środa, 4 czerwca 2014

Od Yukio: Moja słodka "siostrzyczka"

Stróż zaprowadził mnie do wielkiej sali. Sadze, ze była to sala w której odbywały się ćwiczenia. Ujrzałem dziewczynę latającą na potężnych, białych skrzydłach. Miała błękitne włosy. Nie mogłem dostrzec koloru jej oczu ponieważ była wysoko. Naglę oplątał ją jakiś łańcuch i spadła prosto w moje ramiona. Gdy spojrzałem w jej oczy zaniemówiłem. Ona przypominała moją jedyną przyjaciółkę z dzieciństwa...Moją słodka "siostrzyczkę"...Czy to naprawdę była...
-K-kirimi?-spytałem cicho zdziwiony.
-Yukio?-odpowiedziała dziewczyna.
-A znasz kogoś kto mówi równie cicho co ja?-zapytałem uśmiechając się delikatnie. Nie wiedziałem czy powinienem płakać czy może się śmiać.
-Nie znam.-odparła dziewczyna ściskając mnie.
-H-hej! Spokojnie-wykrztusiłem z siebie zawstydzony.
-Tęskniłam za tobą-powiedziała słodki głosem Kirimi.
-Tak...Ja za tobą też.-uśmiechnąłem się nieśmiało.
-Zawsze będziesz moim starszym braciszkiem-odparła dziewczyna ściskając mnie coraz mocniej.
-K-kirimi wystarczy...Udusisz mnie-powiedziałem odwracając wzrok. Na moich policzkach zaczęły pojawiać się rumieńce.
-Spokojnie. Gdy jesteś przy mnie nic ci nie grozi.-dziewczyna coraz bardziej mnie ściskała.
-Kirimi...-powiedziałem tylko cicho. Robiło się coraz bardziej niezręcznie, ale nie mogłem jej odepchnąć

-No już, uspokójcie się-przerwał nagle jak sądzę profesor.-Czułość zostawcie na później.
Kirmi na szczęście puściła mnie, a ja odetchnąłem z ulgą.Potem poszliśmy razem za profesorem. Zaczęliśmy ćwiczenia, jednak Kirimi nie dała zabić mi ani jednego Atsushiego. Choć może to nawet lepiej? W końcu nie sądzę żebym się do tego nadawał.
-Yukio patrz jak zabiłam tego Atsushiego!-zawołała do mnie entuzjastycznie.-Ładnie?
Popatrzyłem się na nią nieco zdziwiony, ale po chwilo miałem już normalną minę. No tak...W końcu to była ta słodka Kirimi.
-Tak, dobra robota-odparłem cicho.
-Patrz teraz! Patrz jaki wielki!-krzyczała cały czas dziewczyna, zabijając kolejne demony. Któryś z potworów zaatakował mnie, już miałem go zniszczyć jednak Kirmi była szybsza. Tuż przed moimi oczyma śmignęła jej katana. Dziewczyna nie wiadomo czemu momentalnie odrzuciła miecz w bok, a następnie rzuciła się na mnie i zaczęła przepraszać.
-Przepraszam Yukio. Na pewno nic ci nie jest?-spytała.
-Nie musisz p-przecież przepraszać...T-tak nic mi nie jest-powiedziałem znów zawstydzony-Można nawet powiedzieć, że mnie uratowałaś, prawda?-uśmiechnąłem się nieśmiało i poklepałem ją lekko po głowie.
-Czyi nie jesteś zły?-popatrzyła na mnie robiąc słodką minę.
-Jak mógłbym być na Ciebie zły?-spytałem ironicznie. Ona zaśmiała się i uśmiechnęła.
-Dobrze dziś chyba i tak już nic nie zrobimy...Wracajcie do domu. Widzimy się jutro o tej samej godzinie-powiedział profesor. Ja skinąłem głową i już miałem iść jednak Kirimi pociągnęła mnie za rękę.
-Hm, o co chodzi?-spytałem.
-Chodźmy gdzieś razem...Proszę.-popatrzyła na mnie znów robiąc słodkie oczy. Przewróciłem oczami.
-Jesteś zbyt urocza, wiesz?-spytałem uśmiechając się.-To może pójdziemy do jakiejś kafejki? Jeśli są jeszcze jakieś otwarte.
-Tak! Chodźmy!-ucieszyła się i pociągnęła mnie w stronę wyjścia. Tam jednak wpadliśmy na jakąś dziewczynę. Miała białe włosy oraz dwukolorowe oczy. Jedno było niebieskie, a drugie złote.
-P-przepraszamy!-powiedziałem cicho zawstydzony. Może i przy Kirimi jestem nieco odważniejszy, ale przy innych ludziach boję się odezwać choć jednym słowem. To głupie, tak wiem, ale nic na to nie poradzę.

Rozalia? Kirimi?

1 komentarz:

  1. Jak miło.........
    Ana która nie nawidzi szczęśliwych zakończeń

    OdpowiedzUsuń