-spytałem.
-Chodźmy gdzieś razem...Proszę.-popatrzyła na mnie znów robiąc słodkie oczy. Przewróciłem oczami.
-Jesteś zbyt urocza, wiesz?-spytałem uśmiechając się.-To może pójdziemy do jakiejś kafejki? Jeśli są jeszcze jakieś otwarte.
-Tak! Chodźmy!-ucieszyła się i pociągnęła mnie w stronę wyjścia. Tam jednak wpadliśmy na jakąś dziewczynę. Miała białe włosy oraz dwukolorowe oczy. Jedno było niebieskie, a drugie złote.
-P-przepraszamy!-powiedziałem cicho zawstydzony. Może i przy Kirimi jestem nieco odważniejszy, ale przy innych ludziach boję się odezwać choć jednym słowem. To głupie, tak wiem, ale nic na to nie poradzę.
Rozalia? Kirimi?
Jak miło.........
OdpowiedzUsuńAna która nie nawidzi szczęśliwych zakończeń